Archiwa blogu

WIG osiągnął poziom wysokiej hossy

Na Giełdzie Papierów Wartościowych indeks WIG zakończył drugi tydzień tego miesiąca bardzo wysoką hossą na poziomie 55,6 tys. pkt. To oznacza, że już niewiele brakuje mu do rekordowego poziomu sprzed siedmiu lat, kiedy to skończył z wynikiem 67,6 tys. punktów.

Obecny wynik może wydawać się nieco nielogiczny w obliczu napływających w ostatnim czasie danych makroekonomicznych dotyczących spadku tempa krajowej gospodarki. Przekłada się to również na trudności podmiotów giełdowych w polepszaniu swoich wyników finansowych, co z kolei jest niesprzyjające dla wzrostów kursów. Wskaźnik produkcji przemysłowej, który jest mocno związany z indeksem WIG, w zeszłym miesiącu osiągnął poziom o 1,9 proc. niższy niż przed rokiem. Jednak, mimo tego, rynek akcji odnotował wzrost.

Rynek giełdowy przewiduje sytuację gospodarczą z kilkukwartalnym wyprzedzeniem. Ostatnie dane makroekonomiczne wskazują na to, że nastąpi kolejna obniżka stóp procentowych, a to będzie skutkowało niższymi kosztami finansowymi firm. Będzie ona też miała wpływ na modele wyceniania spółek, co oznacza, że przy identycznym poziomie zysków, inwestorzy będą skłonni za akcje zapłacić więcej. Przy teraźniejszych niskich stopach na zyskowności tracą obligacje i depozyty, co powoduje, że inwestorzy poszukują wyższych stóp zwrotu na innych rynkach, w tym rynku akcji. Wszystko to pozwala domyślać się, iż można spodziewać się kontynuacji napływu pieniędzy do funduszy inwestujących w akcje.

W dalszej perspektywie czasu można przewidywać, że spadek stóp procentowych przełoży się na większą aktywność gospodarczą i wyższe tempo wzrostu gospodarczego.

Mówiąc krótko, rynek akcji wykorzystuje aktualnie scenariusz przewidujący, że spowolnienie ma tylko tymczasowy charakter.

Joanna Walerowicz

mojszmal.pl

All-in-one, czyli jakie korzyści płyną z kompleksowości usług w branży retail

W przypadku branży retail, jak żadnej innej, najważniejsze są terminy. W centrach handlowych przychody dzienne najemców liczy się w tysiącach złotych, nawet najdrobniejsza zwłoka generuje bardzo wysokie straty. Inwestorzy, najemcy powierzchni handlowych oczekują realizacji zlecenia w sposób efektywny, terminowy i optymalny kosztowo. Jednak w przypadku rozproszonej odpowiedzialności, gdy za projekt odpowiada jedna firma, głównym wykonawcą jest druga, a jeszcze inna dostarcza wyposażenie, skoordynowanie prac i rzetelne dopięcie realizacji jest wyzwaniem. W odpowiedzi na potrzeby inwestorów powstają firmy pełniące rolę profesjonalnych „one-stop shopów” – specjalizujące się w dostarczaniu kompleksowych rozwiązań. Przykładem takiej firmy jest Forbis Group.

Branża retail jest specyficznym rynkiem i rządzi się własnymi prawami. Do tej pory niewiele firm specjalizowało się wyłącznie w wąskiej dziedzinie usług projektowych dla tej branży, a takich, które oferowałyby kompleksowe usługi, nawet dziś jest niewiele. Dynamiczny rozwój centrów handlowych, nowo powstające obiekty, również w mniejszych miastach, rozbudowy i modernizacje tych starszych, mają ogromny wpływ na profesjonalizację branży, a tym samym podwykonawców i dostawców usług dla sektora retail.

– Hossa na rynku powierzchni komercyjnych stworzyła niszę dla szeroko pojętej branży budowlanej. Powstało wiele pracowni architektonicznych specjalizujących się w projektowaniu dla branży retail. Jednak mimo zauważalnego rozwoju i rosnącego doświadczenia polskich marek, problemem wciąż pozostaje rozproszenie prac, a co za tym idzie, ryzyko braku należytej kontroli nad każdym etapem realizacji. O ile w przypadku realizacji projektów dla inwestorów prywatnych można pozwolić sobie na pewną elastyczność, o tyle przy projektach dla inwestorów komercyjnych obowiązują sztywne terminy i standardy, których niedopełnienie skutkuje wysokimi karami umownymi. Tu faktorem sukcesu jest profesjonalizm i doświadczenie – wyjaśnia Marcin Powierza, dyrektor zarządzający Forbis Group.

Grupa Forbis dostrzegła potencjał tego segmentu rynku i stworzyła kompleksową strukturę. W szeregach Grupy funkcjonują działy odpowiedzialne za projektowanie oraz produkcję najwyższej jakości mebli na wymiar, oferujące kompleksowe wykonawstwo powierzchni biurowych, wyszkolone kadry wykonujące wszystkie niezbędne instalacje wewnętrzne, oraz rdzeń firmy zespół specjalizujący się w rozwiązaniach projektowych dla branży retail.

