Archiwa blogu

Kredyt konsolidacyjny zrewolucjonizował rynek

Jeszcze kilka lat temu nikt nie znał pojęcia kredytu konsolidacyjnego i nikt nie wiedział o możliwości konsolidowania długu. Dzisiaj ten instrument to najczęściej stosowana forma restrukturyzacji zadłużenia, szczególnie w ramach udzielanych kredytów konsumenckich.

Konsolidacją długu nazywamy połączenie dwóch lub więcej wcześniej zaciągniętych kredytów/ pożyczek w jedno zobowiązanie, przy jednoczesnym ujednoliceniu stopy procentowej i innych warunków, zazwyczaj z równoczesnym wydłużeniem okresu spłaty. Głównym powodem stosowania konsolidacji długu jest zmniejszenie miesięcznych rat.

Konsolidowaćmożna wiele rodzajów zobowiązań kredytowych – hipoteczne, gotówkowe, ratalne, samochodowe, debet na rachunku osobistym czy też zadłużenie na karcie kredytowej, ale także kredyty już wcześniej skonsolidowane. To swoista gra kilkoma parametrami – oprocentowaniem, prowizją, okresem spłaty i zabezpieczeniem, jeśli konsolidacja ma charakter kredytu hipotecznego.

Jakie korzyści dla kredytobiorcy niesie kredyt konsolidacyjny?

Głównym celem i jednocześnie podstawową korzyścią dla kredytobiorcy jest obniżenie wysokości miesięcznych kosztów obsługi jego zadłużenia. Konsolidacja wiąże się bowiem z wydłużeniem okresu spłaty, co pozwala tak skonstruować wysokość płaconej przez kredytobiorcę miesięcznej raty, aby była ona niższa niż suma rat dotychczas płaconych. Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze można przeznaczyć na inne cele. Nierzadko uwolniona zostaje wtedy dodatkowa zdolność kredytowa, dająca możliwość zaciągnięcia kolejnego kredytu, co nie było wcześniej możliwe. Nie bez znaczenia dla kredytobiorcy jest też konieczność płacenia tylko jednej raty w miesiącu, co zdecydowanie ułatwia kontrolę spłaty zadłużenia, a tym samym budżetu domowego, gdyż ponoszone wydatki stają się bardziej przejrzyste. Ponadto, płacąc jedną ratę zamiast kilku można dokonać uzgodnień z bankiem, aby jej zapadalność wypadała na termin najbardziej dla kredytobiorcy dogodny tj. wtedy, kiedy kredytobiorca będzie dysponował środkami pieniężnymi, np. tuż po dniu, w którym otrzymuje wynagrodzenie lub świadczenie emerytalne. Niektóre banki dają też kredytobiorcy możliwość uzgodnienia kilku lub rzadziej kilkunastomiesięcznego okresu karencji w spłacie kredytu konsolidacyjnego, jednakże możliwości takie nie są powszechne i mają zastosowanie w przypadku kredytów konsolidacyjnych z zabezpieczeniem hipotecznym.

Bank również nie traci

Podstawową korzyścią jest przejęcie klienta i związanie go na jak najdłuższy okres z bankiem, który konsolidację przeprowadzi. Nierzadko kredytobiorca, który jest klientem kilku banków, w których zaciągnął różne kredyty, poprzez jedną konsolidację staje się na wiele lat klientem tylko jednego banku. Ponadto, bank przejmuje pełną kontrolę nad stanem zobowiązań kredytobiorcy, co w przypadku pojawienia się jakichkolwiek zagrożeń w spłacie kredytu pozwala instytucji na szybszą i skuteczniejszą reakcję w postaci kolejnej rekonstrukcji zadłużenia, wydłużenia terminów spłaty, czy też podwyższenia poziomu zabezpieczenia. W przypadku rzetelnej spłaty skonsolidowanych zobowiązań bank zyskuje wiernego klienta, któremu może oferować swoje inne produkty – rachunek osobisty, lokaty terminowe, karty płatnicze czy kredytowe.

Wysoki poziom konkurencji na rynku bankowym skłania jego uczestników do stosowania różnych form pozyskiwania klientów. Coraz więcej banków posiada uniwersalny charakter i bardzo zdywersyfikowaną ofertę. Dzisiaj trudno byłoby sobie wyobrazić istnienie tych instytucji bez takiego narzędzia jak kredyt konsolidacyjny. Stał się on jednym z najważniejszych sposobów budowania portfela kredytowego banków, które walcząc o klientów wymyślają coraz to nowsze jego odmiany.

 

Autor komentarza: Paweł Kosmala – Prezes Zarządu Górnośląskiego Towarzystwa Finansowego GTF Sp. z o.o. Absolwent wydziału Handlu Zagranicznego Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie (dawna SGPiS) oraz wydziału Zarządzania Ryzykiem w Akademii Finansów w Warszawie. Od 2004 roku Prezes Górnośląskiego Towarzystwa Finansowego GTF Sp. z o.o., gdzie z  powodzeniem realizuje strategię firmy, odpowiada za jej bieżące funkcjonowanie oraz nieustający rozwój. Doświadczenie zawodowe zdobywał m.in. w Daewoo-FSO Motor S.A. piastując stanowisko członka zarządu, jak również w GE Capital Bank S.A. i Fiat Auto Poland S.A., gdzie pełnił obowiązki dyrektora handlowego. Ponadto, w różnych okresach, członek rad nadzorczych spółek Olza Cieszyn, Suchard Cieszyn, Mannesmann-FSM Dusseldorf, Kandt-FSM Hamburg, IT-FSM Turyn i Autoparts Warszawa.

 

Źródło: Corepr

Renta dożywotnie także dla użytkowników wieczystych

Na zorganizowanej niedawno konferencji uzgodnieniowej omawiany był projekt ustawy dotyczący renty dożywotniej, który w znacznym stopniu różni się od swojej początkowej wersji. Rozszerzeniu uległ w nim m.in. zakres przedmiotowy ustawy.

Celem przygotowanej przez resort gospodarki ustawy o dożywotnim świadczeniu pieniężnym jest sprecyzowanie kwestii w zakresie umów przenoszenia na firmy własności prywatnych nieruchomości w zamian za wypłatę dożywotniej renty i prawo zamieszkania. Na obecnym etapie umowy te podpisywane są na podstawie przepisów kodeksu cywilnego, lecz nie zapewnia to właściwej ochrony świadczeniobiorcom.

W czerwcu projekt Ministerstwa Gospodarki został przedstawiony, jednak zgłoszono do niego aż 100 uwag. Najwięcej wątpliwości dotyczyło ograniczonego zakresu przedmiotowego ustawy. Resort sprawiedliwości zauważył, iż z bliżej niewyjaśnionych przyczyn w projekcie nie zawarto m.in. prawa użytkowania wieczystego nieruchomości, na której stoi budynek mieszkalny. MG zaakceptowało ten zarzut i zmodyfikowało brzmienie art. 2 ust. projektu. Oznacza to, że z dożywotniej renty będą mogli również korzystać użytkownicy wieczyści. Resort myśli też nad dopuszczeniem do podpisywania umów współwłaścicieli nieruchomości.

Nie bez znaczenia jest też sprawa ograniczenia obowiązków podatkowych. Sprzedaż nieruchomości w oparciu o kontrakt na dożywotnią rentę będzie, na mocy ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, wolne od wszelakich danin. Według relacji przedstawicieli funduszy hipotecznych na konferencji uzgodnieniowej Ministerstwo Finansów wyraziło opinię o zbytnim opodatkowaniu stron. Zdaniem Roberta Majkowskiego, szefa jednej z firm funkcjonujących na rynku renty dożywotniej, może to skutkować odczuwalnym ograniczeniem sum, jakie będą wypłacane świadczeniobiorcom.

Na konferencji resort zadecydował też, że podmioty zainteresowane zawieraniem umów dożywotniego świadczenia pieniężnego, po otrzymaniu zezwolenia Komisji Nadzoru Finansowego, będą mogły świadczyć wyłącznie ten rodzaj działalności gospodarczej. Tym samym oferty dużych banków nie będą dla nich konkurencją w zakresie proponowania funduszy hipotecznych. To jednak będzie oznaczało większe koszty. Inna zmiana określa bowiem, że to właśnie świadczeniobiorcy będą musieli uiścić opłatę za oszacowanie wartości nieruchomości.

Dodatkowo, projekt określa, że będą oni ponosić koszty opłaty eksploatacyjnej dotyczącej nieruchomości mieszkalnej, takie jak czynsz, opłaty za media czy koszty remontowe.

Joanna Walerowicz

mojszmal.pl

Jaki fundusz inwestycyjny wybrać w czasie deflacji?

Rada Polityki Pieniężnej obniżyła stopy procentowe o pół punktu. Swoją decyzję tłumaczyła koniecznością reakcji na deflację w Polsce. Zjawisko to, niewątpliwie korzystne w krótszym okresie, może przysporzyć wielu kłopotów gospodarce, gdyby trwało zbyt długo. Czy zatem średni spadek cen produktów powinien wpłynąć na naszą strategię inwestycyjną, układaną w dłuższym horyzoncie czasowym? Powinniśmy przeczekać trudny okres czy gruntownie zmienić strukturę naszego portfela inwestycyjnego? Odpowiedzi na te pytania zależą od wielu czynników.

Nie ma jednego prostego rozwiązania, jak inwestować w czasie deflacji. W reakcji na zaistniałą sytuację, przede wszystkim powinniśmy poznać jej przyczynę oraz przypuszczalny okres jej trwania. Jeżeli  spodziewamy się, że sytuacja jest przejściowa, a spadek cen żywności czy paliw jest konsekwencją wydarzeń o charakterze przypadkowym, incydentalnym i trudnym do przewidzenia, jak na przykład wprowadzenie embarga czy klęska urodzaju, a nie wydarzeń wynikających bezpośrednio ze stanu czy struktury gospodarki, to zjawisko deflacji nie powinno determinować naszej strategii inwestycyjnej. Jedyną wówczas różnicą jest wyższa niż zazwyczaj, możliwa do osiągnięcia realna stopa zwrotu, co jest szczególnie istotne w przypadku funduszy o najniższym stopniu ryzyka, gdzie uzyskiwane stopy zwrotu są na relatywnie niskim poziomie.

