Archiwa blogu

Obniżone składki ZUS mogą płacić także przedsiębiorcy z doświadczeniem w biznesie

W Polsce osoby zakładające działalność gospodarczą mogą skorzystać z obniżonych składek ubezpieczenia społecznego. W niektórych przypadkach mogą to być również ci, którzy posiadają już doświadczenie w biznesie.

Osoby otwierające swój pierwszy biznes mogą przez 2 lata uiszczać zmniejszone składki na ubezpieczenie społeczne. Ich wysokość zależy od minimalnego wynagrodzenia, jakie ustalane jest na każdy rok. Różnica w wartościach odprowadzanych przez początkujących a sumą, jaką do ZUS-u musi oddawać przedsiębiorca posiadający staż jest duża np. w skali bieżącego roku wynosi ona ponad 6,8 tys. zł.

Jednak w konkretnych przypadkach z obniżonych składek mogą również skorzystać ci, którzy mieli już firmę. Może to mieć miejsce wówczas, gdy osoba prowadzącą działalność gospodarczą zaczynała współpracę z byłym pracodawcą, ale później z niej zrezygnowała.

Spór rozwiązał zapis zamieszczony w poradniku znajdującym się na stronie internetowej ZUS, który mówi o tym, że warunek o niewspółpracowaniu z byłym zatrudniającym nie obejmuje tylko stażu działalności, ale obejmuje pełny 24-miesięczny okres, w którym przedsiębiorca ma prawo do obniżonych składek.

Przepisy przewidują także, że z obniżonych stawek ZUS mogą korzystać również osoby, które miały firmę, ale ją zamknęły. Wymóg jest taki, że od zakończenia działalności do kolejnego jej założenia musi upłynąć 60 miesięcy, czyli 5 lat. Ta reguła dotyczy wyłącznie firm, które podlegały prawu polskiemu, zatem osoby, które przez ostatnie pięć lat prowadziły firmę za granicą, będą mogły skorzystać z obniżonych składek od razu po otwarciu firmy w kraju.

Wydając decyzję, czy od zamknięcia wcześniejszego biznesu upłynęło 60 miesięcy, ZUS uwzględnia realne zakończenie działalności, a nie dokonanie obowiązków biurokratycznych. Zatem zgłoszenie informacji o zakończeniu działalności nie decyduje o nadaniu przedsiębiorcy prawa do opłacania zmniejszonych składek, bowiem decyduje o tym sama data faktycznego zakończenia działalności.

Joanna Walerowicz

mojszmal.pl

Co zrobić, aby dane w chmurze były chronione?

W firmach, gdzie funkcjonują działy IT coraz częściej wprowadzane jest zarządzanie i przetwarzanie danych w chmurze. Także zwykli konsumenci na co dzień korzystają z usług cloud computing, chociaż często nie są tego świadomi. Czy jednak dane przechowywane w chmurze są wystarczająco chronione?

Podejmując decyzję o korzystaniu z cloud computing firmy chcą usprawnić u siebie procesy przetwarzania i zarządzania danymi w taki sposób, aby działy IT mogły jak najszybciej reagować i niwelować wszelkie zagrożenia związane z przeciążeniem serwerów i tym samym maksymalnie skrócić czas oczekiwania pracowników firmy na ponowne korzystanie z urządzeń. Takie rozwiązanie umożliwia firmie skuteczniejsze działanie, co przekłada się wyższe zarobki i nie pozostawanie w tyle za konkurencją. Decyzja o przetwarzaniu i zarządzaniu danymi w chmurze jest świadomie podejmowana przez zarządzającymi firmami, jednak warto wiedzieć, że niesie to za sobą również pewne zagrożenia. Przy tym rozwiązaniu dane firmy zamieszczane są bowiem na serwerach, które są udostępnione online. Wobec tego jednym z ważniejszych czynników, który powinien mieć wpływ na podjęcie tej decyzji jest zaufanie.

Piotr Kupczyk z Kaspersky Lab Polska tłumaczy, aby przed wyborem usług cloud computing dokładnie przyjrzeć się wszystkim usługodawcom i wybrać tego, który ma renomę na rynku i może zaoferować czas na analizę tego, jakie dane powinny trafić do chmury, a jakie lepiej będzie przechowywać lokalnie. Wyjaśnia też, że nie wszystkie dane powinny być transferowane do chmury, zwłaszcza jeżeli nie jest uzasadnione korzyściami dla płynności działalności gospodarczej.

W kwestii bezpieczeństwa danych znajdujących się w chmurze zdania są podzielone. Zwolennicy tego rozwiązania są zdania, że największe firmy oferujące tą usługę, takie jak Microsoft, Google, Amazon Web czy VMWare posiadają w swoich szeregach najlepiej najlepszych specjalistów IT, a także przeznaczają duże pieniądze na zagwarantowanie bezpieczeństwa danych znajdujących się w chmurze.

Krzysztof Urban, dyrektor zarządzający w firmie mytaxi, która na co dzień korzysta z rozwiązań cloud computing, zwraca jednak uwagę na to, że tak naprawdę nad siecią nikt nie ma pełnej kontroli, a dane przechowywane w chmurze nigdy nie będą lepiej chronione od tych znajdujących się na naszym prywatnym, realnym dysku. Należy pamiętać, że dane przekazywane do chmury znajdują się w rzeczywistych centrach danych, a to oznacza, że funkcjonują też w różnych systemach prawnych i podlegają lokalnej jurysdykcji. Warto zatem zapoznać się z zapisami prawnymi panującymi w kraju, gdzie przetrzymywane są nasze dane. Fizyczność danych jest również zagrożeniem ze strony osób niepowołanych, dlatego wybierając firmę, która będzie zarządzała naszymi danymi warto zwrócić uwagę nie tylko na zabezpieczenia sieciowe, ale też fizyczne. Dane mogą zostać utracone także w wyniku awarii urządzeń, dlatego należy sprawdzić, czy są one przechowywane na kopiach bezpieczeństwa.

Z kolei konsument korzystający z usługi cloud computing z pewnością powinien zadbać o silne hasło pozwalające mu na wejście do chmury, a także, aby nie było ono takie samo jak te wykorzystywane do innych usług online. Bezpieczeństwo naszych danych zależy również od właściwego szyfrowania. Warto upewnić się, że usługodawca zapewnia szyfrowanie procesu logowania (SSL), a także najważniejsze certyfikaty bezpieczeństwa (VPN).

Joanna Walerowicz

mojszmal.pl

Co każdy internetowy przedsiębiorca wiedzieć powinien?

Prowadzisz już swój biznes, masz stronę internetową, której głównym celem jest pozyskanie nowych klientów i zastanawiasz się jak do nich dotrzeć? Na pewno nie jest to prosta sprawa. Podpowiadamy na co szczególnie zwrócić uwagę, aby rozwinąć swoją firmę w sieci.

Promuj swój biznes

Klienci sami się nie pojawią, wiedzą o tym nawet największe i najbardziej rozpoznawalne marki, które szczególnie uważnie dbają o swoją obecność w internecie. Konkurencja jest tak duża, że samo posiadanie strony czy sklepu nie wystarczy.

Przede wszystkim planuj działania promocyjne. Na początku trudno jest oszacować, co przyniesie wymierne rezultaty, trzeba więc będzie poświęcić dużo czasu na rozpoznanie rynku i sprawdzenie różnych możliwości. Co więcej, niektóre działania są bardziej wymagające, a nikt nie zapewni Ci stabilnych wyników z dnia na dzień (m. in. dotyczy to działań SEO i komunikacji w social media), bez względu na budżet, którym dysponujesz.

Nie idź na skróty

Innymi słowy nie stosuj podejścia jak najszybciej, jak najtaniej i jak najlepiej. Tych trzech przymiotników w realnym biznesie zazwyczaj nie spotyka się obok siebie. Opracuj i dobierz strategię do odpowiednich kanałów sprzedaży, po czym sporządź szczegółowy plan marketingowy.

Nieprzemyślane newslettery mogą zrazić do Ciebie subskrybentów, niedopracowane kampanie PPC skutkować wyższymi kosztami w przyszłości, błędnie prowadzone działania SEO – spowodować, że znikniesz z wyników wyszukiwania, a niewyróżniająca się komunikacja w social media – zmarnować Twój czas i zasięg na portalach społecznościowych.

Najskuteczniejsze działania to takie, które dostosowane są do Twojej grupy docelowej. Układając plan zwróć uwagę na to, co w danym okresie może zainteresować Twoich potencjalnych klientów.

