Archiwa blogu

Do końca miesiąca można wybierać pomiędzy OFE i ZUS

Ostatnie dane pokazują, że tylko 7 proc. osób chce w dalszym ciągu oszczędzać na emeryturę pozostawiając część swoich składek w funduszach emerytalnych. Jednym z powodów jest chaos informacyjny.

31 lipca 2014 r. mija termin składania oświadczeń, w których znajduje się deklaracja klientów OFE, aby ich przyszłe składki nadal trafiały do otwartych funduszy emerytalnych (OFE). W Inaczej, jeśli tego nie dokonają, całość składek automatycznie zostanie przekazana do ZUS. Jednak, jak wskazują telefony do rzecznika, zdecydowana większość osób nie zdaje sobie sprawy z następstw takiej decyzji. To może doprowadzić do awantur w przyszłym roku.

Do 25 lipca wpłynęło 971 tys. oświadczeń o pozostaniu w OFE. Przewiduje się, że do końca miesiąca liczba chętnych do oszczędzania w OFE przekroczy milion. W opinii ekspertów to niewiele.

Małgorzata Rusewicz, szefowa Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych tłumaczy, że realne prawo do wyboru funduszu posiada 14 mln przyszłych emerytów, którym do osiągnięcia wieku emerytalnego pozostało ponad 10 lat. Nie obejmuje ich bowiem suwak bezpieczeństwa.

Eksperci uważają, że jednym z powodów niewielkiego zainteresowania dalszym oszczędzaniem w OFE jest niewystarczająco rozwinięty system informacyjny, który polega na tym, że osoby ubezpieczone nie są dostatecznie uświadomione w temacie zmian metody oszczędzania na emeryturę kapitałową.

Okazuje się, że 9 na 10 osób nie uświadamia sobie konsekwencji wyboru między ZUS a OFE. Ubezpieczeni, którzy nie chcą dalej odkładać na emeryturę w prywatnych funduszach, są przekonani, że ich wybór sprawi, iż wcześniej odprowadzone składki natychmiast zostaną wycofane z OFE i kolejnego dnia trafią na subkonto prowadzone przez ZUS. Jednak nie tak to się odbędzie.

Zadaniem ekspertów w przyszłym roku może dojść do wielkiej awantury, kiedy otwarte fundusze emerytalne zaczną wysyłać byłym członkom listy z informacją o środkach zgromadzonych na kontach emerytalnych w OFE.

Na brak informacji zwraca również uwagę adwokat Karolina Miara mówiąc, że przyszli emeryci nie wiedzą, że reguła dobrowolności oszczędzania w OFE obejmuje tylko przyszłe składki. Nie wpływa zaś na usunięcie konta w OFE.

W przyszłości, osoba, która nie będzie usatysfakcjonowana swoim wyborem, będzie mogła go zmienić w czasie kolejnego okna transferowego. Zgodnie z założeniami ustawodawcy będzie ono otwarte od 1 kwietnia do 31 lipca 2016 r., a potem co 4 lata.

Joanna Walerowicz

mojszmal.pl

Ustawa abolicyjna narusza zasadę równości wobec prawa

W opinii niektórych przedstawicieli rządu ustawa abolicyjna jest niekompletna i posiada rażące niedociągnięcia. Chodzi tu nieobjęcie ustawą osób, które w okresie, gdy były na emeryturze bądź rencie miały firmę. Stanowi to naruszenie zasady równości wobec prawa.

Ustawa abolicyjna dotyczy osób, które między 1 stycznia 1999 r. a 28 lutego 2009 r. prowadziły działalność gospodarczą i na tej podstawie miały obowiązek odprowadzania składek na ubezpieczenie społeczne i które mogą skutecznie domagać się umorzenia niezapłaconych w tym okresie składek. Widniejąca w Konstytucji RP zasada równości wobec prawa przewiduje, że abolicja składkowa powinna mieć zastosowanie wobec wszystkich osób, które miały firmę w wyznaczonym okresie. Jednak okazuje się, że ponad rok od początku obowiązywania ustawy, ten warunek wciąż nie został spełniony.

Ustawa abolicyjna nie obejmuje przedsiębiorców prowadzących w tym okresie działalność gospodarczą i pobierających jednocześnie świadczenie emerytalne i rentowe. Mieli oni bowiem obowiązek odprowadzania tylko składki zdrowotnej. Na mocy ustawy abolicyjnej umorzenie składki na ubezpieczenie zdrowotne jest możliwe przy jednoczesnym umorzeniu zaległych składek na ubezpieczenie emerytalne, rentowe i wypadkowe.

W przypadku prowadzącego działalność gospodarczą świadczeniobiorcy, który pobiera emeryturę lub rentę nie jest możliwe umorzenie zaległych składek na ubezpieczenie emerytalne, ponieważ nie jest zobowiązany do odprowadzania tych składek, co w efekcie oznacza, że nie można umorzyć też składek uiszczanych na ubezpieczenie zdrowotne. Takie pominięcie stanowi, zatem poważny błąd legislacyjny.

Joanna Walerowicz

mojszmal.pl

Emerytalna bieda nie tylko w Polsce

Być może wielu z nas ma już dość straszenia niskimi emeryturami i pouczania, że trzeba więcej oszczędzać, traktując te argumenty jako typowo polskie narzekanie. Ale problem, wbrew pozorom, nie jest obcy starszym ludziom nawet z najbogatszych państw świata. I nie jest to wcale pocieszające. Większość systemów emerytalnych jest nieefektywna, a jednocześnie zbyt kosztowna.