Większość ekspertów twierdzi, że obecna deflacja jest zjawiskiem chwilowym i nie powinna  trwać zbyt długo. Według wiosennej prognozy Komisji Europejskiej rok 2014 powinniśmy zamknąć na poziomie + 1,1%. Jednak, jak zauważa Piotr Szulec, Dyrektor ds. Komunikacji Inwestycyjnej w Pioneer Pekao Investment Management, należy mieć na uwadze, że o czasie trwania deflacji decyduje szereg czynników, których na dziś nie da się do końca przewidzieć. Z punktu widzenia inwestora równie ważne jest to, czy obserwowany spadek cen żywności  będzie się nadal pogłębiać, a w tej kwestii eksperci nie są do końca zgodni. Jej ewentualne, dalsze pogłębienie zależy głównie od sytuacji międzynarodowej, czyli tego, jak długo potrwa rosyjskie embargo oraz czy zostaną wprowadzone nowe sankcje. Na te pytania dzisiaj nikt nie zna odpowiedzi. Zupełnie inną kwestią są ceny ropy naftowej, które dynamicznie spadają od ponad 4 miesięcy, co sugeruje zmianę długoterminowego trendu na tym surowcu na trend spadkowy. To z kolei mogłoby mieć bardziej długofalowe konsekwencje w zachowaniu wskaźnika inflacji.

Fundusze pieniężne i gotówkowe w portfelu inwestycyjnym

W czasie deflacji nasz portfel inwestycyjny może zawierać dominującą liczbę funduszy o najniższym stopniu ryzyka, tj. fundusze pieniężne i gotówkowe. Fundusze rynku pieniężnego, często traktowane jako bezpośrednia alternatywa wobec bankowych depozytów, przyniosły w ostatnim czasie większe zyski niż lokaty. Z drugiej strony decyzja Rady Polityki Pieniężnej może dodatkowo wpłynąć na poprawę rentowności tej grupy funduszy, które posiadają papiery o krótkim, zazwyczaj kilkudziesięciodniowym terminie wykupu. W tej sytuacji dobrym pomysłem wydaje się inwestycja w fundusze gotówkowe, w których portfelach często znajdują się różnego rodzaju instrumenty dłużne. Obniżka stóp procentowych może również poprawić wyniki tych funduszy, które lokują w papiery dłużne oraz obligacje ze stałym oprocentowaniem, zwłaszcza te długoterminowe. Wielu analityków na początku zeszłego roku przewidywało ich słabą rentowność, lecz w obecnej sytuacji gospodarczej są one jedną z niewielu sensownych i jednocześnie bezpiecznych opcji inwestycyjnych, a na pewno jedynym, w miarę porównywalnym do lokat bankowych, sposobem lokowania kapitału.

Fundusze akcyjne bardziej ryzykowne w czasie deflacji

Większość ekspertów w okresie deflacji odradza fundusze o wyższym poziomie ryzyka inwestycyjnego, np. akcyjne – gdyż nie do końca wiadomo, jak zachowa się cała gospodarka i jak te fundusze odnajdą się w nowej sytuacji. – Z jednej strony w okresie deflacji mamy zazwyczaj więcej gotówki do dyspozycji i część z nas może szukać bardziej dochodowych sposobów na jej pomnożenie, m.in. właśnie poprzez giełdę. Z drugiej strony średni spadek średnich cen w dłuższym horyzoncie czasowym może spowodować gorsze wyniki finansowe spółek notowanych na giełdzie, co może skutkować spadkiem ich kursów i mniejszymi szansami na wypłaty dywidend, a to z kolei może mieć bezpośrednie przełożenie na gorsze wyniki inwestycyjne wybranych funduszy akcyjnych – dodaje Piotr Szulec z Pioneer Pekao Investment Management.

Jednak w dłuższym horyzoncie, to właśnie fundusze akcyjne wydają się dobrym rozwiązaniem. Z badań przeprowadzonych w Stanach Zjednoczonych, dysponujących najbardziej rozwiniętym rynkiem kapitałowym wynika, że każda 30-letnia inwestycja, niezależnie od momentu jej uruchomienia, przyniosła zysk, co pokazuje, że w długim terminie bardzo dobrze zarabia się właśnie na akcjach.

 

Źródło: Pioneer Pekao Investments

5 sposobów na oszczędność przy organizacji podróży

Podróże po świecie zazwyczaj wiążą się z wysokimi kosztami. Istnieje kilka prostych reguł, dzięki którym możemy w bardzo łatwy sposób oszczędzić na ich organizacji.

 

Rezerwacja lotu

Jeszcze w fazie planowania wycieczki warto skorzystać z internetowych porównywarek cen lotów (np.tanie-loty.pl). Pomogą one wyszukać wszystkie możliwe połączenia i wyodrębnią te najkorzystniejsze. Jest to szczególnie przydatne zwłaszcza podczas lotów międzykontynentalnych, gdzie w grę wchodzi międzylądowanie, a możliwych kombinacji jest kilkukrotnie więcej. Warto zarezerwować bilety bezpośrednio przez stronę linii lotniczych, dzięki czemu oszczędzisz na opłacie za wystawienie biletu.

Dojazd na lotnisko

Dojazd na lotnisko może sprawiać wiele kłopotów, chyba że mieszkamy bardzo blisko lub wybierzemy dojazd własnym autem. Parkingi zlokalizowane wokół lotnisk coraz częściej oferują wiele udogodnień zawartych w cenie. Przykładowo, jeśli zdecydujemy się zostawić swoje auto na parkingu sieci www.STARTparking.pl , w cenie 59 zł za tydzień otrzymamy nie tylko postój na strzeżonym parkingu, ale także transport na lotnisko i odbiór z niego zaraz po przylocie.

Rezerwacja noclegu
Kiedy szukamy względnie taniego noclegu, warto sprawdzić oferty hoteli za pomocą stron, które umożliwią nam porównanie poszczególnych cen, takich jak www.trivago.pl. Osoby, którym zależy na jak największej oszczędności, mogą skorzystać z pomocy www.couchsurfing.org, gdzie znajdziemy ogłoszenia osób, które udostępnią nam nocleg całkiem za darmo, a w niektórych przypadkach nawet zaoferują swoją pomoc w zwiedzaniu miasta, nie oczekując nic w zamian.

Po przylocie

Połączenia transportu publicznego sprawdź jeszcze w domu i skrupulatnie zapisz. Dostęp do sieci Wi-Fi nie zawsze będzie możliwy, a ceny transmisji danych za granicą mogą znacząco podnieść koszty całej podróży.

Ostrożnie z taksówkami

Nie bierz taksówek z poziomu przylotów, udaj się na poziom odlotów, gdzie szybko można stargować cenę z kierowcą, który nie będzie chciał wracać „na pusto” do centrum miasta. Zawsze ustalaj cenę kursu przed zamknięciem drzwi samochodu. W niektórych państwach Azji warto zapytać czy zostały uwzględnione wszystkie koszty, ponieważ często zdarza się, że na końcu trasy do ustalonej ceny doliczane są dodatkowe opłaty za np. autostrady. W Ameryce południowej za przejazd nie warto płacić wysokimi nominałami, ponieważ kierowcy mogą twierdzić, że nie mają jak wydać reszty lub będą próbować podmienić banknoty i zwrócić je mówiąc nam, że daliśmy im „fałszywkę”.

 

START Parking (www.startparking.pl) to sieć nowoczesnych i bezpiecznych parkingów rozmieszczonych wokół lotnisk w całej Polsce. Oprócz samego parkingu dla samochodu, klient otrzymuje także transport z miejsca postoju na lotnisko i z powrotem oraz gwarancję, że w przypadku jakichkolwiek opóźnień lotu powrotnego klient nie będzie obciążony dodatkowymi kosztami. Na terenie parkingów dostępne są nowoczesne, klimatyzowane poczekalnie wraz z toaletą. Wszystkie parkingi są monitorowane, dobrze oświetlone, ogrodzone oraz ubezpieczone, co zapewnia pełne bezpieczeństwo pojazdów.

 

Źródło: Corepr

Możliwe umocnienie szwajcarskiej waluty może mieć negatywne skutki dla polskich kredytobiorców

Na koniec następnego miesiąca Szwajcarzy wezmą udział w głosowaniu, którego wyniki mogą mieć katastrofalne skutki dla Polaków, którzy posiadają zobowiązania kredytowe we frankach. Według czarnego scenariusza szwajcarska waluta może zdrożeć do poziomu 4 zł, a tym samym miesięczna rata kredytu w tej walucie wzrośnie nawet o 250 zł.

Jak podaje dziennik „Metro” referendum w Szwajcarii będzie dotyczyło powiększenia minimalnych rezerw złota do poziomu 20 proc. Skutkami mogą być nie tylko wzrost cen złota na rynkach światowych, ponieważ Szwajcaria będzie musiała je skupić, ale także duże umocnienie szwajcarskiej waluty.

W opinii wypowiadającego się dla gazety Marka Rogalskiego z DM BOŚ, nawet jeżeli w referendum zdecydowana większość głosujących opowie się za „nie”, to kurs franka jeszcze w tym roku może wzrosnąć z 3,5 zł do 3,65 zł. Z kolei szwajcarskie „tak” spowoduje, że szwajcarska waluta zdrożeje do dawno niewidzianych poziomów, nawet do 4 zł. Celem organizowanego w Szwajcarii referendum jest zablokowanie tamtejszego banku centralnego.

Jakie będzie to miało skutki dla nas? Wzrost kursu franka okazałoby się fatalne w skutkach dla 700 tys. Polaków, którzy w ostatnich latach zaciągnęli kredyty hipoteczne w szwajcarskiej walucie.

Joanna Walerowicz

mojszmal.pl

Czy MdM wpłynie na warszawki rynek wtórny?

Dane z raportu Szybko.pl, Metrohouse i Expandera wskazują, że żeby stać się właścicielem domu jednorodzinnego w Warszawie, w większości przypadków musimy dysponować kwotą rzędu miliona złotych. W najbliższym czasie zwiększenie limitów cenowych w programie MdM może wpłynąć na wzrost konkurencyjności oferty deweloperów w stosunku do rynku wtórnego. Osoby zainteresowane zakupem nieruchomości powinna ucieszyć bardzo korzystna sytuacja na rynku kredytów hipotecznych.