Pamiętaj również, że dla firm, które świadczą Ci usługi także liczy się zysk. Jeśli więc cena za współpracę znacznie różni się od rynkowej – prawdopodobnie nie otrzymasz za to działań wysokiej jakości. Przelicz kwotę na godziny czasu pracy specjalisty i zastanów się, czy jest to wystarczające na Twoje potrzeby.

Mierz z uwagą działania

Zapewne każdy przedsiębiorca dokładnie wie, ile pieniędzy wydaje na poszczególne aktywności. Ale czy wiesz dokładnie, który kanał jest najbardziej efektywny? A może miałeś kiedyś sytuację, że mimo eliminacji kanałów, które potencjalnie nie przynosiły Ci klientów, odczułeś spadek sprzedaży produktów i usług?

Pomiar akcji marketingowych jest sprawą złożoną, co jednak nie jest usprawiedliwieniem, aby go zaniechać. Określ jasno swoje cele. Może nimi być sprzedaż czy pozyskanie kontaktu od internauty, ale mogą to być również zapis do newslettera, pobranie pliku itd. Jednocześnie możesz mierzyć wiele takich celów, jeśli są dla Ciebie istotne.

Następnie upewnij się, że Twój system statystyczny mierzy je wszystkie. Jeśli się nie sprawdza jest zadbaj o poprawę. To działanie niezbędne do wyciągnięcia wniosków i podejmowania świadomych decyzji biznesowych.

Pamiętaj, że kanały marketingowe najlepiej działają ze sobą wspólnie. Twój system statystyczny powinien to obrazować. W popularnym Google Analytics taki raport znajdziesz w Konwersje > Ścieżki wielokanałowe.

Miej oko na konkurencję

Twoja konkurencja nie śpi. Nawet, jeśli uważasz, że są daleko za Tobą nie zawsze musi tak być. W pewnym momencie na rynek może wejść również nowa firma, oferująca te same usługi lub produkty.

Jeśli możesz skorzystaj z automatycznych narzędzi będących w stanie wyznaczyć pojawiającą się konkurencję. Systemem, który pomoże Ci w tym zadaniu jest np. SEMSTORM.

Znajomość oferty istniejących i nowo pojawiających się konkurentów jest wręcz niezbędna. A jeśli wiesz dodatkowo, jakie działania prowadzą masz wszystkie informacje potrzebne do bycia o krok przed nimi.

Stwórz wizerunek profesjonalisty

Daj się poznać, jako specjalista z ogromną wiedzą. Bierz udział w dyskusjach na forach branżowych, dołącz do odpowiednich grup w sieciach społecznościowych i bądź ich aktywnym uczestnikiem. Twórz merytoryczne artykuły lub blog. W niemal każdej branży możesz znaleźć sposób promocji, który pokaże Twój profesjonalizm.

Takie działania mają dodatkową zaletę – możesz również korzystać z wiedzy innych i być na bieżąco z najważniejszymi nowościami na rynku.

Z badań przeprowadzonych przez TNS Infrastat dla Google, wynika, że w branży e-commerce blisko 90% internautów szuka opinii w internecie przed dokonaniem zakupu. Podobnie zachowujemy się, gdy chcemy zamówić jakąś usługę. Jeśli z poszukiwań będą mogli wywnioskować, że jesteś ekspertem ich zaufanie do Twojej oferty również się zwiększy.

Dbaj o swoją reputację

Nie ma nic gorszego niż internauta poszukujący opinii o Twojej firmie, trafiający na krytyczne głosy niezadowolonych klientów. Zastanowi się on sto razy zanim skorzysta z proponowanych przez Ciebie usług.

Błędy są rzeczą ludzką i nie ustrzegają się ich nawet największe firmy. Dlatego nie bój się konfrontacji i nie bagatelizuj pomyłek, przygotuj zawczasu plan awaryjny na trudne chwile. Z odpowiednim podejściem możesz wyjść z kryzysu bez szwanku. Dużym ułatwieniem są narzędzia, które będą monitorować internet za Ciebie. Przykładem jest Brand24, które m.in. samodzielnie określi czy znaleziony wpis jest pozytywny, czy negatywny.

Nie bój się skorzystać z zewnętrznych usług

Dziel siły na zamiary. Na pewno nie wszystko zrobisz sam, najczęściej nie ma też potrzeby tworzyć ogromnego zespołu, który wspomoże ekspansję Twojej firmy w internecie. Znajdź kontrahentów i partnerów, z którymi możesz współpracować na różnych polach. Dzięki temu będziesz miał czas skupić się na bardziej istotnych rzeczach tj. takich, które tylko Ty możesz wykonać.

Nie rezygnuj jednak z zasady ograniczonego zaufania. Tak jak w przypadku kampanii marketingowych weryfikuj skuteczność działań firm, z którymi podpisałeś umowę. Jeśli nie są w stanie raportować Ci swoich prac, zupełnie nie chcą dzielić się z Tobą wiedzą nie miej skrupułów taką współpracę zakończyć.

Zakończenie

Pamiętaj, aby prowadzić swoje działania regularnie. Jednorazowe kampanie marketingowe nie pomogą Ci w rozwoju Twojego biznesu przez lata. Stała obecność w internecie natomiast pozwoli Ci na zbudowanie świadomości Twojej marki i zwiększanie jej przychodów.

 

Autor: Milena Szałacka, Dyrektor Zarządzający, SEMSTORM

Źródło: CORE PR

Kartę podatkową można łatwo stracić

W przypadku rozliczania się sposobem karty podatkowej przedsiębiorca miesięcznie odprowadza z góry ustaloną kwotę podatku dochodowego. W przypadku, gdy warunki korzystania z karty zostaną przez nią naruszone, wówczas musi rozliczać się z podatku na zasadach ogólnych, czyli z użyciem skali podatkowej wraz ze stawkami podatku na poziomie 18 proc. i 32 proc.

Opodatkowanie dochodu metodą karty podatkowej mogą wybrać przedsiębiorcy działający w zakresie konkretnych usług, czyli mechanika pojazdów i maszyn, naprawa i konserwacja urządzeń elektronicznych, usługi kosmetyczne, fryzjerskie i weterynaryjne.

Przedsiębiorcy mogą płacić zryczałtowany PIT, pod warunkiem, że spełniają następujące warunki:

– napiszą stosowny wniosek o zastosowanie opodatkowania w formie karty podatkowej,

– uwzględnią w tym wniosku, że rodzaj prowadzonej działalności znalazł się w jednej z dwunastu tabel miesięcznych stawek podatku dochodowego w formie karty podatkowej,

– nie prowadzą więcej niż jednej działalności gospodarczej,

– małżonek przedsiębiorcy nie prowadzi działalności z tego samego zakresu,

– nie wytwarzają lub dystrybuują towarów obciążonych akcyzą,

– działalność wskazana we wniosku prowadzona jest na terenie Polski,

– prowadząc działalność gospodarczą nie korzystają z usług osób niezatrudnionych w ramach umowy o pracę lub z usług innych zakładów lub firm, chyba że chodzi o usługi specjalistyczne,

– nie zatrudnią więcej niż dopuszczalna liczba pracowników.

Naruszenie któregoś z powyższych wytycznych skutkuje utratą prawa do karty podatkowej i natychmiastowe przejście na skalę. Podatnik ma siedem dni na pisemne powiadomienie o tym fakcie urząd skarbowy.

Od dnia, w którym przedsiębiorcy zostało odebrane prawo do korzystania z karty podatkowej musi nastąpić zmiana sposobu wyliczania kwoty podatku, a także trzeba zacząć prowadzić księgi podatkowe, w każdym miesiącu opłacać zaliczki na podatek dochodowy oraz co roku składać do urzędu skarbowego deklarację podatkową.

Joanna Walerowicz

mojszmal.pl

Przedsiębiorcy muszą przejść żmudną drogę, aby skorzystać z abolicji składkowej

Do tej pory ok. 100 tys. przedsiębiorców podjęło starania dążące do skorzystania z abolicji składkowej. Jednak Zakład Ubezpieczeń Społeczny nie jest tak prężny w odpowiedzi na wnioski i do tej pory udało się to zrobić tylko w przypadku jednej czwartej wniosków.

Od stycznia 2013 roku każda osoba prowadząca działalność pozarolniczą, która zadłużyła się wobec ZUS-u może wnioskować o ich umorzenie. Zezwala na to ustawa dotycząca tej kwestii, która zaczęła obowiązywać od 9 listopada 2012 r.

Jednak procedura, jaką muszą przejść przedsiębiorcy ubiegający się o umorzenie składek jest niezwykle żmudna i może zniechęcić nawet najwytrwalszych. Po złożeniu wniosku abolicyjnego ZUS wystawia decyzję określającą warunki umorzenia. Najistotniejszym jest obowiązek uregulowania należności, których nie można umorzyć. Zobowiązanie to dotyczy składek odprowadzonych za pracownika oraz te, które przedsiębiorca odprowadza na ubezpieczenie zdrowotne, Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, Fundusz Pracy i Fundusz Emerytur Pomostowych.