 

Wśród powszechnych narzekań na niskie emerytury, niesprawny ZUS i niedobre OFE, przebijają się czasem tęskne, ale nie całkiem uzasadnione westchnienia, mówiące o podróżujących po całym świecie bogatych emerytach z Niemiec, Japonii, czy Stanów Zjednoczonych oraz wymarzonym przez niektórych polityków kanadyjskim modelu emerytur obywatelskich.

 

Do międzynarodowych porównań wysokości emerytur używa się różnych statystycznych miar, uwzględniających siłę nabywczą i wiele innych czynników. Statystyki jednak mają to do siebie, szczególnie w odniesieniu do zagadnień społecznych, socjalnych, czyli mających związek z poziomem i jakością życia, że nie oddają najczęściej nie tylko niuansów, ale faktycznego, choć subiektywnego odczucia ludzi w tej kwestii. Zamiast więc przytaczać zimne dane z tabelek, warto spojrzeć na emerytalne problemy także z nieco innej strony. Według danych niemieckiego ministerstwa pracy, w 2012 r. około 760 tys. emerytów, znajdujących się w przedziale wiekowym od 65 do 74 lat, zmuszonych było do podejmowania drobnych prac zarobkowych, by dorobić do skromnej emerytury. W porównaniu do sytuacji z 2000 r. liczba takich osób zwiększyła się aż o dwie trzecie. Kolejnych ponad 150 tys. staruszków pracowało na etacie.

 

Ponad 400 tys. niemieckich emerytów otrzymywało pomoc socjalną, a grono wnioskujących o nią także wyraźnie się zwiększało. Z przeprowadzonego kilka lat temu przez Komisję Europejską badania wynikało, że spośród pięciu brytyjskich 65-latków aż trzech musi utrzymać się z dochodów dużo niższych niż przeciętne. Z powodu niskich emerytur muszą oni oszczędzać na jedzeniu i innych codziennych wydatkach. A przecież mowa tu o sytuacji w dwóch najbogatszych krajach Europy.

 

Kryzys finansowy oczywiście sytuacji emerytów nie poprawił, a wręcz przeciwnie. W wielu krajach europejskich podwyższono wiek przechodzenia na emeryturę i obcięto nie tylko wiele przywilejów, ale wręcz wysokość świadczeń, bądź bezpośrednio, bądź poprzez zwiększenie ich opodatkowania. Dotyczyło to nie tylko najbardziej rozrzutnej pod względem emerytur Grecji, gdzie tak zwana stopa zastąpienia sięgała 96 proc. I raczej trudno spodziewać się, powrotu do „starych dobrych czasów”, a jeśli już to na krótko, gdyż problemy z ich finansowaniem w szybkim tempie będą narastać.

 

Jeśli już mowa o bogatych, to wypada zajrzeć także za ocean. W ostatnich dniach amerykański Instytut Badań Świadczeń Pracowniczych opublikował wyniki ankiety, z której wynika, że 43 proc. jej uczestników obawia się, że nie ma wystarczająco dużo pieniędzy, by spokojnie myśleć o starości. Warto przy tym zwrócić uwagę na typowy dla Amerykanów sposób myślenia, jak na zamieszkujących kolebkę wolnego rynku przystało. Respondenci mówią: obawiam się, bo mam za mało pieniędzy. Amerykański system świadczeń emerytalnych należy do najbardziej zindywidualizowanych i choć świadczeń socjalnych także w Stanach Zjednoczonych nie brakuje, to nikt nie liczy na ZUS i rząd, tylko liczy, ile ma na koncie. Zwolennikom modelu kanadyjskiego wypada zwrócić uwagę, że jego zasadniczym elementem nie jest państwowa emerytura obywatelska, ale oparty na systemie składek, niezależny od państwa, choć kontrolowany przez rząd fundusz, inwestujący zebrane pieniądze, a nie zapisujący je na kontach, jak nasz ZUS oraz trzeci, dobrowolny filar oszczędności prywatnych.

 

W wielu krajach nieco mniej wolnorynkowych, gdzie w finansowaniu emerytur spory udział ma państwo, także liczą się konkretne pieniądze, a nie bieżące transferowanie składek osób pracujących, do kieszeni emerytów. Tam problemem jest nie wysokość obciążeń obywateli i budżetu, ale efektywność inwestowania państwowych zresztą funduszy. Choć japoński gigant Government Pension Investment Fund, dysponujący aktywami o wartości prawie 1,3 bln dolarów, w zakończonym w połowie 2013 r. roku rozrachunkowym osiągnął rekordowo wysokie zyski, toczy się dyskusja nad zwiększeniem efektywności jego działalności inwestycyjnej. Podobną troskę wykazuje się wobec największego na świecie funduszu tego typu, czyli norweskiego Globalnego Rządowego Funduszu Emerytalnego, który w 2013 r. osiągnął stopę zwrotu sięgającą niemal 16 proc. Warto zwrócić uwagę, że podobny fundusz, którego środki pochodzą ze swoistego opodatkowania wydobycia surowców, posiada również Rosja. W Polsce dopiero niedawno zrealizowano podobny pomysł, z tą różnicą, że środki pochodzące z wydobycia trafiają do specyficznego funduszu, zwanego budżetem państwa, który natychmiast je przejada, więc o jakiejkolwiek efektywności trudno mówić. Podobnie pewnie będzie z zyskami z łupków, o ile w ogóle się pojawią.

 

Konkludując, trzeba wrócić do nudnych frazesów, że zostaje nam nie tyle i nie tylko wybór między ZUS i OFE, ile wybór metody połączenia niewydolnego systemu obowiązkowych, państwowych emerytur z dającym szansę na lepszą emeryturę, systemem własnych, prywatnych oszczędności.

 

Roman Przasnyski

Źródło: Open Finance