Ceny domów jednorodzinnych o powierzchni do 200 mkw. (w zł)
III KW 2014 Zakres cen
WARSZAWA 995 000 od 490 000 do 1 850 000
WROCŁAW 751 000 od 360 000 do 1 250 000
KRAKÓW 735 000 od 440 000 do 1 270 000
POZNAŃ 654 000 od 430 000 do 950 000
BIAŁYSTOK 550 000 od 395 000 do 700 000
KATOWICE 600 000 od 365 000 do 750 000
SZCZECIN 590 000 od 370 000 do 880 000
LUBLIN 550 000 od 260 000 do 650 000
ŁÓDŹ 535 000 od 270 000 do 960 000
Źródło: Raport Szybko.pl, Metrohouse i Expandera

 

 

 

 

 

 

Warszawski rynek domów jednorodzinnych

Osoby zainteresowane zakupem domu jednorodzinnego w Warszawie muszą liczyć się z dużym wydatkiem, który w stolicy przeciętnie osiąga poziom miliona złotych. – Warto jednak pamiętać, że w wypadku domów rozpiętość cenowa ofert jest bardzo dużamówiMarta Kosińska, ekspert Szybko.pl. – Nieduży (100 mkw.) dom na Białołęce można kupić już za 490 000 zł. Najdroższymi lokalizacjami są natomiast Ursynów i Wilanów. 200-metrowe domy w tych dzielnicach są sprzedawane w średniej cenie 1 850 000 zł.

Program MdM wkracza na scenę

Zwiększenie limitów cenowych dla programu Mieszkanie dla Młodych może mieć konsekwencje w kształtowaniu się popytu na rynku wtórnym. Dotychczas jedynie co dziesiąte mieszkanie było kupowane z dopłatą w ramach MdM. Obecny limit (6583,14 zł) daje podstawy, by sądzić, że odsetek takich transakcji zwiększy się. Może to, choć nie musi, wpłynąć na mniejsze zainteresowanie rynkiem pierwotnym. – Wzrost konkurencji między rynkiem pierwotnym i wtórnym będzie zapewne wyraźniej dostrzegalny w lokalizacjach, w których dostępność mieszkań kwalifikujących się do dopłat z MdM uległa zwiększeniu – zauważa Marcin Jańczuk, ekspert Metrohouse. – Taka sytuacja powinna korzystnie wpłynąć na możliwości negocjacyjne kupujących, a więc również na spadek średniej ceny transakcyjnej. Obecnie wynosi ona 7 390 zł i jest nieco wyższa niż przed miesiącem.

 

Kredyty najtańsze w historii

Osoby planujące zaciągnięcie kredytu na zakup mieszkania w Warszawie mają powody do radości. Niedawne zmiany dotyczące poziomu stóp procentowych w naszym kraju sprawiły, że oprocentowanie kredytów hipotecznych jest obecnie najniższe w historii. W przypadku najlepszych ofert spadło do poziomu poniżej 4%. Dzięki temu rata kredytu na mieszkanie o powierzchni 60 metrów kwadratowych, z 5% wkładem własnym, wynosi już tylko 2 361 zł.

Co ciekawe, istnieją pewne przesłanki wskazujące na to, że już niedługo oprocentowanie może być jeszcze niższe. – Niewykluczone, że Rada Polityki Pieniężnej podejmie w kolejnych miesiącach decyzję dotyczącą dalszej obniżki stóp procentowych – komentuje Jarosław Sadowski, ekspert Expandera. – Rezultatem takiej sytuacji jest nie tylko spadek wysokości rat, ale także większa dostępność kredytów. Poprawie ulega bowiem również zdolność kredytowa.

 

Ekspert zwraca uwagę jednak, że jeśli ktoś planuje zakup mieszkania to z zaciąganiem kredytu nie warto zbyt długo zwlekać. – Decyzję powinniśmy podjąć szybko z dwóch powodów. Po pierwsze, spadek oprocentowania zapewne spowoduje wzrost marż kredytowych. Banki będą bowiem chciały zrekompensować sobie spadek zysków wywołany niższym oprocentowaniem. Po drugie, od nowego roku z 5% do 10% wzrośnie minimalny wymagany wkład własny potrzebny do uzyskania kredytu – wyjaśnia Sadowski. Aby więc kupić mieszkanie o powierzchni 60 mkw. w Warszawie za przeciętną cenę transakcyjną, trzeba będzie posiadać aż 44 340 zł. Tymczasem obecnie wystarcza 22 170 zł.

 

Źródło: Informacja prasowa

Ile będzie kosztowało OC dla tzw. „anglików”?

Od stycznia 2015 roku w Polsce będzie możliwa rejestracja samochodów z Wielkiej Brytanii i Irlandii, czyli takich z kierownicą po prawej stronie. Eksperci bezpieczeństwa ruchu drogowego oraz policja przyznają, że zwiększona liczba takich pojazdów może spowodować wzrost ryzyka wypadków z ich udziałem na polskich drogach, a co za tym idzie także odzwierciedlenie w wysokości stawek ubezpieczenia komunikacyjnego.

 

Pamiętajmy, że tego typu samochody są przeznaczone do poruszania się w całkowicie innych warunkach. Kierowca ma mocno ograniczoną widoczność – mówi mł. insp. Marek Konkolewski z Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej PolicjiSzczególnie trudne są w takim przypadku manewry wyprzedzania, omijania czy nawet wyjazdu z miejsca postojowego, które wymagają od kierowcy wysunięcia się na lewą stronę bądź prośby pasażera o pomoc.

 

Dużą przeszkodą przed sprowadzaniem brytyjskich aut do Polski może być cena ubezpieczenia komunikacyjnego. Obowiązkowe OC dla właścicieli tych aut może być droższe, lecz na niespełna trzy miesiące przed wejściem w życie nowych przepisów Towarzystwa Ubezpieczeniowe nie udzielają informacji odnośnie do wysokości stawek.

 

Towarzystwa Ubezpieczeniowe jeszcze nic nie ustaliły. Ceny OC pozostają wielką niewiadomą.Na pewno będą się różniły w zależności od Towarzystwa i będą zależały od wielu kryteriów, takich jak wiek auta, moc silnika czy bezwypadkowa jazda kierowcy –mówi Adrian Kościuk, Doradca w CUK Ubezpieczenia. Różnice w stawkach na pewno wyniosą od kilkudziesięciu do nawet kilkuset złotych, dlatego radzimy przyszłym polskim posiadaczom tzw. anglików porównać na początku stycznia ceny polis OC.

 

Dotychczas samochody sprowadzane z kierownicą po prawej stronie mogły być rejestrowane w Polsce jedynie po dokonaniu, kosztownej (od 4-10 tys. zł) modyfikacji polegającej na przełożeniu kierownicy oraz przeniesienia na drugą stronę pedałów gazu, sprzęgła i hamulca. Od stycznia 2015 roku zgodnie z nowymi przepisami jedyną wymaganą zmianą w tego typu aucie będzie przełożenie lusterek i świateł.

 

Źródło: CUK Ubezpieczenia

Raport na temat rynku Agencji Kredytowych w Polsce

Górnośląskie Towarzystwo Finansowe przeprowadziło szeroko zakrojone badanie wśród zrzeszonych w całym kraju Agencji Kredytowych. Z ankiety wynika, że blisko połowa osób decydująca się na skorzystanie z usług tego typu pośrednika decyduje się wziąć kredyt gotówkowy, a 3/4 ich klientów stanowią kobiety.

 

Największym zainteresowaniem wśród klientów Agencji Kredytowych współpracujących z Górnośląskim Towarzystwem Finansowym cieszą się kredyty gotówkowe, które preferuje 45% osób decydujących się na skorzystanie z usług pośrednika. Drugim najbardziej popularnym wyborem są tzw. chwilówki (26%), czyli rodzaj pożyczki terminowej, udzielanej w przyspieszonym tempie na mniej preferencyjnych warunkach. Na tę formę kredytu zdecydowała się co czwarta osoba korzystająca z usług agencji. W obu przypadkach pozyskane pieniądze możemy oczywiście przeznaczyć na dowolny cel, np. remont mieszkania czy zakup samochodu. 7% osób zgłaszających się do agencji zainteresowanych było kredytem hipotecznym, czyli takim, z którego całość zostanie przeznaczona na zakup konkretnej nieruchomości. Inne usługi, które interesowały klientów to kredyt dla firm i karty kredytowe (odpowiednio 10% i 6%). Pozostałe 7% zainteresowanych było innymi usługami.
 

Kiedy klienci zaciągają kredyty?

 Według badania największe zainteresowanie kredytami przypada na wiosnę (26%) i jesień (23%). Nie bez znaczenia pozostają także terminy zbiegające się ze szczególnymi okresami w roku – przed Świętami (19%) i przed wakacjami (15%). Okresy te wiążą się dodatkowymi wydatkami, takimi jak organizacja uroczystych spotkań dla całej rodziny, zakup prezentów dla bliskich, wyprawka do szkoły dla dzieci czy też wakacyjne wyjazdy. Każde z tych przedsięwzięć w dość mocny sposób obciąża domowy budżet. Skłania to Polaków to poszukiwania dodatkowych środków, które są im niezbędne w tych okresach.

Jaka jest wartość najczęściej udzielanych kredytów?

Jeśli chodzi o wysokość zobowiązań, jakie zaciągali Polacy poprzez Agencje Kredytowe, najczęściej były to sumy do 5000zł (26%). Na wyższe kwoty w przedziale do 10000 zł decydowało się 20% klientów.

Taka suma może pomóc wypełnić lukę w domowym budżecie, natomiast spłata zobowiązana rozłożona na raty nie będzie aż tak mocno odczuwalna. Pozwala to także uniknąć niezręcznych sytuacji, kiedy o pomoc trzeba prosić osoby z najbliższego otoczenia, które potem oczekiwałyby jak najszybszej spłaty – mówi Paweł Kosmala, Prezes Górnośląskiego Towarzystwa Finansowego.

Pożyczkami w przedziale 10000 zł – 25000 zł zainteresowanych było 18% klientów Agencji Kredytowych. Te w przedziale 25000 zł – 50000 zł i wyższe interesowały odpowiednio 14% i 22% osób korzystających z usług agencji.

 

Kto najczęściej bierze pożyczki?

Wyniki badania wskazują, że do Agencji Kredytowych o wiele częściej zwracają się kobiety (75%), aniżeli mężczyźni (25%). Może to wynikać z faktu, że to właśnie kobiety najczęściej trzymają pieczę nad domowym budżetem i starają się dbać o jego stan.

Warto jednak zauważyć, że sumy pożyczane przez kobiety są o wiele niższe, w porównaniu do tych, które zaciągają mężczyźni. 27% kobiet, które korzystały z usług pośrednika zdecydowało się na kredyt do 5000zł, a 20% podjęło kwoty w przedziale 5000 – 10000 zł. Na duże kredyty, czyli te powyżej 10000 zł decydowało się 25% kobiet, a te powyżej 25000 zł i 50000 zł, brało odpowiednio 12% i 16%.

U mężczyzn ta tendencja jest zupełnie odwrotna. Na kredyty w przedziałach 1000 zł -5000zł i 5000 zł – 10000 zł zdecydowało się tylko po 13% mężczyzn. Największym zainteresowaniem wśród płci męskiej cieszyły się kredyty powyżej 50000 złotych (34%) i te w przedziale 25000 złotych – 50000 złotych (33%). Być może wynika to z faktu, że mężczyźni mają większą tendencję do podejmowania ryzykownych decyzji i do wprowadzania bardziej drastycznych zmian w swoim życiu.