ZUS nie ujawnia jednak wysokości tej części argumentując to stwierdzeniem, że nie ma takiej konieczności. W efekcie przedsiębiorcy muszą znowu zgłosić się do ZUS z zapytaniem o kwotę, jaką muszą uiścić.

Rzecznik prasowy ZUS, Jacek Dziekan wyjaśnia, że na wczesnym etapie całej procedury nie ma możliwości wskazania tej kwoty, ponieważ po wydaniu decyzji może ona ulec zmianie np. na skutek nieopłacenia aktualnych składek. Przytacza też art. 10 kodeksu postępowania cywilnego, wskazujący, że organ administracji publicznej, który wydał decyzję, jest nią związany od momentu jej dostarczenia. To, zdaniem Jacka Dziekana, mogłoby przyczynić się do sytuacji, w której przedsiębiorca w sposób błędny interpretowałby, że podstawę umorzenia stanowi uregulowanie tylko wskazanej kwoty, mimo że mogłaby się ona zwiększyć o odsetki.

Joanna Walerowicz

mojszmal.pl

W Polsce powróciła fala upadłości firm produkcyjnych i handlowych

Euler Hermes, spółka z Grupy Allianz, na podstawie oficjalnych danych z Monitora Sądowego i Gospodarczego, zbadała sytuację polskich firm w kontekście bankructw – we wrześniu oficjalnie opublikowano informację o upadłości 71 firm wobec 66 we wrześniu 2013 roku.

 

Większa jest nie tylko liczba upadłości, ale także ich efekt ekonomiczny. Opublikowane we wrześniu orzeczenia o upadłości dotyczyły firm mających zsumowany ostatni znany obrót na poziomie ok. 1,2 miliarda złotych, a zatrudniały one razem, według ostatnich dostępnych danych, ok. 2,5 tys. osób (obydwie te wartości są znacznie wyższe niż w poprzednim miesiącu).

Na przestrzeni dziewięciu miesięcy tego roku sądy opublikowały orzeczenia o upadłości 630 przedsiębiorstw działających w Polsce, podczas gdy w tym samym okresie ubiegłego roku było to 713 opublikowanych upadłości. Wrzesień był drugim w tym roku miesiącem (obok maja), gdy liczba upadłości była wyższa niż w analogicznym okresie roku ubiegłego.

 

  • Liczba upadłości opublikowanych we wrześniu jest wyższa niż przed rokiem z powodu liczniejszych upadłości firm produkcyjnych oraz handlowych.
  • Wśród największych upadłości dominują dystrybutorzy hurtowi (m.in. dwie firmy spośród trzech największych pod względem obrotów bankrutów).
  • Problemy sektora spożywczego – upadło łącznie 11 firm (4 producentów i 7 hurtowników).
  • Upadłości firm produkcyjnych dzielą się po połowie na producentów artykułów konsumpcyjnych (żywność i meble) oraz inwestycyjnych (artykuły budowlane, wyroby maszynowe oraz części motoryzacyjne).
  • Rozpoczęto 10 postępowań układowych, ale równocześnie zanotowano 7 przypadków nieudanych postępowań naprawczych, zamienionych na upadłość likwidacyjną.

 

Sytuacja w handlu nie poprawi się (szybko)

Jak ocenia sytuację Tomasz Starus, Członek Zarządu Euler Hermes, odpowiedzialny za ocenę ryzyka – Dystrybutorzy, zwłaszcza dóbr konsumenckich codziennego użytku mają kurczącą się grupę odbiorców – pozycję rynkową kosztem tradycyjnych sklepów zdobywają mające własne zaopatrzenie sieci handlowe, a o pozostałych walczyć muszą z wielokrotnie większymi megadystrybutorami hurtowymi, którzy dodatkowo swoje obroty, a więc i konkurencyjność cenową, podnoszą tworząc własne franczyzowe sieci sprzedaży detalicznej. Wpływa to oczywiście na kondycję finansową hurtowni: spadającym obrotom towarzyszy niska rentowność, często poniżej kosztu pieniądza: 3-5%, a nierzadko tylko na poziomie 1-2%. Co oznacza brak środków własnych, wysokie zadłużenie i problemy z płynnością. Od kilku lat trudniej pozyskać hurtowniom finansowanie: nie mają one zazwyczaj majątku trwałego i nieruchomości, które mogą być zabezpieczeniem udzielanych kredytów, w porównaniu np. do firm produkcyjnych, a ponadto wolno odradzający się popyt konsumencki nie sprzyja szybkiemu wzrostowi obrotów, a przede wszystkim rentowności.

Podsumowując: handel hurtowy (ale i detaliczny) jest sektorem o dużej liczbie upadłości także z przyczyn popytowych, ale przede wszystkim – finansowych: nawet rosnąca sprzedaż generuje częściej straty, niż zyski. Jest to efektem w pierwszym rzędzie zarządzania i przyjętego modelu działalności – zarabianie na benefitach i działalności dodatkowej, a nie czynników zewnętrznych, które nie są gwałtowne i można je uwzględnić, np. rosnąca konkurencja sprzedaży internetowej czy koncentracja rynku. Od powyższego ogólnego opisu są oczywiście wyjątki – sektor jak dystrybucja hurtowa nie jest jednorodny. Opisana sytuacja dotyczy p.w. hurtu artykułów konsumenckich i budowlanych, ale też nie wszystkich, np. w branży kosmetycznej marża hurtowa nierzadko osiąga 25%.

 

Sektor spożywczy: czy obserwujemy już efekt embarga?

We wrześniu opublikowano informacje o upadłości 4 producentów artykułów spożywczych (mięsa oraz artykułów piekarniczych) oraz 7 hurtowni spożywczych – czyli łącznie 11 firm związanych z rynkiem spożywczym. Jak mówi Maciej Harczuk, Prezes Zarządu Euler Hermes Collections: – Firm produkcyjnych, jak i hurtowych z branży spożywczej mających kłopoty jest więcej… Nie można wszystkiego tłumaczyć embargiem na Wschodzie. Przynosi ono wymierne straty i upadłości firmom wyspecjalizowanym w handlu na tym rynku, ale niestety na sektor oddziałują także inne czynniki. Duże zapasy mrożonych owoców, rekordowo niskie ceny mleka, a także jego nadprodukcja, czy spadające spożycie pieczywa, czyli czynniki rynkowe, mają nie mniejsze znaczenie niż polityczne ograniczenia zbytu na niektórych kierunkach. Zapewne kwestią czasu są więc kolejne upadłości firm z branży mięsnej ale też producentów nabiału – ponieważ niskie ceny oraz mający już miejsce eksport na perspektywiczne rynki, m.in. azjatyckie nie rokują na szybkie upłynnienie nadwyżek po korzystnych cenach.

 clip_image002

 

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z Grupy Allianz

 

Zaskakujący wzrost liczby upadłości firm produkcyjnych

Największa liczba upadłości we wrześniu miała miejsce w sektorze produkcyjnym – sytuacja nie notowana od półtora roku.Jak mówiMichał Modrzejewski, dyrektor Analiz Branżowych w Euler Hermes Upadłości te w połowie dotknęły zarówno producentów wyrobów na rynek konsumencki (oprócz wspomnianej żywności – także nie notowana od dłuższego czasu w statystyce upadłości grupa firm z branży meblowej – 4) a w połowie producentów artykułów na rynek inwestycyjny (art. budowlanych, ale także maszyn i części do nich oraz … producentów komponentów motoryzacyjnych). Problemy firm produkcyjnych nie wydają się więc być skutkiem sytuacji w jakichś pojedynczych branżach (sektorze spożywczym czy budownictwie), ale raczej ogólnie kwestii popytowych na rynku wewnętrznym, jak i w eksporcie. Pomimo wzrostu eksportu o ponad 6% w tym roku, do czego w znacznej mierze przyczynili się wytwórcy części motoryzacyjnych, mebli czy AGD problemy mają ich dostawcy – wśród upadających firm znalazło się aż 5 firm produkujących wyroby z tworzyw sztucznych i gumy na potrzeby tych notujących niezłe wyniki branż! Sprzedaż jest więc wciąż daleka od możliwości produkcyjnych.

 

Budownictwo

Upadłości firm budowlanych są rzadsze niż rok temu, ale oprócz tego w ostatnim czasie zmienił się ich charakter. Częste jeszcze niedawno upadłości firm prowadzących prace wykończeniowe (elektryczne, hydrauliczne i inne) są obecnie rzadkością.