Jeśli przyjrzymy się bliżej temu, kto korzysta z usług Agencji Kredytowych, najczęściej będą to przedstawiciele branży budowlanej, handlu, usług, ale też emeryci lub renciści. Niemałą grupą są osoby prowadzące własną działalność gospodarczą. 61% z nich uzyskuje dochody nie większe niż 2000 zł miesięcznie, a 29% z nich zarabia między 2000 złotych a 5000 złotych miesięcznie. Osoby mogące pochwalić się zarobkami powyżej 5000 złotych oraz powyżej 10000 złotych stanowią po 5% klientów Agencji Kredytowych.

 

Z jakich firm najczęściej korzystają klienci?

Najpopularniejszymi podmiotami, w których klienci Agencji Kredytowych decydują się wziąć kredyt są Alior Bank (17%), Vanquis Bank (17%), Meritum Bank (16%) oraz w firma o charakterze typowo chwilówkowym (15%). Tak wysokie zainteresowanie tymi instytucjami bankowymi może wynikać z zaufania, jakim cieszą się na rynku, korzystnymi warunkami oraz szybkimi wypłatami gotówki.

Pomimo to, że na rynku funkcjonuje wiele podmiotów udzielających kredytów i pożyczek, aż 91% klientów decyduje się na konkretną usługę dopiero po rozmowie z agentem. Badanie pokazało, że przepisy i oferty owych instytucji nie są do końca jasne dla potencjalnych klientów. Osoby zainteresowane kredytem najczęściej pytają o wysokość raty, warunki, możliwość wcześniejszej spłaty oraz czy problemy ze spłatą wcześniej zaciągniętych zobowiązań mogą stanąć na przeszkodzie w przyznaniu kredytu.

Dla osób, które nie potrafią odnaleźć się w gąszczu przepisów, skorzystanie z usług agenta wydaje się być rozsądnym rozwiązaniem. Klient uzyskuje jasną informację na temat warunków i obowiązków wynikających z zawarcia umowy. Jak wynika z badania, w agencjach współpracujących z Górnośląskim Towarzystwem Finansowym pracuje średnio po 3 agentów, którzy bez trudu mogą obsłużyć klientów zainteresowanych uzyskaniem kredytu i szczegółowo objaśnić na jakich zasadach pieniądze zostaną im przyznane. Jest to bardzo istotna kwestia, ponieważ blisko 50% agencji biorących udział w badaniu zauważyło zwiększone zainteresowanie swoimi usługami w ciągu ostatnich lat.

Wyniki przeprowadzonego badania wskazują, że korzystanie z usług Agencji Kredytowych staje się coraz popularniejszym rozwiązaniem wśród Polaków, którzy potrzebują doraźnie poprawić swoją sytuację finansową. Bardzo dobrze obrazuje to fakt, w jakim czasie agencje odnotowują największe zainteresowanie swoimi usługami oraz wysokość zobowiązań, jakie decydują się zaciągnąć ich klienci.

Oferta Agencji Kredytowych jest idealnym rozwiązaniem dla tych osób poszukujących sposobu na zdobycie dodatkowych funduszy, które pomogą zrealizować ich plany. Nieoceniona przy tym może okazać się pomoc agenta, który pomoże wybrać najbardziej dogodne rozwiązanie i wytłumaczy korzyści z niego płynące. Dzięki temu klient oszczędza czas i pieniądze – komentuje Paweł Kosmala, Prezes Górnośląskiego Towarzystwa Finansowego.

Jak wynika z ankiety, Agencje Kredytowe cieszą się coraz większym zainteresowaniem nowych klientów, co może sprawić, że w niedługim czasie będziemy mogli zaobserwować powstawanie nowych punktów. Z punktu widzenia konsumenta to dobra wiadomość, ponieważ Górnośląskie Towarzystwo Finansowe swoich agentów traktuje na zasadzie partnerów biznesowych, ukierunkowując się na ich potrzeby. Agenci współpracujący z GTF zawsze dysponują odpowiednią wiedzą i informacją, dzięki czemu klient za każdym razem otrzymuje ofertę dobraną pod jego wymagania i potrzeby.

 

Źródło: GTF

Niekompletna dokumentacja opóźni twój kredyt

Powszechne jest przekonanie, że kredyt na zakup nieruchomości można uzyskać szybko, posiadając odpowiednie zarobki, nieobciążony rachunek oraz pozytywną historię w BIK-u. Chociaż wnioski kredytowe teoretycznie powinny zostać rozpatrzone przez większość banków w terminie do 30 dni, czas ten przedłuża się często z winy samych kredytobiorców. Eksperci Związku Firm Doradztwa Finansowego zwracają uwagę, by dokumenty kompletować skrupulatnie i z należytą dokładnością. W przeciwnym razie czas uzyskania kredytu może opóźnić się nawet o ponad miesiąc.

                                                                      

Z „check listą” łatwiej

Aby uniknąć podstawowych błędów przy staraniach o fundusze na wymarzoną nieruchomość, należy poświęcić sporo czasu i uwagi na przygotowanie wymaganych dokumentów. – Każdy bank posiada własny zestaw wymogów. Różny jest również czas rozpatrywania wniosków o kredyt. Dlatego kompletowanie dokumentacji warto przeprowadzać we współpracy z profesjonalnym doradcą finansowym, który ułoży tzw. „check listę” – spis niezbędnych dokumentów i zaświadczeń dla konkretnego banku, dostosowany do rodzaju transakcji oraz sytuacji klienta – radzi Leszek Zięba, Aspiro, ZFDF.

 

Lista wymagań może zostać podzielona na trzy części: dokumenty osobiste, dokumenty dotyczące dochodów oraz dokumenty związane z kredytowaną nieruchomością. Istotne jest jednak, aby pamiętać, że zaświadczenia o dochodach, wyciąg z konta czy odpis z księgi wieczystej mają jednomiesięczny okres ważności.

 

Jak zgodnie przyznają eksperci ZFDF, błędy zdarzają się jednak wielu kredytobiorcom. Warto więc skorzystać z doświadczenia doradców, by uniknąć niepotrzebnych kłopotów. – Klienci najczęściej zapominają o wypełnieniu szczegółowych danych na wniosku i załącznikach, które mogą wydawać się im mało ważne, jednak dla banku są bardzo istotne – zauważa Zięba. – Należy również zwrócić szczególną uwagę na wszelkie podpisy pod oświadczeniami oraz potwierdzenia przez doradcę zgodności kopii przedłożonych dokumentów z oryginałem. Niestety do dokumentacji często dołączane są nieaktualne dokumenty oraz niedokładne kosztorysy. Każdy z tych błędów może spowodować nie tylko opóźnienie, lecz nawet konieczność rozpoczęcia całej procedury analizowania aplikacji kredytowej od początku – dodaje.

 

Podwójnie kosztowne błędy

Gdy wniosek został już złożony, każdy błąd lub brak w dokumentacji skutkuje zawieszeniem procesu decyzyjnego. – Banki zazwyczaj umożliwiają korektę nieprawidłowości, jeśli nastąpi w ciągu kilku dni od ich wykrycia. Część informacji można uzupełnić w formie oświadczenia, inne mogą wiązać się z koniecznością wysłania poprawionego dokumentu na nowo. Banki w swoich procedurach stosują okresy ważności poszczególnych dokumentów, np. 30 lub 60 dni od popisania wniosku kredytowego czy 30 dni dla zaświadczenia o dochodach. Po uzupełnieniu brakujących lub przeterminowanych dokumentów, proces kredytowy jest kontynuowany – wyjaśnia Dorota Binich, Expander, ZFDF.

 

Brak spełnienia bankowych wymogów formalnych w konsekwencji może nawet spowodować rozpoczęcie procesu weryfikacji od początku. To z kolei zupełnie niepotrzebnie wydłuża czas oczekiwania na pieniądze. – Należy również podkreślić, że zaniedbania po stronie potencjalnego kredytobiorcy mogą skutkować nawet odmową udzielenia kredytu. Jeśli klient opieszale uzupełnia dokumenty może też wygasnąć ważność wniosku lub decyzji, czy upłynąć termin przeznaczony na podpisanie umowy kredytowej – ostrzega Dorota Binich.

 

Zakup wymarzonej nieruchomości to często jedna z najważniejszych decyzji w życiu. Dlatego przed złożeniem niezbędnych dokumentów, konieczna jest ich dokładna weryfikacja, zarówno pod względem merytorycznym, jak i formalnym. – Obecnie dokładność jest podwójnie istotna. Może się bowiem okazać, że opóźnienia przedłużą proces weryfikacji wniosku o kredyt do stycznia, a wtedy obowiązkowy minimalny wkład własny będzie już dwukrotnie większy – konkluduje Zięba.

 

 

Źródło: Związek Firm Doradztwa Finansowego

Wysokości wynagrodzeń menedżerów spółek z udziałem Skarbu Państwa będą jawne

Ministerstwo Skarbu Państwa przygotowało założenia do nowej ustawy o nadzorze i uprawnieniach. Proponowane przepisy dotyczą członków zarządów i rad nadzorczych spółek, w których ponad 50 procentowy udział należy do Skarbu Państwa.

Treść projektu jest rewolucyjna. Jego założenia określają bowiem brak ograniczeń w wysokości zarobków. Obecnie menedżer takiej spółki może zarabiać miesięcznie nawet 24 tys. zł. Z tego powodu wiele spółek omija te zapisy zawierając umowy cywilnoprawne.

Szczegółowy katalog podmiotów objętych nowymi przepisami zostanie wydany w oddzielnym rozporządzeniu. Nie ma jeszcze jednoznacznej decyzji, czy menedżerowie będą zatrudniani na podstawie umowy o pracę, czy umów cywilnoprawnych. Resort skarbu państwa jeszcze nie wydał oświadczenia w tej sprawie. Potwierdza jednak, że projekt nowych założeń trafił już do Rządowego Centrum Legislacji.

W swoich założeniach MSP zawarło również propozycję obniżenia wysokości odpraw. Według nowej procedury będą one przysługiwać tylko tym, którzy przejdą na emeryturę lub rentę lub miejsce pracy zostanie zlikwidowane.