– Problemy, o czym świadczą upadłości, mają obecnie firmy realizujące głównie nową falę inwestycji, przebrzmiało już echo kryzysu branży z lat 2012-2013. Nie są to przy tym jedynie firmy budownictwa ogólnego czy mieszkaniowego, ale także… ponownie firmy wyspecjalizowane w budowie dróg i towarzyszącej infrastruktury wodociągowej i przesyłowej (5 takich przypadków). Wydaje się więc, że niestety zasady prowadzenia i rozliczania tych inwestycji – a przede wszystkim realia cenowe i krytycznie niska rentowność nie zmieniły się zbytnio od fali inwestycji na Euro 2012, co doprowadziło przecież do kryzysu a nie rozkwitu branży budowlanej – ocenia Tomasz Starus.

 

Największa liczba spośród opublikowanych we wrześniu upadłości dotyczyła firm z województwa mazowieckiego – ale i tak poprawa w tym województwie pod względem liczby bankructw w stosunku do analogicznego okresu w roku ubiegłym jest jedną z największych. Odwrotnie w województwie małopolskim i w sąsiednim podkarpackim – tutaj liczba upadłości jest nadal wyższa niż w roku ubiegłym. W województwie małopolskim za część tych upadłości odpowiada pogarszająca się sytuacja w branży transportu drogowego towarów (3 z 8 upadłości opublikowanych we wrześniu). Wspomniane zwiększenie liczby upadłości w województwie dolnośląskim wiąże się nie tylko z firmami produkcyjnymi (5 przypadków), ale także dystrybutorami hurtowymi (4 ich upadłości w tym województwie we wrześniu). Na przeciwnym biegunie – sytuacja w województwie mazowieckim, będącym jednym z liderów spadku liczby upadłości, także we wrześniu, nie może być bagatelizowana. O ile bowiem w roku ubiegłym duża część upadłości w tym województwie dotyczyła firm mniejszych, m.in. usługowych i handlowych (nadal obecnych w tej statystyce), to obecnie upadające firmy budowlane i produkcyjne na Mazowszu nie są może największymi podmiotami, ale jednak liczącymi się dotychczas na regionalnym rynku z obrotami rzędu po 40 milionów złotych.

 

Informacje o upadłościach firm, opublikowane w odniesieniu do ich miejsca rejestracji

województwo:

I-IX 2013

I-IX 2014

Dolnośląskie

107

83

kujawsko pomorskie

44

37

Lubelskie

15

18

Lubuskie

22

16

Łódzkie

34

18

Małopolskie

63

73

Mazowieckie

129

102

Opolskie

8

10

Podkarpackie

28

31

Podlaskie

14

9

Pomorskie

25

28

Śląskie

84

60

Świętokrzyskie

15

19

warmińsko mazurskie

21

20

Wielkopolskie

53

64

Zachodniopomorskie

51

42

RAZEM

713

630

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z Grupy Allianz

 

Źródło: Euler Hermes

Firmy będą miały przyznawany NIP z urzędu

Od 1 grudnia tego roku podatnicy będą mieli z urzędu nadawany numer identyfikacji podatkowej, bez potrzeby składania dodatkowych oświadczeń. Jednak w zakresie uprawnień urzędu skarbowego pozostanie możliwość uchylenia tego numeru.

Regulacje, które zaczną obowiązywać będą miały znaczenie dla podmiotów, które korzystają z usług wirtualnych biur. Aktualnie zdarza się tak, że sprawa nadania NIP ciągnie się przez kilka miesięcy, ponieważ urzędy wymagają złożenia dodatkowych dokumentów określających, jakie działania prowadzone są pod wirtualnym adresem.

Od 1 grudnia to się zmieni. Spółkom wpisywanym do Krajowego Rejestru Sądowego NIP będzie nadawany automatycznie, zaraz po wpłynięciu danych do Centralnego Rejestru Podmiotów – Krajowej Ewidencji Podatników (CRP KEP). W ciągu trzech dni od przekazania danych z bazy KRS fiskus ma prawo wszcząć postępowanie wyjaśniające, czy firma otrzymała już NIP. Jeśli nie, zostanie on nadany i niezwłocznie przekazany z CRP KEP do bazy KRS. Dowodem na to, że podmiot otrzymał identyfikator podatkowy, będzie ukazanie numeru w KRS.

Naczelnik urzędu skarbowego będzie mógł zdecydować o uchyleniu NIP już po jego nadaniu. Będzie mogło tak być w przypadku, gdy podatnik poda nieprawdziwe lub fałszywe dane dotyczące adresu siedziby firmy.

Decyzja naczelnika urzędu skarbowego nie rozstrzyga jednak ostatecznie kwestii uchylenia numeru NIP podatnikowi. Ma on bowiem czas na wyjaśnienie sytuacji bez potrzeby czekania na nadanie NIP.

Głównym problemem urzędów skarbowych wynikającym z korzystania z wirtualnych biur są liczne próby podejmowane przez przedsiębiorców w celu wyłudzenia VAT. Nie stanowi to reguły, jednak przykładowo może to być osoba prowadząca sklep internetowy, którego adres zamieszczony jest w wirtualnym biurze. Dodatkowo korzysta on z szerokiego zakresu możliwości, jakie gwarantuje outsourcing, np. kupuje usługi transportu, pakowania, magazynowania i reklamacji. Kwoty zapłaty ustalane są z odbiorcami w miejscach publicznych lub za pośrednictwem komunikatorów. W takiej sytuacji konkretnego miejsca prowadzenia działalności gospodarczej nie można określić.

Joanna Walerowicz

mojszmal.pl

Firma przynosi straty? Tym może zainteresować się fiskus

Jest wiele czynników, które mogą spowodować, że przedsiębiorstwo zacznie generować straty. Prawo podatkowe zezwala na wykazywanie i rozliczanie tej straty przez przedsiębiorcę, jednak takie działanie może też skupiać na nim uwagę kontroli skarbowej.

Załamania na rynku, zmiana inwestora, strata kontrahentów, ale także decyzja o zaciągnięciu pożyczki czy samochodu w leasing mogą przyczynić się do tego, że sytuacja finansowa firmy ulegnie pogorszeniu a firma zacznie przynosić straty. Jest to normalna konsekwencja podjętego w działalności ryzyka i dlatego podatnik ma prawo wykazywać i rozliczać straty w deklaracji podatkowej. Im dłużej jednak ma bilans minusowy, tym większe prawdopodobieństwo, że zainteresuje się nim fiskus.

Według przepisów ustawy o PIT dochód ze źródła przychodów jest nadwyżką kwoty przychodów nad kosztami ich uzyskania w danym roku. W przypadku, gdy koszty są wyższe od przychodów – różnica jest stratą. W zeznaniu podatkowym o wartość straty można obniżyć dochód uzyskany w kolejnych następujących po sobie pięciu latach, w każdym roku o maksymalnie 50 proc. wartości straty.

Istnieje prawdopodobieństwo, że firma, która przez dłuższy okres wykazuje straty znajdzie się w kręgu podejrzeń fiskusa. Według ordynacji podatkowej, jeżeli przedsiębiorca wykazał stratę urząd skarbowy może rozpocząć postępowanie podatkowe, a także ustalić na nowo wartość straty w drodze decyzji. Obejmuje to tych, którzy wcale nie złożyli deklaracji, wykazali w niej stratę lub wykazali ją z niepoprawną kwotą. Na mocy Krajowego Planu Dyscypliny Podatkowej na 2014 r. urzędy skarbowe w trakcie kontroli podatkowej skupiać się mają w szczególności na podatnikach wykazujących wysokie przychody, a równocześnie niski dochód lub straty z tytułu prowadzenia firmy oraz podatników rozliczających straty z ubiegłych lat. Innymi słowy weryfikowana ma być rzetelność składanych podstaw opodatkowania.

Urząd skarbowy musi zawiadomić kontrolowanego o zamiarze przeprowadzenia kontroli podatkowej na 7 do 30 dni przed jej rozpoczęciem. Wszczęcie jej 7. dni od terminu dostarczenia zawiadomienia wymaga zgody podatnika. Jednak, z wydaniem decyzji określającej stratę fiskus może zwlekać tak długo, jak długo możliwe jest weryfikowanie kontrolowanej deklaracji wykazującej stratę za dany rok. W tym wypadku bowiem zwyczajowy pięcioletni czas przedawnienia zobowiązania podatkowego nie obowiązuje.

Joanna Walerowicz

mojszmal.pl

Przedsiębiorcy wolą rozliczać się podatkowo co kwartał

Coraz więcej małych firm decyduje się na rozliczenie podatkowe co trzy miesiące. Dzięki temu mają mniej pracy, a płynność finansowa polepsza się.

Według danych resortu finansów jeszcze sześć lat temu jedynie 3 proc. przedsiębiorców opłacało zaliczkę na podatek dochodowy w rytmie trzymiesięcznym. W 2014 r. ten poziom wzrósł do 6 proc.

Największą trudnością związaną z kwartalnym trybem odprowadzania zaliczek jest potrzeba bardziej szczegółowego planowania przepływów finansowych. Firma musi być bowiem prowadzona w taki sposób, aby na początku każdego kwartału nie zabrakło pieniędzy niezbędnych do opłacenia zaliczek z trzech miesięcy. Przy płaceniu zaliczki na podatek co miesiąc wystarczy dysponować określoną miesięczną kwotą.

Jednak wydaje się, że kwartalne rozliczenie ma znacznie więcej plusów. Przede wszystkim przedsiębiorca dysponuje większymi środkami, dzięki czemu ma bardziej komfortową sytuację, gdy część klientów ma opóźnienie w regulowaniu należności. Ma to znaczenie również przy nabyciu towarów niezbędnych do działalności gospodarczej. W wielu przypadkach sprzedawcy dają wyższe upusty przy zakupie większej ilości za wyższe sumy, takie można zebrać właśnie rozliczając się kwartalnie. Niezaprzeczalnie, plusem jest także oszczędność czasu bowiem comiesięczne wypisywanie formularzy dla fiskusa pochłania przedsiębiorcy więcej czasu niż co trzy miesiące.

Jeszcze więcej korzyści dają kwartalne terminy płacenia podatku VAT. Wówczas także poprawia się płynność finansowa, i swoboda przy potrącaniu daniny naliczonej oraz jest mniej biurokracji. Dotyczy to głównie zmniejszenia liczby deklaracji VAT do 4 rocznie zamiast 12, co wiąże się jednocześnie z mniejszą liczbą ewentualnych poprawek w tych deklaracjach.

Zmiana trybu rozliczania PIT może nastąpić tylko raz w roku, z kolei w przypadku VAT taką zmianę można zrealizować cztery razy w roku.

Joanna Walerowicz

mojszmal.pl

MF: Firmy będą musiały udostępniać dane podatkowe w jednolitym pliku

W przygotowanym przez siebie projekcie nowelizacji ordynacji podatkowej Ministerstwo Finansów zamieściło propozycję dotyczącą wprowadzenia jednolitego pliku kontrolnego dla podatników. To oznacza, że podmioty gospodarcze miałyby odgórnie określony format udostępniania danych podatkowych.

Według obliczeń fiskusa zmiany w elektronicznym systemie podatkowym i skarbowym powinny przynieść wzrost skuteczności wykrywania nieprawidłowości w rozliczeniach o 7,5 proc.

Aktualnie przy kontrolach podatnicy przekazują dane w wybranym formacie, najczęściej są to pliki excel, word i pdf. Ten ostatni stwarza kontrolerom najwięcej problemów, ponieważ stanowi wyłącznie skan dokumentu, którego nie można przetworzyć

Igor Roman, menadżer w Deloitte wskazał również na problem dotyczący VAT. Chodzi przede wszystkim o to, że kontrolerzy dostają dane w różnych formach i plikach, dlatego zanim przystąpią do ich analizy muszą często dokonać wiele skomplikowanych zabiegów technicznych, a gdy plik jest nieedytowalny – nie jest to w ogóle możliwe.

Według resortu finansów na zmianach wszyscy wyjdą dobrze. Koncepcja jednolitego pliku kontrolnego zakłada bowiem zastosowanie szablonu pliku w jednym formacie dla celów kontroli podatkowej. Najprawdopodobniej dane te będą musiały widnieć w plikach utworzonych w standardzie XML.

Wdrożenie jednolitego pliku kontrolnego będzie wiązało się z tym, że wiele firm będzie musiało zaktualizować u siebie systemy ERP i programy finansowo-księgowe (F/K) w celu przystosowania ich do wymagań w obszarze przetwarzania danych zgodnie ze specyfikacją jednolitego pliku kontrolnego. To powoduje, że przedsiębiorcy mają pewne obawy dotyczące kosztów tych zmian, jednak Ministerstwo Finansów łagodzi je i w uzasadnieniu projektu tłumaczy, że aktualizacja programu finansowo-księgowego nie będzie pociągała za sobą dodatkowych wydatków, ponad te, które wiążą się z corocznym obowiązkiem aktualizacji oprogramowania, czyli ok. 600 zł – dla oprogramowania ksiąg rachunkowych i 200 zł – w przypadku innych ewidencji i ksiąg.

W najkorzystniejszej sytuacji będą firmy, w których używa się oprogramowań FK/ERP w chmurze, ponieważ potrzebną aktualizację otrzymają nieodpłatnie. Jedynymi kosztami, z którymi będą musieli liczyć się ci podatnicy będą związane z usługami wprowadzenia nowych funkcji, np. szkolenia i kursy.

Joanna Walerowicz

mojszmal.pl

Automatyczny monitoring należności – oszczędność czasu i pieniędzy

O tym jak ważna jest stała kontrola statusu płatności faktur przekonał się każdy przedsiębiorca, mający problem z nieterminowym regulowaniem zobowiązań jego kontrahentów. Odpowiedzią na te problemy i znacznym ułatwieniem dla firm jest nowopowstały serwis do automatycznego monitoringu należności, alcance.pl.

 

Monitoring należności to bardzo istotny element prowadzenia każdej firmy, która realizuje wiele transakcji, a tym samym wystawia liczne faktury z odroczonym terminem płatności. Należy traktować go jako naturalną kontynuację procesu sprzedaży towaru czy usługi, która pozwala niewielkim kosztem ograniczyć ryzyko wystąpienia opóźnień, a tym samym chroni przed zatorami płatniczymi.

 

Monitoring należności nie jest trudnym procesem, jednak wymaga dużej systematyczności, zaangażowania i z pewnością jest czasochłonny. Tworząc alcance.pl chcieliśmy przede wszystkim go usprawnić, dostarczając narzędzia, które pozwolą zaoszczędzić nie tylko czas, ale również pieniądze – mówi Paweł Pawłow, Prezes Zarządu Alcance Sp. z o.o.

 

alcance.pl całkowicie automatyzuje proces monitorowania należności, zdejmując z pracowników obowiązek stałego śledzenia terminów płatności, wykonywania telefonów i rozsyłania ponaglających wiadomości do kontrahentów. Korzystanie z serwisu wymaga minimalnego wkładu pracy ze strony przedsiębiorcy, gdyż system współpracuje nie tylko z wieloma programami do fakturowania, w tym z działającymi online wfirma.pl i infakt.pl, ale również z plikami Microsoft Excel. Wystarczy tylko założyć konto i ustalić indywidualny plan działań. Następnie, system automatycznie pobiera informacje o należnościach i według założonego schematu przypomina klientowi o zbliżającym się terminie płatności lub jego przekroczeniu, przesyłając kolejne wiadomości.

 

alcance.pl to także nowoczesny program do fakturowania, ewidencjonowania kosztów, prowadzenia kasy firmowej oraz zarządzania zleceniami z możliwością integracji z Allegro.

 

alcance.pl jest narzędziem działającym on-line w postaci e-usługi, dzięki czemu uwalnia firmę od konieczności instalowania i konfigurowania skomplikowanych programów oraz dbania o zapasowe kopie danych. Fakt integracji z programami do fakturowania pozbawia przedsiębiorcę konieczności ponownego wpisywania danych – mówi Paweł Pawłow. Korzystamy z różnych kanałów komunikacji, takich jak wiadomości sms i e-mail, fax, list zwykły, list polecony i list za zwrotnym potwierdzeniem odbioru. Co ważne, klient nie opłaca stałego abonamentu, ale płaci tylko za zrealizowane działania, czyli za faktycznie wysłane do kontrahenta wiadomości i listy – dodaje.

 

Więcej informacji o monitoringu należności na stronie https://www.alcance.pl/.

 

Źródło: Alcance

Dwie drogi wyjścia z finansowego dołka w biznesie

Jak wynika z badania „Portfel należności polskich przedsiębiorstw”, sporządzonego przez KPF i KRD, w lipcu 2014, co trzecia firma w Polsce w związku z zaległościami kontrahentów miała problemy z regulowaniem własnych rachunków. Niestety, nawet najlepsze środki ostrożności nie zawsze mogą ustrzec przed zatorami płatniczymi i niewypłacalnością firmy. W takiej sytuacji biznesmeni mają dwa wyjścia – zaciągnięcie kredytu obrotowego lub skorzystanie z faktoringu. Które rozwiązanie jest korzystniejsze, tłumaczy ekspert Expandera.