W projekcie znalazł się również zapis o jawności informacji dotyczących wysokości płacy członków rad nadzorczych i zarządów oraz o tworzeniu regulaminów wynagradzania w spółkach. Te informacje wraz ze stosownymi dokumentami źródłowymi byłby ujawniane w Biuletynie Informacji Publicznej. Resort chce także zmian w ustawie o ograniczaniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne. Chodzi głównie o objęcie przepisami o obowiązku składania oświadczeń majątkowych osób będących w spółkach prezesami, wiceprezesami i członkami zarządu.

Według niektórych ekspertów i menedżerów tzw. „ustawa kominowa” potrzebuje zmian i popierają oni prorynkowość oraz jawność rozwiązań, jednak są oni przeciwni publicznemu informowaniu o wysokości zarobków menedżerów.

Joanna Walerowicz

mojszmal.pl

Milioner to stan umysłu, nie konta

– Może się wydawać, że o stanie naszego konta decydują łut szczęścia lub odpowiednie urodzenie. Tak naprawdę to wynik  ciężkiej pracy i codziennie podejmowanych decyzji finansowych. Jak pokazują statystyki, około 80 proc. osób wygrywających na loteriach w ciągu 10 lat traci swoje fortuny. Co dziesiąty szczęśliwiec już po 5 latach zostaje bez grosza przy duszy.

 

O zasobnym portfelu marzy chyba każdy z nas, niezależnie od poziomu zarobków. Jednak może czasem z naiwności, a może z lenistwa wolimy myśleć, że bogactwo nas nie dotyczy: przeznaczone jest dla potentatów naftowych, polityków czy nielicznych szczęśliwców, którym „udało się” założyć intratny biznes – więc my nie musimy się już starać. Nic bardziej mylnego. Lepszy status finansowy może spotkać każdego z nas, jeśli oczywiście zmienimy swoją finansową mentalność.

 

– Nasza pozycja finansowa to przede wszystkim stan umysłu, a nie liczba zer na koncie dana nam w spadku  – mówi Piotr Minkina, Union Investment TFI. – Pieniądze trzymają się ludzi, którzy rozsądnie podchodzą do swojego budżetu. A bardzo często oznacza to ciężką pracę, wymagającą zaangażowania i konsekwencji, czasem wyrzeczeń, czasem odrobiny ryzyka, ale na pewno aktywności w poszukiwaniu i wykorzystywaniu nadarzających się okazji do zarobku – zauważa ekspert.

 

Potwierdzają to historie znanych milionerów, którzy zbudowali swoje fortuny od zera.  Amerykańskie badania pokazują, że bogacze pracują na własny rachunek już w wieku 18-19 lat, a wielu z nich to ludzie przeciętni, nierzadko bez wyższego wykształcenia. Konsekwencją i ciężką pracą budują swoje firmy, bardzo często wiodąc zwyczajne i oszczędne życie. Dbają jednocześnie o właściwe lokowanie pieniędzy, aby te nie leżały bezczynnie zjadane przez inflację, ale odpowiednio zainwestowane pracowały na siebie.

 

Z kolei ci, którzy odpowiednich nawyków finansowych w sobie nie wyrobili, z dużymi pieniędzmi nie umieją sobie radzić. Według przeprowadzonych badań, 80 proc. osób wygrywających fortunę w ciągu 10 lat traci wszystkie pieniądze. Co dziesiąty już po 5 latach nie ma za co żyć. Rozrzutny tryb życia i brak świadomości co do mechanizmów rynkowych osłabiających wartość niepracującego pieniądza powodują, że kapitał bardzo szybko topnieje.

 

– Wielu z nas nie zdaje sobie sprawy, że kapitał przecieka nam przez palce każdego dnia – mówi Piotr Minkina. – Nawet drobne kwoty zaoszczędzone dzięki przemyślanym zakupom czy racjonalnym decyzjom, zainwestowane w dobrze dobrane papiery wartościowe czy fundusze inwestycyjne, mogą wypracować dla nas konkretne zyski. W budowaniu finansowej stabilności liczy się świadomość, że każda złotówka ma znaczenie – podkreśla ekspert Union Investment TFI.

 

Potwierdzają to statystyki dotyczące dóbr marnowanych codziennie przez Polaków. Średnie rachunki za prąd mogłyby spaść o nawet 300 zł rocznie po zastosowaniu kilku prostych zabiegów. Drugie tyle moglibyśmy zaoszczędzić, rozsądniej kupując produkty spożywcze – aż 40 proc. z nas przyznaje się do wyrzucania jedzenia. Kolejne oszczędności czekają w naszych szafach: jak donoszą zagraniczne badania, w kobiecych szafach znajdują się nigdy nie założone ubrania o średniej wartości ponad 1600 zł, w przeliczeniu na polską walutę. Te wyrzucone w błoto pieniądze mogłyby pracować i budować nasz kapitał. Być może nie każdy z nas zostanie dzięki tej wiedzy bogaczem, ale być może wielu z nas zastanowi się nas swoimi finansowymi nawykami.

 

Źródło: Union Investment Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych S.A. 

Cyfrowa waluta a prawo

Bitcoin już od dawna przestał być traktowany jako niepewne źródło inwestycji i częściej postrzegany jest jako nowoczesna forma lokowania oszczędności oraz środek płatniczy. Mimo to, część osób wciąż nie do końca zdaje sobie sprawę czym tak naprawdę jest cyfrowa waluta oraz jakie przepisy prawne określają jej funkcjonowanie.

 

Wirtualne waluty przebojem zaczynają wkraczać w nasze codzienne życie. Coraz więcej firm umożliwia dokonywanie płatności za pomocą popularnego Bitcoina i bardzo prawdopodobne, że niebawem dołączą do nich kolejne. W ostatnim czasie amerykański gigant PayPal, którego właścicielem jest eBbay ogłosił, że zamierza udzielić wsparcia kilku platformom umożliwiającym handel kryptowalutami. Oznacza to, że użytkownicy największego portalu aukcyjnego na świecie za zakupione produkty będą mogli zapłacić właśnie za pomocą Bitcoina.

 

Bitcoin a Polskie prawo

Mimo że na świecie coraz więcej osób przekonuje się do tej nowoczesnej waluty, w Polsce temat ten wciąż pozostaje dla wielu osób mało zrozumiały. Prawdopodobnie wynika to z niejasnych przepisów prawnych, które nie do końca definiują czym jest Bitcoin.

Będący wirtualną walutą Bitcoin nie jest w Polsce zakazany, ale też nie jest w jakiś szczególny sposób regulowany przez prawo polskie. Bitcoin nie jest uznawany za prawny środek płatniczy, nie jest również papierem wartościowym, ani innym instrumentem finansowym, a obrót nim nie podlega instytucjonalnemu nadzorowi – mówi aplikant adwokacki Ernest Ciechowicz z Robert Ofiara Kancelaria Adwokacka

 

Brak sprecyzowanej definicji Bitcoina w Polskim prawie powoduje, że jest on różnie interpretowany przez urzędy skarbowe, których opinie często są niespójne lub nawet ze sobą sprzeczne. Kluczowe dla regulacji wirtualnej waluty w naszym kraju może okazać się ustawodawstwo i orzecznictwo unijne, na które ewidentnie czeka władza w naszym kraju. Na dzień dzisiejszy, dla operujących tą cyfrową walutą najkorzystniejsza jest interpretacja, która określa Bitcoiny jako znak legitymacyjny, którym jest też na przykład bilet komunikacji miejskiej i bon płatniczy, dzięki czemu nie obejmuje go podatek VAT ani podatek od czynności cywilnoprawnych.

 

Jak zabezpieczyć się przed kradzieżą?

 

Bitcoin, podobnie jak prawdziwie pieniądze, również może zostać skradziony i dlatego warto zabezpieczyć się przed jego utratą. Tak jak w przypadku klasycznej waluty, zabezpieczenie musi być adekwatne do wysokości środków, jakie posiadamy – inaczej zabezpieczamy pieniądze w portfelu, inaczej środki na zakup samochodu czy mieszkania, a jeszcze inaczej oszczędności całego życia.

 

Mniejsze środki możemy przetrzymywać za pomocą aplikacji na telefonie komórkowym. Jest to sposób, który przypomina noszenie pieniędzy w portfelu, ale ma nad nim jedną przewagę – w prosty sposób możemy zabezpieczyć nasz telefon, zakładając na nim blokadę kodu pin, hasło lub odblokowywanie wzorem. To proste rozwiązanie, które może ustrzec nas przed działaniami złodzieja lub nieuczciwego znalazcy, co nie jest możliwie w przypadku klasycznych banknotów.

 

Większe sumy warto przechowywać w postaci kopii zapasowych, które będą zaszyfrowane hasłem. Takich kopii możemy posiadać kilka i każdą z nich zabezpieczyć całość naszych środków. Możemy je trzymać w domu, w biurze oraz innych miejscach, dzięki czemu będziemy mieli pewność, że utrata komputera lub urządzenia z wirtualnym portfelem nie będzie wiązała się z utratą posiadanych środków.

 

Na co zwrócić uwagę kupując elektroniczną walutę?

 

Przede wszystkim powinniśmy dobrze zweryfikować platformę, za pomocą której będziemy zawierali transakcję. Sprawdźmy gdzie firma jest zarejestrowana, jakiemu prawu podlega, jaki posiada kapitał zakładowy oraz czy na jej stronie znajdziemy informacje, kto jest jej twórcą i właścicielem. Warto zwrócić również uwagę czy umożliwia korzystanie z szyfrowanych transmisji SSL oraz czy pozwala korzystać z dwuskładnikowej autoryzacji przy logowaniu i wykonywaniu ważniejszych operacji.

 

Certyfikat SSL jest bardzo istotną kwestią podczas połączenia. Nie można akceptować certyfikatów, które nie są zweryfikowane przez przeglądarkę. Warto również sprawdzić adres na który wypłacamy Bitcoiny. Co prawda ma on sumy kontrolne, przez co niemożliwe jest wypłacenie środków np. na adres z literówką. Warto upewnić się, że przez przypadek nie skopiowaliśmy błędnego odbiorcy, do którego transferowaliśmy środki wcześniej – radzi Mateusz Kowalczyk, prezes platformy bitstar.pl

 

Jeśli jednak zdarzy się, że padliśmy ofiarą nieuczciwego kontrahenta, nie warto się załamywać. Podobnie jak w przypadku zwykłej transakcji, możemy liczyć na pomoc wymiaru sprawiedliwości, ponieważ płatność Bitcoinami traktowana jest jak kradzież innych dóbr. Istnieje również szereg zaawansowanych narzędzi kryptograficznych, które pozwalają nie tylko zabezpieczyć się przez kradzieżą, ale mogą być również pomocne w wyśledzeniu sprawcy.