 

Dla kogo kredyt obrotowy?

Kredyt obrotowy to rozwiązanie dla firm z dłuższym doświadczeniem rynkowym, które rozwijają się i osiągają zyski, lecz utraciły bieżącą płynność finansową. Wysokość takiego wsparcia uzależniona jest od kondycji firmy i wysokości zabezpieczeń.To korzystne rozwiązanie, które pozwala uzyskać przedsiębiorstwu potrzebne środki. Warunkiem jest jednak zachowanie zdolności kredytowej oraz odpowiednia historia kredytowa firmy – zauważa Monika Mojzesowicz, Dyrektor Departamentu Kredytów dla Firm, Expander. – Jeśli przedsiębiorca zdecyduje się na takie finansowanie, warto w pierwszej kolejności poznać ofertę banku, z którego usług już korzysta. Często instytucje finansowe umożliwiają otworzenie linii kredytowej na rachunku bieżącym, co znacznie przyśpiesza niezbędne procedury.

 

Kiedy zdecydować się na faktoring?

Faktoring natomiast jest formą krótkoterminowego finansowania dla firm udzielających tzw. kredytu kupieckiego, a więc stosujących odroczone terminy płatności wobec swoich kontrahentów. Usługa ta nie wymaga dodatkowego zabezpieczenia (jest nim bowiem nieopłacony rachunek), a przedsiębiorca otrzymuje pomoc osiągającą nawet 100% kwoty wpisanej na fakturze – To korzystna i bezpieczna usługa, która pozwala przesunąć ryzyko zalegających płatności na dłużnika – komentuje Monika Mojzesowicz, Expander. – Faktoring to rodzaj miękkiej windykacji, która z jednej strony pozwala poprawić sytuację finansową przedsiębiorstwa, z drugiej natomiast nie wpływa negatywnie na stosunki z kontrahentami w takim stopniu, jak np. zaangażowanie firmy windykacyjnej. Ważne jest jednak dobre udokumentowanie należności oraz dobra kondycja dłużnika. Jeśli ich zabraknie, faktor może odmówić wsparcia, wtedy przedsiębiorcy muszą szukać innych rozwiązań.

 

Faktoring Kredyt obrotowy
Zakres usługi
Faktoring oprócz wsparcia finansowego umożliwia także monitoring należności oraz przesunięcie ryzyka związanego
z przeterminowanymi płatnościami.
Kredyt obrotowy obejmuje jedynie finansowanie działalności bieżącej
Zabezpieczenie
Faktorzy nie wymagają dodatkowych zabezpieczeń – stanowi je nieopłacona faktura. Kredyt obrotowy, podobnie jak każdy inny, wymaga zabezpieczenia. Może nim być poręczenie, weksel, hipoteka lub pełnomocnictwo do rachunku.
Zdolność kredytowa
Faktorzy nie wymagają zdolności kredytowej od swoich klientów. Potrzeba
i kontrolowana przez usługodawców jest natomiast wypłacalność dłużników.
Instytucje finansowe wymagają pełnej zdolności kredytowej do obsługi zadłużenia.
Poziom finansowania
Wartość uzyskanego wsparcia jest elastyczna, może wynieść nawet 100% sumy, na którą opiewa nieopłacona faktura. Zwykle wartość udzielonego kredytu nie przekracza 50% wartości zabezpieczenia lub obrotów.
Spłata zadłużenia
Spłata przeterminowanej faktury należy do dłużnika. Za spłatę kredytu odpowiada kredytobiorca lub poręczyciel.
Dodatkowe koszty, związane np. ze zwłoką w płatności
Koszty związane z nieuregulowaniem rachunku ponosi dłużnik, a więc podmiot, na który została wystawiona faktura. Koszty związane z opóźnieniami
w spłacie zobowiązania pokrywa kredytobiorca.
Źródło: opracowanie Expander Advisors

 

Wybór pomiędzy tymi rozwiązaniami należy rozpatrywać indywidualnie. Są sytuacje, w których kredyt ma znaczną przewagę nad faktoringiem i odwrotnie.– Przed podjęciem decyzji warto jest skonsultować się z niezależnym doradcą finansowym, który przedstawi dostępne opcje i podpowie, które z nich są dla nas najkorzystniejsze – radzi Monika Mojzesowicz, Expander. – W przypadkach niektórych przedsiębiorstw skorzystanie z kredytu jest natomiast niemożliwe np. w związku z złą historią kredytową lub jej całkowitym brakiem wynikającym z rozpoczęcia działalności.

 

 Źródło: Expander

ZUS nierówno traktuje podmioty gospodarcze

Według specjalistów w zakresie ubezpieczeń Zakład Ubezpieczeń Społecznych nagina przepisy ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych odstępując od działań w postaci wysyłania nakazów płatniczych i prowadzenia egzekucji należności szpitalom, przychodniom, kopalniom, hutom czy stoczniom.

ZUS argumentuje to tym, gdyby doszło do takiej egzekucji mogłoby to spowodować paraliż finansowy tych placówek. Oprócz wspominanych podmiotów na takie wyjątkowe traktowanie mogą liczyć także zakłady przemysłu metalowego, drzewnego, włókienniczego, meblarskiego, budowlano-górniczego, budowlano-hutniczego oraz kolejnictwa. Ostatnie dane Najwyższej Izby Kontroli wykazują, że zadłużenie 25 firm będących pod kontrolą sięgnęło 537,1 mln zł za okres 2009 do 2013 r.

Za specjalnym traktowaniem sektora górniczego jest także Sejm, co udowodnił bez przeszkód uchwalając w lipcu tego roku ustawę o zmianie ustawy o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego w latach 2008-2014 r. Na podstawie zmian wydobywcy węgla kamiennego na spłatę należności mają wydłużony czas do końca 2017 r., a nie jak wcześniej ustalono do końca 2015 r.

Takie traktowanie podmiotów powoduje, że mogą one praktycznie czuć się zwolnione z uiszczania składek na ubezpieczenie społeczne. Co więcej, mimo, że zakłady z branży górniczej mogą nie odprowadzać terminowo składek bez konsekwencji, górnicy nadal mają uprawnienia ubezpieczeniowe. Mają oni bowiem prawo do zasiłku chorobowego za okres, przez który nie były odprowadzane składki za ubezpieczenie chorobowe. W porównaniu z tym, mali przedsiębiorcy nie mają do niego prawa, nawet wówczas, gdy spóźnili się z wpłatą krótki czas. Według ekspertów ubezpieczeniowych świadczy to o jawnej dyskryminacji mniejszych przedsiębiorstw.

Eksperci dostrzegają też, że zaległości w płaceniu składek przez kopalnie nie przekładają się na kwoty emerytur górników. Korzystają oni bowiem z przywileju polegającego na przyznaniu górnikom specjalnego przelicznika przy obliczaniu stażu ubezpieczeniowego, w którym okres bezskładkowy również jest wliczany do tego stażu.

Wielu przedsiębiorców i ekspertów ubezpieczeniowych twierdzi, że w rezultacie takiego podejścia ZUS wiele kopalni, które nie są zyskowne utrzymuje się dzięki podatnikom, a małe firmy są nierówno traktowane przez ZUS. Mają oni również obawy dotyczące tego, że jeżeli rząd i ZUS będą kontynuować politykę opierającą się na zwolnieniu z opłacania składek przez podmioty, które tak naprawdę są najbardziej zadłużone, to w systemie już niedługo zabraknie funduszy na wypłatę świadczeń.

Joanna Walerowicz

mojszmal.pl

Kary nakładane przez UOKiK na nieuczciwych przedsiębiorców są zbyt niskie

Kwoty kar, jakie UOKiK nakłada na przedsiębiorców za łamanie prawa jest dla nich zachętą do zakładania działalności gospodarczej tylko w celu wykorzystania naiwności klientów. Takie zdanie wyrazili prawnicy.

Najwyższa kara, jaka może być nałożona na przedsiębiorcę za łamanie praw konsumentów to 10 proc. jego przychodu. Kwestią budzącą wątpliwości jest jednak fakt, że w przepisach mowa jest o przychodzie za rok poprzedzający rok nałożenia kary. W opinii ekspertów prawnych tak sformułowane przepisy umożliwiają naciąganie klientów.

W ostatnim czasie dyskusję wśród prawników wywołała jedna z podjętych przez szefa UOKiK decyzji dotycząca nałożenia na właścicieli dwóch serwisów internetowych kary o wartości ok. 10 tys. zł. Na jaw wyszło bowiem, że przedsiębiorca prawie przez dwa data prowadził nieuczciwą działalność przekonując niemal 65 tys. klientów, że wysyłają wiadomość tekstową, za którą płacą 1 zł, podczas gdy faktycznie było to 30 zł. Łatwo jest obliczyć, ile w tym czasie firma zarobiła na wprowadzaniu konsumentów w błąd. W porównaniu z tym kara sięgająca 10 tys. zł wydaje się być zdecydowanie zbyt niska.

Andrzej Jakubiec adwokat i wykładowca w Katedrze Prawa Gospodarczego Uniwersytetu Łódzkiego uważa, że taka kara wręcz zachęca do popełniania takich czynów w przyszłości. Jest to bowiem całkowicie nieproporcjonalne do uzyskanych przychodów.

Jednak w tej sytuacji, prezes UOKiK niewiele może zdziałać bowiem o tym, jaka może być maksymalna kara nakładana przez niego mówią jasno przepisy ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów. Każdorazowo dokładna kwota kary finansowej ustalana jest przez prezesa UOKiK na podstawie okoliczności danej sprawy. Art. 11 mieści konkretne przesłanki w zakresie markowania wysokości nakładanych kar, którymi ma on obowiązek się kierować. Wspomniane kryteria doprecyzowują opublikowane przez prezesa UOKiK w 2013 roku „Wyjaśnienia w sprawie ustalania wysokości kar pieniężnych za stosowanie praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów”. Definiują one m.in. okoliczności obciążające, które wpływają na podwyższenie kary, oraz okoliczności łagodzące.

Jakubiec zauważa, iż w przypadku tak oczywistego naruszenia prawa kary powinny być wyższe niż korzyści osiągnięte przez nierzetelnych przedsiębiorców. Przecież chodzi o to, aby dla każdego stało się jasne, że łamanie prawa zwyczajnie się nie opłaca – twierdzi adwokat.

Proponuje również, aby wprowadzić bezpośrednią zależność między kwotą kary a wykazanym przychodem osiągniętym dzięki nieuczciwym działaniom. Według niego kara mogłaby wynosić przykładowo dwukrotność tego przychodu.

Jednak UOKiK takie rozwiązanie uznaje za kłopotliwe, ponieważ w takich sytuacjach byłby kłopot z uzgodnieniem wysokości tak określonego przychodu przedsiębiorcy. Dodatkowo, choć UOKiK przyznaje, że kara pieniężna powinna być dolegliwa i odstraszająca dla przedsiębiorcy, to zaznacza jednocześnie, że jej celem nie jest też doprowadzenie do niewypłacalności przedsiębiorstwa.

Reasumując, nie można zapominać o konsumentach, którzy są tutaj poszkodowani, a w opinii prawników, obecnie nakładane kary są kpiną z poszkodowanych. Ponadto, najwyższa pora, aby rzecznicy praw konsumenta zaczęli korzystać z aktywności UOKiK i przekładali ją na indywidualnego konsumenta.

Joanna Walerowicz

mojszmal.pl

Firma może mieć większą zdolność kredytową niż się wydaje

Problem z niską zdolnością kredytową dotyka bardzo często firmy, które dopiero rozpoczynają swoją działalność. Ich dochody zazwyczaj nie są wysokie i w związku z tym w oczach instytucji finansowych niższa jest również ich wiarygodność, jako potencjalnych kredytobiorców. Jednak nie zawsze problem leży tam gdzie nam się wydaje. Często kluczem do tego, aby podnieść zdolność kredytową jest wiedza na temat tego, w jaki sposób przygotować się do rozmów z bankiem i jak zabezpieczyć kredyt dla początkującej firmy.

 

Czym właściwie jest zdolność kredytowa

 

W polskim prawie bankowym definicja zdolności kredytowej jest ściśle określona i wygląda następująco: ” Przez zdolność kredytową rozumie się zdolność do spłaty zaciągniętego kredytu wraz z odsetkami w terminach określonych w umowie”. Co ciekawe, posiadanie zdolności kredytowej jest warunkiem koniecznym, acz bardzo często niewystarczającym by kredyt otrzymać. Sposoby jej wyliczenia i oceny są różne w zależności od polityki banku udzielającego kredytu.

 

Co wpływa na ocenę zdolności kredytowej

 

Zdolność kredytowa zgodnie ze swoją definicją jest dość restrykcyjnie traktowana przez banki. Albo się ją ma albo nie. Nie wszyscy jednak zdają sobie sprawę, że na zdolność kredytową wpływa bardzo wiele czynników. Dodatkowo, ocena zdolności tego samego kredytobiorcy w poszczególnych bankach może się diametralnie różnić. Dlaczego tak się dzieje? Każdy bank ma swój indywidualny sposób liczenia zdolności kredytowej. W procesie oceny zdolności każdego klienta bank bierze pod uwagę wysokość uzyskiwanych dochodów i opłaty, jakie ponosi on każdego miesiąca. Jednak badanie sytuacji finansowej potencjalnego kredytobiorcy to nie wszystko. Oceniając zdolność kredytową firmy bank bacznie przygląda się także jej właścicielom, pod uwagę bierze takie elementy jak wiek, stan cywilny, wykształcenie, profil zawodowy, miejsce zamieszkania, posiadane rachunki bankowe, rodzaj branży, w jakiej działa firma oraz okres jej prowadzenia.. Warto wiedzieć, że to wszystko jest potrzebne bankowym ekspertom, aby ocenić czy klient posiada cechy odpowiadające charakterystyce rzetelnego kredytobiorcy. Ich profil określany jest na podstawie statystyk bankowych. Cennych wskazówek, co do solidności danej osoby dostarcza oczywiście jej historia kredytowa.

 

Pozytywna historia to najlepsza rekomendacja. Dlatego najkorzystniejsze dla naszego wizerunku finansowego jest terminowe regulowanie zobowiązań względem różnego rodzaju instytucji tj: banków, firm ubezpieczeniowych, dostawców prądu, gazu czy operatorów telekomunikacyjnych itp. Dobra opinia w poszczególnych instytucjach wiąże się z pozytywną historią kredytową w BIK, KRD i BIG. A to z kolei sprawia, że w oczach banków kredytobiorca staje się wiarygodnym i cennym klientem, który może liczyć na lepsze warunki finansowe, np. niższe oprocentowanie kredytu, skrócenie lub uproszczenie procedur, czy obniżanie opłat i prowizji. Warto jednak wiedzieć, że brak historii kredytowej może czasem działać na niekorzyść potencjalnego kredytobiorcy. Należy też podkreślić, że w przypadku przedsiębiorstw bardzo ważnym elementem historii jest także nieposzlakowana opinia w urzędzie skarbowym oraz ZUS.

 

Doradca finansowy na firmowe dylematy

 

Na rynku kredytowym rządzi zasada, że im dłuższa historia finansowa tym większa szansa na kredyt oraz im większy ma być kredyt tym wyższe zabezpieczenia. Taka sytuacja jest szczególnie dotkliwa dla firm, które dopiero zaczynają swoją działalność na rynku i nie są w stanie przedstawić swoich dokonań finansowych. Nie da się ukryć, że każda firma by móc sprawnie prowadzić swoją działalność, musi sporo uwagi poświęcić również kwestiom finansowym. Jest to szczególnie ważne w przypadku małych firm, które często nie są w stanie zatrudnić specjalisty ds. finansów, a same nie mają wiedzy jak sprawnie poruszać się i korzystać z możliwości, jakie daje rynek finansowy. Tu pomocą okazują się doradcy finansowi (np. Idea Expert), którzy mają odpowiednią wiedzę i zasoby niezbędne do tego, aby pomóc firmie znaleźć najlepsze rozwiązanie jej finansowych dylematów.

 

Momentem, kiedy doradca finansowy sprawdza się znakomicie jest właśnie czas, kiedy firma zaczyna szukać możliwości zewnętrznego finansowania. Jest on w stanie znaleźć optymalne rozwiązanie, co do sposobu pozyskania środków, poprawy zdolności kredytowej firmy, a także doradzić jak znaleźć wymagane zabezpieczenie dla kredytu.

 

Jak zwiększyć szanse firmy na kredyt

 

Pierwszą rzeczą, na którą należy zwrócić uwagę jest zabezpieczenie kredytu. Pod tym pojęciem może kryć się praktycznie wszystko, co firma posiada, a co może stanowić jakąś wartość dla banku. Oczywiście, im wyższa jest wartość danego środka, tym szybciej rośnie szansa na otrzymanie także większego kredytu. Zabezpieczeniem kredytu może być zarówno nieruchomość, jaką posiada firma bądź ktoś z jej założycieli, majątek ruchomy w postaci samochodu, jachtu czy samolotu. To może być także linia produkcyjna bądź inne maszyny będące we władaniu firmy np. fotel stomatologiczny, wyposażenie gabinetu fryzjerskiego lub kosmetycznego, a nawet maszyna do produkcji lodów w niewielkiej lodziarni.