 

Ponadto, warto zwrócić uwagę na fakt, iż kupując Bitcoiny na wirtualnych giełdach ryzyko oszustwa ze strony nieuczciwego kontrahenta praktyczne nie istnieje. Dzieje się tak, ponieważ środki klienta są przed zawarciem zlecenia w całości deponowane na giełdzie w celu zabezpieczania wykonania transakcji.

 

Giełda bitstar została założona przez grupę entuzjastów waluty bitcoin i innych zdecentralizowanych technologii, którzy posiadają wieloletnie doświadczenie zawodowe w obszarach IT, zabezpieczeń, finansów czy budowania kapitału. Liderami projektu są Mateusz Kowalczyk, absolwent Politechniki Warszawskiej, który pracował m.in. przy tworzeniu superkomputera w Narodowym Centrum Badań Jądrowych oraz Grzegorz Sułkowski, specjalista od budowania rozwiązań technologicznych i administracji serwerami. Idea stworzenia giełdy bazującej na sprzedaży i kupnie kryptowaluty powstawała we współpracy z funduszem inwestycyjnym Bonuscard, wykorzystującym środki unijne z programu 3.1. Projekt uzyskał również wsparcie finansowe w ramach Działania 8.2 Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka.

 

Źródło: Corepr

Udostępniasz reklamę na swoim blogu? Musisz rozliczyć się z fikusem ryczałtem

Wyświetlając na swoim blogu reklamy osoba prowadząca go osiąga zysk, z którego musi się rozliczyć z fiskusem. Minister Finansów zgodził się jednak na objęcie tego dochodu ryczałtową stawką na poziomie 8,5 proc.

Nie jest rzadkim zjawiskiem, że osoba prowadząca własną stronę internetową lub blog udostępnia na nim część powierzchni na reklamę. Odbywa się to w ten sposób, że właściciel strony podpisuje umowę z przedsiębiorcą, który chce promować swoją działalność, na blogu pojawia się reklama tej firmy, a wysokość wynagrodzenia zależna jest od liczby kliknięć. Do tej pory zyski uzyskiwane przez osobę fizyczną z tytułu udostępniania powierzchni reklamowej były uważane, jako przychody z innych źródeł i objęte progresywnym podatkiem dochodowym w stawkach 18 proc. i 32 proc.

W maju tego roku poznański urząd skarbowy wydał indywidualną interpretację i rozstrzygnął kwestię zawartej umowy o udostępnianie, która umożliwiała firmie posiadanie pełnej kontroli nad wyświetlaniem reklamy, a właścicielowi witryny zapewniała wynagrodzenie. Urząd skarbowy ocenił, że w celu rozliczenia przychodu z tego kontraktu właściciel witryny nie może wykorzystać ryczałtu od dzierżawy, ponieważ umowa nie posiada cech umowy dzierżawy. Kwalifikuje się ona do umów nienazwanych, w której stosunki prawne strony podpisujące umowę formułują w sposób odpowiadający im i swobodny.

Z kolei sądy w swoich orzeczeniach dotyczących udostępniania powierzchni witryny internetowej pod reklamę zgadzały się na ryczałt. Stwierdzono bowiem, że umowa udostępniania powierzchni internetowej pod reklamę co prawda jest umową nienazwaną, ale wykazuje podobieństwo do umowy dzierżawy czy najmu. Co więcej, zdaniem sądów w tej umowie nie zostaje stwierdzona dzierżawa czy wynajem jakiejś rzeczy, ale ma miejsce oddanie do wykorzystania bytu wirtualnego, czyli kawałek powierzchni strony.

Te odmienne stanowiska zmuszały właścicieli stron do wkroczenia na drogę sądową, aby móc rozliczać się z udostępniania części witryny w formie ryczałtu o stawce 8,5 proc. Jednak w ubiegłym miesiącu Minister Finansów rozstrzygnął dotychczasowy spór na korzyść podatników. Została wydana interpretacja ogólna, zgodnie z którą osoby fizyczne zarządzające stronami internetowymi mogą zaliczać wynagrodzenie uzyskane z udostępniania części powierzchni strony pod reklamę do tego samego źródła przychodów, co dzierżawa, najem czy pozostałe umowy o podobnym charakterze. To zaś powala na opodatkowanie przychodów z takich umów ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych.

Joanna Walerowicz

mojszmal.pl

Wciąż właściciele mieszkań mogą tylko pomarzyć o deflacji

We wrześniu po raz trzeci z rzędu mieliśmy do czynienia z deflacją. Nie przeszkodziło to w niewielkim wzroście kosztów utrzymania mieszkania pomimo taniejących mebli, sprzętu AGD i niektórych nośników energii. Na ten cel statystyczna czteroosobowa rodzina wydaje około 885 zł miesięcznie, czyli prawie tyle samo co w styczniu – wynika z szacunków Lion’s Bank.

 

Zgodnie z przewidywaniami ekonomistów wrzesień był trzecim z rzędu miesiącem deflacji. W ciągu roku ceny dóbr i usług konsumpcyjnych spadły o 0,3%. Tak niski odczyt powoduje, że coraz bardziej prawdopodobny zdaje się scenariusz obniżenia kosztu pieniądza przez Radę Polityki Pieniężnej jeszcze w bieżącym roku.

 

Ubranie i transport znacznie tańsze niż przed rokiem

 

W ostatnich 12 miesiącach najmocniej drożały dobra i usługi związane z łącznością (4% r/r). Na drugim miejscu, pod względem dynamiki wzrostu cen, uplasowały się restauracje i hotele (1,4% r/r), a na trzecim edukacja ze wzrostem cen o 1,2% (r/r). Z drugiej strony, we wrześniu 2014 r. mniej niż rok wcześniej trzeba było płacić za: dobra i usługi związane z odzieżą i obuwiem (4,7% r/r), transportem (3,2% r/r) oraz w znacznie mniejszym stopniu żywnością (0,8% r/r).

 

We wrześniu najmocniej taniała domowa chemia

 

Opublikowane przez GUS dane zawierają także informacje o tym, jak ceny dóbr i usług zmieniły się pomiędzy sierpniem i wrześniem bieżącego roku. W obszarze tym zmiany były raczej niewielkie. O 0,2% więcej trzeba było płacić za opał i energię cieplną, a o 0,2% mniej trzeba było płacić za środki czyszczące i konserwujące.

 

W dłuższym horyzoncie czasowym – jednego roku – dokładniejsze dane dostępne są za sierpień. Sugerują one, że za energię elektryczną statystyczny Polak płacił o 2,3% mniej niż przed rokiem, ceny sprzętu AGD spadły o 1,7%, a mebli, dywanów, art. dekoracyjnych i oświetleniowych o skromne 0,3%. Z drugiej strony o 2,1% więcej trzeba płacić za gaz, a energia cieplna zdrożała w ciągu roku o 2,4%.

 

Zmiana cen szybko do celu nie wróci

 

W najbliższych miesiącach inflacja powinna utrzymywać się na niskim poziomie. Taki scenariusz jest przewidywany nie tylko w lipcowej projekcji inflacji NBP, ale też przez ekspertów z Biura Inwestycji i Cykli Ekonomicznych (BIEC). Opublikowany przez nich Wskaźnik Przyszłej Inflacji od miesięcy pozostaje na niskim poziomie. W październiku wskaźnik obniżył się o 0,4 pkt. Co nadmiernie nie dziwi, w ocenie ekspertów BIEC zagrożenie odbicia inflacyjnego jest w dalszym ciągu niewielkie. Przypomnijmy, że wskaźnik publikowany przez biuro stanowi prognozę o kilkumiesięcznym horyzoncie.

 

Utrzymanie domu nieznacznie droższe niż rok temu

 

W październiku poznaliśmy też statystyki GUS pokazujące kwotowo, ile przeciętny Polak wydawał co miesiąc na utrzymanie mieszkania w 2013 roku (badanie „Budżety gospodarstw domowych”). Wynika z nich, że średnio w grudniu 2012 roku wydatki wynosiły 220,56 zł. Dotychczas Lion’s Bank szacował wydatki przeciętnego gospodarstwa domowego na podstawie danych urzędu za grudzień 2012 roku.

 

Na utrzymanie mieszkania, podobnie jak w przypadku koszyka inflacji, składają się koszty eksploatacyjne, energii i wody. Na podstawie tempa wzrostu cen można szacować, że dziś na utrzymanie mieszkania czteroosobowa rodzina wydaje 884,9 zł, czyli niespełna złotówkę więcej niż w sierpniu czy styczniu br. W ciągu 12 miesięcy koszt utrzymania modelowej rodziny podniósł się o 13,5 zł.

 

Bartosz Turek

Źródło: Lion’s Bank

Oprocentowanie kredytów nadal może przekraczać 12%

Dzięki obniżce stóp procentowych, maksymalny dopuszczalny przez prawo poziom oprocentowania został obniżony z 16% do 12%. Wiele osób zadłużających się w najbliższym czasie może jednak bardzo się zdziwić, gdy zobaczy, że rzeczywista stopa procentowa kredytu wynosi np. 17%. Taka sytuacja nie oznacza wcale łamania prawa przez bank. Jak zauważa Expander, oprocentowanie rzeczywiste uwzględnia bowiem nie tylko odsetki, ale też inne koszty. Te natomiast obecnie nie są w żaden sposób ograniczone.

 

Co to jest RRSO?

RRSO, czyli rzeczywista roczna stopa oprocentowania jest czymś innym niż oprocentowanie (nominalne) kredytu. To drugie decyduje jedynie o wysokości należnych odsetek. RRSO to natomiast coś w rodzaju wskaźnika, który pomaga porównywać różne oferty kredytowe. Na jego poziom ma wpływ nie tylko wysokość odsetek, ale również innych kosztów. Właśnie dlatego może przekroczyć 12%. Takiemu ograniczeniu podlegają bowiem jedynie odsetki. Prowizje i inne opłaty mogą być obecnie dowolnie wysokie. Zdarza się na przykład, że klienci z niezbyt dobrą historią kredytową, otrzymają pożyczkę tylko jeśli zapłacą prowizję sięgającą kilkunastu procent przyznanej kwoty. Taka opłata może spowodować drastyczny wzrost RRSO do niebotycznego poziomu sięgającego np. 50%.

 

Najważniejszą zaletą RRSO jest to, że pozwala porównywać oferty uwzględniając wszystkie koszty kredytu. Warto jednak dodać, że ułatwia również podjęcie decyzji, gdy suma kosztów kredytu różnych ofert jest taka sama, ale ich oprocentowanie i prowizje będą zupełnie inne. Łatwo to zobaczyć gdy porównamy dwa przykładowe kredyty na kwotę 5 000 zł zaciągnięte na pół roku. Jeden z nich ma oprocentowanie wynoszące 12% i wymaga zapłacenia niskiej prowizji w wysokości 1%. Aby uzyskać drugi kredyt, na tą sama kwotę i ten sam okres, trzeba zapłacić 2% prowizji, ale oprocentowanie jest znacznie niższe i wynosi zaledwie 8,62%.