 

Należy tu jednak wyraźnie zaznaczyć, że ocena wartości danego zabezpieczenia wykonana przez bank, może znacznie się różnić od naszych wyliczeń czy wyobrażeń. Wszystko, bowiem zależy od tego, jak atrakcyjne jest takie zabezpieczenie dla kredytodawcy. Zdecydowanie lepiej wyglądają zabezpieczenia, które w razie konieczności łatwo dają się spieniężyć. Sprzęt specjalistyczny, mimo niejednokrotnie wysokiej wartości, jako trudno zbywalny może zostać wyceniony poniżej naszych oczekiwań lub rzeczywistej ceny jego zakupu.

 

Czy możemy przewidzieć jak potoczy się proces wyceny proponowanych zabezpieczeń kredytu? Okazuje się, że tak. Warto wiedzieć, że banki dokonując wyceny środków zabezpieczających kredyty nie polegają tylko na swojej własnej wiedzy. Korzystają w tym celu z wyspecjalizowanych i certyfikowanych rzeczoznawców, którzy dysponują wiedzą oraz narzędziami umożliwiającymi przeprowadzenie jak najbardziej wiarygodnej wyceny majątku. Kredytobiorcy, którzy chcieliby oszacować wartość ewentualnego zabezpieczenia kredytu jeszcze przed wizytą w banku mogą samodzielnie skorzystać z usług wybranego eksperta, którego można łatwo znaleźć na listach uprawnionych rzeczoznawców, dostępnych w Internecie.

 

Drugim kierunkiem poszukiwań możliwości poprawy zdolności kredytowej jest obszar tzw. aktywów firmy. Badając ten obszar pod uwagę śmiało możemy brać zarówno gotówkę jak i ewentualne lokaty firmy bądź jej założycieli. Zabezpieczeniem mogą być posiadane papiery wartościowe w postaci akcji lub obligacji. Co najważniejsze, akceptowane przez kredytodawców bardzo często mogą być dopiero spodziewane przychody firmy szacowane na podstawie zawartych umów handlowych (wszelkiego rodzaju kontraktów) lub prognozowanych w oparciu o założenia wynikające z biznesplanu.

 

Dobry kontrakt zwiększa szanse na kredyt

 

Ulubioną formą kontraktu, niemal natychmiast akceptowaną przez banki, są kontrakty z jednostkami samorządu terytorialnego. To decyduje o tym, że kredytobiorcy, którzy dysponują konkretnymi zleceniami ze strony wiarygodnych kontrahentów (np. wygrany przetarg urzędu miasta na zagospodarowanie przestrzeni przed miejskim ratuszem), mogą mieć pewność, że pozyskanie środków na realizację projektu będzie w ich przypadku zdecydowanie łatwiejsze. Przedsiębiorcy, którzy podpisali umowy z dużymi, wiarygodnymi partnerami, którzy nie należą do sektora publicznego również nie muszą się martwić. Banki z pewnością przychylnie spojrzą na zawarte umowy, a rozmowy bankowego analityka z przedsiębiorcą dotyczyć będą raczej wysokości kredytu niż tego czy kredyt zostanie przyznany.

 

Amortyzacja środków trwałych a kredyt

 

Dzięki amortyzacji przedsiębiorca płaci mniejsze podatki. Niestety, amortyzacja może także czasem utrudnić firmie zaciągnięcie kredytu czy pożyczki. Dzieje się tak w przypadkach, kiedy analitycy bankowi nie wyłączają środków trwałych podlegających amortyzacji z kosztów uzyskania przychodów, a w efekcie szacują dochody przedsiębiorcy poniżej jego własnych wyliczeń. Jak temu zaradzić? Pomocnym rozwiązaniem w takiej sytuacji może okazać się załączenie do wniosku kredytowego tabel amortyzacji, z których wynikają większe koszty albo dowodu zakupu środka trwałego z wyjaśnieniem, w jaki sposób służy on zwiększeniu przychodów firmy. Oba sposoby pozwalają często dość znacznie poprawić zdolność kredytową. Odpowiednie przygotowanie dokumentów gwarantuje przedsiębiorcy nie tylko większą pewność, że jego wniosek zostanie pozytywnie rozpatrzony, ale też daje możliwość bezpośredniego wpływu na wysokość kredytu, który bank zdecyduje się mu zaoferować.

 

Pamiętajmy:

  • Dobrze przemyślany biznesplan oraz realny plan działania stanowi atut firmy nie tylko w obszarze jej bezpośredniego działania. To także znakomite narzędzie w pozyskiwaniu zewnętrznego finansowania, choćby w postaci kredytu
  • Każda firma ma szansę dobrze przygotować się do rozmów z bankiem. Wystarczy dowiedzieć się jakie czynniki wpływają na zdolność kredytową, jakich dokumentów wymaga bank, a także jaki majątek firmy może stanowić zabezpieczenie kredytu
  • Banki myślą o firmach, jako o ważnej grupie swoich klientów, dla których warto tworzyć dedykowane propozycje. W związku z tym na rynku są już dostępne ciekawe propozycje kredytów bez zabezpieczeń, które są bardzo korzystne szczególnie dla młodych firm
  • Warto korzystać z pomocy doradców finansowych (np. Idea Expert), którzy mają odpowiednią wiedzę i zasoby niezbędne do tego, aby pomóc firmie znaleźć najlepsze rozwiązanie jej finansowych dylematów. Bardzo często pozwala to zaoszczędzić czas, zminimalizować ryzyko kłopotów i niejednokrotnie zadecydować o powodzeniu całego przedsięwzięcia

 

Dorota Matuszyńska, Idea Expert

Źródło: Idea Expert

Dzięki kosztom poniesionym na prawo jazdy pracownika pracodawca obniży swój podatek

Wydatki na kurs prawa jazdy ufundowany przez pracodawcę pracownikowi mogą być włączone w koszty podatkowe i dzięki temu mogą zmniejszyć należny fiskusowi podatek przedsiębiorcy. Warunek jednak jest taki, że musi on wykazać, że opłata za kurs jest związana z prowadzoną działalnością gospodarczą. W niektórych przypadkach pracodawcy nie muszą odprowadzać od ufundowanego kursu PIT-u.

Na podstawie interpretacji Ministerstwa Finansów kursy nauki jazdy na auta osobowe są kursami kształcenia zawodowego. MF uzasadnia to twierdzenie, iż posiadanie prawa jazdy kategorii B stanowi jeden z podstawowych warunków, jakie muszą dziś spełnić kandydaci do pracy. Takie stanowisko resort finansów wyraził w komunikacie z 22 grudnia 2010 r.

Stanowisko MF zmieniło wcześniejszą interpretację fiskusa, który jeszcze niedawno podważał wliczenie do kosztów podatkowych przedsiębiorców środków przeznaczonych na opłacenie za pracowników kursu prawa jazdy kategorii B, uzasadniając, że kurs ten wiązałby się tylko z zaspokojeniem prywatnych potrzeb zatrudnionego. Aktualnie kursy prawa jazdy opłacane przez pracodawców mają charakter kursu zawodowego, a to oznacza, że, w sytuacji, gdy posiadanie prawa jazdy rzeczywiście umożliwia pracownikowi wykonywanie swojej pracy – koszt poniesiony na kurs jest związany z działalnością gospodarczą.

W efekcie, w ostatnim czasie organy podatkowe zmieniły kierunek swoich interpretacji w takich sprawach i teraz są one korzystne dla przedsiębiorców. Zatrzymanie specjalistów w przedsiębiorstwie, jako przyczyna kierowania pracowników na kurs prawa jazdy, w interpretacji fiskusa, spełnia definicję kosztu, a co się z tym wiąże wydatki na kurs są ponoszone w celu uzyskania przychodu lub zabezpieczenia bądź zachowania źródła przychodu. Spełniając definicję kosztu wydatek na kurs prawa jazdy może być wliczony w koszty firmy, pod warunkiem, że będzie on poprawnie udokumentowany.

Innym skutkiem stanowiska resortu finansów jest możliwość skorzystania ze zwolnienia od podatku świadczenia na rzecz pracownika w formie kursu prawa jazdy. Zwolnienie obejmuje świadczenia podnoszące kompetencje zawodowe pracownika. W efekcie, pracownik nie uiści PIT od ufundowanego kursu prawa jazdy, jeżeli przedsiębiorca wykaże, że szkolenie podwyższyło jego kompetencje zawodowe, określone przez Kodeks Pracy.

Joanna Walerowicz

mojszmal.pl