 

Jeśli policzymy ile łącznie trzeba oddać bankowi, to okaże się, że w obu przypadkach suma odsetek i prowizji wynosi dokładnie tyle samo – 226,45 zł. RRSO wskazuje jednak, że bardziej opłacalna jest oferta z niższą prowizją. W jej przypadku dłużej możemy bowiem dysponować pieniędzmi, które w tej drugiej ofercie od razu musimy wydać na wyższą prowizję. Wskaźnik uwzględnia więc nie tylko wysokość ponoszonych kosztów, ale także wartość pieniądza w czasie.

 

Czemu RRSO jest tak wysokie?

Przy okazji warto dodać, że oprocentowanie rzeczywiste przykładowej lepszej oferty wynosi 16,70%. Czemu jest aż tak wysokie? Przyczyn jest kilka. Po pierwsze podwyższa je prowizja. Gdyby jej nie było RRSO wynosiłoby 12,68%, a więc znacznie mniej. Wciąż jednak byłoby wyższe niż 12%. Ta niewielka nadwyżka wynika z tego, że kredyt jest spłacany w ratach. Klient nie może więc przez całe 6 miesięcy cieszyć się pożyczonymi pieniędzmi. Już po miesiącu musi bowiem oddać nie tylko odsetki, ale także niewielką część długu. Wynika to z faktu, że każda rata składa się nie tylko z odsetek, ale także tzw. kapitału. Oprocentowanie rzeczywiste byłoby równe oprocentowaniu kredytu tylko wtedy, gdyby nie było prowizji, a dług byłby spłacany jednorazowo na koniec okresu kredytowania.

 

Jarosław Sadowski

Główny analityk firmy Expander

Źródło: Expander

Procedura zajęcia rachunków bankowych

Zarówno podczas egzekucji administracyjnej jak i sądowej, banki dokonują blokady na wszystkich rachunkach bankowych dłużnika do wysokości egzekwowanej kwoty, nawet jeżeli na jednym rachunku znajdują się wystarczające środki na pokrycie długu.

 

W przypadku, gdy organ egzekucyjny dokonuje zajęcia wierzytelności z rachunku bankowego jest ono skuteczne w odniesieniu do wszystkich rachunków bankowych dłużnika prowadzonych przez bank. W konsekwencji tego bank dokonuje blokady na każdym z rachunków posiadanych przez dłużnika do wysokości egzekwowanej kwoty. To z kolei powoduje wstrzymanie wypłat ze wszystkich rachunków i tym samym ogranicza dostęp do znacznie wyższych środków niż egzekwowana wierzytelność.

 

W przypadku egzekucji sądowej podstawą prawną zajęcia wierzytelności z rachunku bankowego jest art. 889 i następne Kodeksu postępowania cywilnego. W myśl art. 889 § 1 pkt 1 kpc zawiadomienie o zajęciu jest skuteczne także w wypadku niewskazania rachunku bankowego, w tym rachunku bankowego obejmującego wkład oszczędnościowy.

 

W sytuacji, gdy nie został wskazany numer rachunku bankowego zajęcie obejmie wszystkie rachunki dłużnika prowadzone przez bank, do którego skierowano zajęcie. W przypadku wskazania przez komornika konkretnego numeru rachunku, zajęciu ulega jedynie wierzytelność z tego rachunku. Jeżeli zajęcie zostałoby skierowane do konkretnego rachunku bankowego z podaniem jego numeru, bank nie jest zobowiązany do zajęcia innych rachunków bankowych, których posiadaczem jest dłużnik podany w tytule wykonawczym – nawet wówczas, gdy środki zgromadzone na rachunku wskazanym w zajęciu nie są wystarczające do zaspokojenia wierzyciela.

 

Liczne skargi w tej sprawie napływają do Rzecznika Praw Obywatelskich (dalej: RPO). Wynika z nich, że w praktyce organy egzekucyjne uznają za niepoprawne postępowanie banków w zakresie dokonywania zajęcia konkretnego rachunku bankowego zamieszczonego w zawiadomieniu o zajęciu, przy jednoczesnym pozostawieniu innych rachunków w stanie wolnym od zajęcia. W ocenie organów egzekucyjnych, wskazanie w zawiadomieniu jednego z rachunków dłużnika powoduje powstanie powinności po stronie banku zajęcia także wszystkich pozostałych rachunków dłużnika.

 

Problemem jest także terminowość przekazywania przez organy egzekucyjne informacji o uchyleniu zajęć egzekucyjnych. Autorzy skarg do RPO wskazują, że zwolnienie blokady na rachunkach bankowych nie następuje automatycznie po umorzeniu postępowania egzekucyjnego, lecz trwa jeszcze przez dłuższy okres czasu – nawet do miesiąca. To samo dotyczy sytuacji, gdy dojdzie do przekazania dochodzonej kwoty organowi egzekucyjnemu. W konsekwencji dłużnik zostaje pozbawiony możliwości korzystania z zablokowanych środków, pomimo tego, że doszło do umorzenia postępowania lub zaspokojenia wierzyciela.

 

Problemy ze sprawdzaniem danych dłużnika

 

Kolejną kwestią jest weryfikacja danych dłużnika w toku postępowania egzekucyjnego. Zdarzają się przypadki, gdy dochodzi do omyłkowego zajęcia rachunku bankowego osoby o identycznych danych co osoba zobowiązana, nie będącej jednak dłużnikiem.

 

RPO zwróciła się z prośbą do prezesa KRK o ustosunkowanie się do wskazanych wyżej problemów.

 

Krajowa Rada Komornicza proponuje zmiany w prawie

 

Odnosząc się do kwestii zajmowania rachunków bankowych „ponad potrzebę”, prezes Krajowej Rady Komorniczej w piśmie skierowanym do RPO stwierdził, że jeżeli środki na jednym rachunku wystarczają na zaspokojenie wierzytelności, egzekucja z innych jest bezprzedmiotowa. Ponadto dłużnik ma prawo skorzystać z możliwości, jakie daje art. 799 § 1 i 2 kpc. Zgodnie z treścią tego przepisu wierzyciel może w jednym wniosku wskazać kilka sposobów egzekucji przeciwko temu samemu dłużnikowi. Spośród kilku sposobów egzekucji wierzyciel powinien zastosować najmniej uciążliwy dla dłużnika. Jeżeli egzekucja z jednej części majątku dłużnika oczywiście wystarcza na zaspokojenie wierzyciela, dłużnik może żądać zawieszenia egzekucji
z pozostałej części majątku.

 

Prezes KRK stwierdził, że „blokowanie” wszystkich rachunków bankowych nie jest wynikiem wadliwego działania komorników sądowych, lecz wynikiem sposobu formułowania wniosku o wszczęcie egzekucji i wskazania sposobów egzekucji przez wierzycieli i komornik jest nimi związany. Wynika to z niewiedzy wierzycieli co do ilości środków zgromadzonych na rachunkach bankowych dłużnika.

 

W związku z powyższym KRK opowiada się za przywróceniem przepisów rozporządzenia w sprawie czynności komorników, uchylonych z powodu uchylenia przepisu delegacyjnego zawartego w art. 772 kpc. Rozporządzenie to mogłoby regulować czynności techniczne, jak konieczność uchylenia zajęć, a także moment i podstawę dokonania tych czynności.

 

Źródło: Portal Skarbiec.biz

Polscy eksporterzy ponoszą straty na Zachodzie

Polscy eksporterzy coraz częściej ponoszą straty nie tylko z tytułu utraconych rynków zbytu w wyniku embarga czy sanitarnych ograniczeń u naszych wschodnich sąsiadów. Chcąc to sobie zrekompensować kierują jeszcze większą część sprzedaży do innych państw, w tym na rynki unijne. Towarzyszy temu niestety ryzyko braku zapłaty. Krajami o najwyższym wskaźniku zaległości płatniczych wobec polskich eksporterów w 2014 roku są Czechy, Słowacja oraz Niemcy i Francja.

 

Ilość zleceń na odzyskanie należności od zagranicznych odbiorców polskiego eksportu jest w zasadzie powiązana z dynamiką jego wzrostu: dwucyfrowe, kilkunastoprocentowe zwiększenie eksportu w pierwszym i drugim kwartale oznaczało nawet dwukrotnie większy, bo ponad 35% wzrost ilości kierowanych do nas zleceń windykacji zagranicznej w porównaniu do I kwartału ubiegłego roku – stwierdza Maciej Harczuk, prezes Euler Hermes Collections. Zmniejszenie dynamiki wzrostu eksportu do kilku procent w III kwartale wciąż oznaczało dwukrotnie wyższy, bo blisko 15% wzrost ilości (ale w nie mniejszym stopniu także wartości) zleceń odzyskania pieniędzy od zagranicznych dłużników.

 

Kto nie płaci polskim odbiorcom?

Ilość (ale też analogicznie wartość) zleceń w windykacji zagranicznej wskazuje, iż największymi dłużnikami polskich przedsiębiorstw są firmy z krajów unijnych. Ryzyko braku zapłaty, o jakim możemy mówić na podstawie kierowanych do Euler Hermes zleceń nie rośnie jednolicie.

clip_image002 

 Nie rośnie także wprost proporcjonalnie do wartości eksportu do danego kraju. Wartość zleceń odzyskania należności od odbiorców z krajów unijnych jest wyższa niż ich procentowy udział w polskim eksporcie (do UE trafiło 76% polskiego eksportu w okresie I-VII 2014 – za GUS) – w portfelu Euler Hermes zlecenia w stosunku do firm z Unii Europejskiej stanowią około 90% zleceń windykacji zagranicznej.

Problemy z odzyskaniem należności na poszczególnych rynkach nie mają charakteru strukturalnego, branżowego ale nadal finansowy. Nadal wiele firm niezależnie od kraju i sektora ma problemy z finansowaniem swojej działalności. Stąd zróżnicowanie zleceń windykacji eksportowej w podziale na branże jest bardzo duże.

 

Do krajów o najwyższym wskaźniku zaległości płatniczych wobec polskich eksporterów w 2014 roku należą Czechy i Słowacja, gdzie już blisko 25% faktur ma znamiona opóźnienia powyżej 4 miesięcy. Mimo, iż Słowacja jest rynkiem docelowym (w omawianym okresie 2,5% polskiego eksportu – za GUS), to wśród zleceń windykacji zagranicznej Euler Hermes, aż trzykrotnie więcej, bo 7,7% dotyczyło dłużników z tego kraju. W obydwu tych krajach Euler Hermes pomagał polskim firmom odzyskać należności najczęściej w sektorach: transportowym, spożywczym, artykułów przemysłowych (stal) oraz tekstylnym.

Większy także niż procentowy udział eksportu do Włoch (4,6%) jest odsetek zleceń windykowanych przez Euler Hermes od odbiorców z tego kraju – prawie 7%. Recesja w dwóch poprzednich latach we Włoszech i minimalny wzrost, obecnie spotęgowały zatory płatnicze. Średni okres przeterminowania płatności, np. w sektorze żywnościowym czy tekstylnym jest dwukrotnie dłuższy niż w Polsce. Statystyki wyglądają niekorzystnie również dla włoskiego budownictwa i sektora usług dla ludności.

Jeszcze większą dysproporcję w strukturze polskiego eksportu – dużo większy odsetek zleceń windykacyjnych od polskich firm – Euler Hermes odnotowuje na odbiorców z Francji. Francuskie firmy są dłużnikami w przypadku 18% zleceń windykacyjnych, podczas gdy odbierają trzykrotnie mniej, bo niecałe 6% polskiego eksportu. Na rynku francuskim bieżący rok jest szczególnie niekorzystny dla dostawców z branży meblowej, żywności oraz motoryzacyjnej. W sąsiednim kraju – Belgii również nie jest dużo lepiej pod względem płatności na rzecz polskich dostawców – aż 4,4% zleceń windykacyjnych. Najczęściej odzyskiwanymi tam należności są te z tytułu eksportu mebli i elektroniki a także usług transportowych.

Pozostając przy największych rynkach na usługi odzyskania należności z zagranicy wspomnieć trzeba o Niemczech. Pomimo, iż moralność płatnicza firm niemieckich jest dobra na tle tych z innych krajów, a odsetek zleceń windykacyjnych (21,3%) jest niższy niż udział tego kraju w strukturze polskiego eksportu (25,8%), to w niektórych branżach np. transporcie, elektromaszynowej, poligraficznej czy informatycznej obserwujemy średnio dłuższy okres spłaty zobowiązań. Stąd też najwięcej zleceń windykacyjnych kieruje do Euler Hermes polski transport, ale także firmy z branż: chemicznej oraz dóbr konsumenckich: żywność, elektronika, AGD.

 

Konieczna jest zmiana myślenia i większa ostrożność

Domeną wielu polskich firm, chcących poprawić swoją sytuację biznesową poprzez eksport, jest to, że skupiają się przede wszystkim tylko na sprzedaży towarów, a nie na spływie należności. Wzrost ilości zleceń odzyskania należności od dłużników z krajów unijnych, na pewno wynika w pierwszej kolejności z mniejszej ostrożności, dbałości o weryfikację kontrahentów, a następnie o dokumentację towarzyszącą kontraktom i dostawom za granicę. Otwarcie granic nie oznacza bowiem zniesienia także wymogów formalnych, towarzyszących dokumentowaniu sprzedaży. Chociaż nie bez znaczenia są czysto ekonomiczne czynniki – kondycja danych odbiorców, branż czy gospodarek.

Z pewnością pewne spowolnienie tempa odradzania się europejskiej gospodarki w pierwszym półroczu 2014 roku skłaniało odbiorców z tych krajów do częstszego wstrzymywania zapłaty. Działał tutaj (i działa w obliczu wzajemnych sankcji w wymianie handlowej ze Wschodem) efekt czysto psychologiczny – przedsiębiorcy słysząc o pewnym spowolnieniu na rynku wewnętrznym, a następnie o potencjalnych stratach związanych z konfliktem na Ukrainie chcieli jak najwcześniej się do tego przygotować, zatrzymać jak największą część należności w swojej firmie – uważa Tomasz Starus, Członek Zarządu w Towarzystwie Ubezpieczeń Euler Hermes, nadzorujący pion oceny ryzyka.

Z analiz windykatorów Euler Hermes wynika, że wielu dłużników polskich firm nie płaci na czas, nie dlatego że nie może, ale po prostu nie chce. Z kolei polscy eksporterzy chcą (i słusznie zresztą) wyprzedzić innych, zdobyć większy udział na pozostałych rynkach, aby w ten sposób zrekompensować sobie ograniczenia eksportowe. Niestety obecnie ostrożność w doborze kontrahentów jest jeszcze bardziej wskazana – nadprodukcja żywności w całej Unii Europejskiej, presja na jej sprzedaż i niskie ceny skłaniają odbiorców do szukania nowych dostawców, częstej ich zmiany bez uregulowania należności wobec dotychczasowych partnerów.

Fakt, iż dłużnicy częściej obecnie zalegają z zapłatą polskim dostawcom, a jednocześnie dość dobrze współpracują gdy dojdzie do windykacji świadczy o tym, iż w dużej części przypadków jest to efekt postępowania polskich eksporterów, ich nieświadomego (mniej dokładne monitorowanie kontrahentów, zmniejszenie skrupulatności w obiegu dokumentów) lub świadomego tolerowania takich sytuacji. Świadomego, ponieważ stopniowo wydłuża się średnie przeterminowanie z jakim trafiają do Euler Hermes zlecenia windykacyjne. Jest to niebezpieczne, ponieważ trudno naprawdę w tej chwili wskazać konkretne branże, które przeżywają kryzys i w związku z tym dostawcy są w nich bardziej ostrożni. Utrudnia to właściwą ocenę sytuacji i unikanie ryzykownych transakcji, dodatkowo pogłębiane rozluźnieniem procedur przez polskich eksporterów w imię zwiększenia obrotów. Jest to o tyle niebezpieczne, że transakcje eksportowe są z reguły realizowane na większe kwoty niż w obrocie krajowym. Większy wolumen transakcji wynika zarówno z kosztów transportu, jak i konkurencyjności polskich wyrobów (cenowej) na rynkach zagranicznych. Średnia wartość zlecenia windykacyjnego na dłużnika z zagranicy jest ponad trzykrotnie wyższa w stosunku do zlecenia windykacyjnego na dłużnika w obrocie krajowym (i wynosi obecnie średnio ponad 70 tys. złotych).

 

Niemiecka moralność a wschodnie procedury

Sprzedaż do krajów Europy Wschodniej zawsze traktowana była jako ta z kategorii wyższego ryzyka – tak więc zaniedbania dotyczące sprawdzania kontrahentów, czy dokumentowania transakcji chociaż również występowały, to były rzadsze. Błędy te wynikały ze słabej znajomości lokalnych procedur (np. wymóg w określonych dokumentach stosowania okrągłej, a nie prostokątnej pieczęci firmowej) a także niestety – towarzyszącej im korupcji. Poza sektorem rolno-spożywczym sprzedaż na rynki wschodnie prowadzona była w sposób jeśli nie zachowawczy, to raczej przewidywalny. W odróżnieniu od eksportu na rynki unijne (bezpośredni eksport prowadzą nawet najmniejsze polskie przedsiębiorstwa), na rynki wschodnie sprzedawały nie tylko w większości firmy duże, ale także dostarczające wyroby do sprawdzonych, stałych odbiorców, często za pośrednictwem swoich nie tylko oddziałów, ale firm działających na lokalnym rynku. Stąd na tych rynkach straty są rzadsze, chociaż jeśli do nich dochodzi – wartość tych zleceń jest z reguły znaczna. Należności z Ukrainy i Rosji odzyskuje się trudno. Dotyczy to głównie działań sądowych ze względu na niską skuteczność komorników w tych krajach (korupcja, ale też niewystarczające wsparcie organów państwowych).

Zdecydowanie jednym z najlepszych płatników na tle innych państw pozostają Niemcy. Eksporterzy świadomie wybierają ten rynek z uwagi na wysoką moralność płatniczą. Należy jednak podkreślić, że w porównaniu z rokiem 2012 termin regulowania należności przez niemieckim kontrahentów – wydłużył się i w niektórych branżach, np. informatycznej, sięga nawet 70 dni. Słabą moralnością płatniczą wykazują się też firmy działające w dziedzinach przemysłu budowy maszyn i drukarskiego – podkreśla Agnieszka Sztyber, Dyrektor Działu Windykacji Międzynarodowej w Euler Hermes.

W 2014 roku polskim przedsiębiorcom gorzej współpracuje się także z firmami z Wielkiej Brytanii. Znacząco wzrosła liczba przeterminowanych płatności powyżej 90 dni ze strony odbiorców na Wyspach. Dotyczy to głównie transportu i handlu detalicznego.

W opinii ekspertów Euler Hermes w najbliższym czasie należy spodziewać się wzrostu zleceń windykacyjnych szczególnie na odbiorców z krajów Europy Środkowo-Wschodniej. W odniesieniu do 2012 roku, znacznie wzrosła wymiana handlowa z Czechami i Ukrainą co z pewnością wpłynie na zwiększenie ryzyka kredytowego i na ilość zleceń przekazywanych do windykacji. Z uwagi na spadek wzrostu gospodarczego, który odnotowuje Słowacja, zatory płatnicze zdecydowanie wzrosną również na tym rynku.

 

Wyłudzenia w eksporcie

W roku 2013 polscy eksporterzy stali się ofiarami największej od lat fali oszustw ze strony zagranicznych kontrahentów. Często mamy do czynienia z firmami, które z góry zostały powołane tylko po to aby wyłudzić towar podczas swojej krótkiej działalności. W bieżącym roku zauważyliśmy znaczący wzrost nierzetelnych odbiorców na terenie Wielkiej Brytanii i Francji (szczególnie w przemyśle mięsnym i meblowym). Często z powodu uśpionej ostrożności polskich przedsiębiorców oszustwo ma miejsce na samym końcu transakcji. Najczęściej jest to rezultatem zmiany punktu dostawy przez kogoś kto jest dobrze o niej poinformowany i który przejmuje towar.

Znane nam są również sytuacje, w których zamówienia złożył rzetelny kontrahent a nieuprawnione osoby poprzez stronę internetową prawie identyczną do oryginalnej strony odbiorcy, przejmują kontakt z eksporterem.

Dłużnicy wykorzystują wszelkie możliwe sposoby aby uniknąć lub opóźnić płatności. Na rynku włoskim odnotowujemy też coraz częstsze przypadki, gdy dłużnicy celowo składają wnioski o wszczęcie postępowania upadłościowego, aby chronić się przed wierzycielami, co pozwała im na opóźnienie realizacji płatności na rzecz polskich dostawców o kolejne 4-5 miesięcy.

 

Źródło: Euler Hermes