– Dzięki skupieniu wszystkich etapów realizacji zlecenia w jednym miejscu panuje ład komunikacyjny między działami odpowiedzialnymi za poszczególne elementy projektu, mamy również kontrolę nad harmonogramem prac i wszelkie odstępstwa od założonego planu możemy rozwiązywać „ad hoc”, bez wpływu na finalny efekt zlecenia – mówi Marcin Powierza.

Co zyskuje inwestor decydując się na usługi firmy, która zapewni realizację zamówienia od A-Z? Niezaprzeczalnym argumentem jest kontrola nad każdym etapem, od stworzenia projektu przez produkcję elementów wyposażenia, po prace wykończeniowe i oddanie lokalu pod klucz – tu cała odpowiedzialność skupia się w jednych rękach. Ponadto, ważnym elementem jest oszczędność czasu – zamiast pozyskiwać podwykonawców odpowiedzialnych za poszczególne elementy zlecenia, decyduje się na wybór jednej firmy. To ona bierze odpowiedzialność za terminowe wykonanie prac, nadzoruje ekipy montażowe, pilnuje realizacji założeń projektowych. Dzięki doświadczeniu zdobywanemu z każdym kolejnym zleceniem, pracownia zna wymogi jakie trzeba spełnić w poszczególnych galeriach handlowych, ponadto współpracuje ze sprawdzonymi firmami wykonawczymi na partnerskich zasadach.

Z uwagi na specyfikę branży zdecydowaliśmy się stworzyć własną fabrykę mebli Forbis Piemar. Dysponowanie własną linią produkcyjną mebli na wymiar daje nam nieograniczone możliwości – po pierwsze mamy możliwość wykonania mebli zgodnych z oczekiwaniami inwestora, po drugie nie jesteśmy uzależnieni od terminarza podwykonawcy, sami decydujemy co i kiedy trafi do produkcji – tłumaczy Marcin Powierza.

Nie bez znaczenia jest również koszt takich usług. Dzięki skupieniu wszystkich działań w strukturach jednej firmy inwestor zyskuje możliwość ograniczenia budżetu o marże, które byłby zmuszony zapłacić kolejnym podwykonawcom.

Forbis Group zrealizowała już szereg projektów w myśl idei kompleksowości usług – jedną z ostatnich realizacji jest całkowicie odświeżony salon znanej obuwniczej marki Wojas w Centrum Handlowym Arkadia w Warszawie. Forbis Group była odpowiedzialna za zaprojektowanie i aranżację wnętrza oraz wykonanie instalacji i prac budowlanych. W tym roku kompleksowa współpraca Forbis Group z inwestorami zaowocowała również takimi realizacjami, jak butiki marek Essenza Man oraz Infigo, czy food court w warszawskiej galerii Plac Unii City Shopping.

 Źródło: Forbis Group

Bessa nie grozi małym i średnim spółkom

Sytuacja na rynku małych i średnich firm coraz bardziej niepokoi inwestorów.Ma ona jednak raczej niewiele wspólnego z perspektywami naszej gospodarki.Choć tempo wzrostu PKB prawdopodobnie w najbliższym czasie wyhamuje, będzie to jedynie chwilowa zadyszka, która nie przeszkodzi w trwałej poprawie wyników spółek i notowań ich akcji.

 

Analizując sytuację i perspektywy segmentu małych i średnich firm warszawskiego parkietu, wypada zacząć od uświadomienia sobie dwóch istotnych faktów. Po pierwsze, obecne pogorszenie koniunktury, zarówno w przypadku mWIG40, jak i sWIG80 (obecnie MiS80) poprzedzone zostało trwającą niemal dwa lata hossą, niewrażliwą na oddziaływanie wielu negatywnych czynników, w tym także fundamentalnych. Po drugie, w ostatnim czasie widoczne są spore różnice między wskaźnikiem średnich spółek a indeksem maluchów, na korzyść tego pierwszego. Jednym z głównych czynników, za pomocą którego te różnice da się wyjaśnić, jest niższa płynność w przypadku firm najmniejszych i wynikająca z tego przypadkowość zmian kursów. Zniechęca ona także inwestorów, zarówno tych większych, instytucjonalnych, jak i indywidualnych. Z wyciąganiem poważniejszych wniosków, czyli doszukiwaniem się wzajemnych związków kondycji giełdowych „misiów” i gospodarki oraz obawami przed bessą, w takich warunkach lepiej zachować ostrożność.

 

2rgvaymVY63Gd_fbc8d13

 

Źródło: na podstawie danych GPW.

 

Hossa małych i średnich spółek zaczęła się niemal jednocześnie, pod koniec 2011 r. W tym samym czasie dynamiczny rajd rozpoczął także WIG20, jednak zakończył się on już w pierwszych dniach lutego 2013 r., a więc trwał zaledwie nieco ponad miesiąc, po czym indeks zniżkował aż do końca maja, pogłębiając dołek z jesieni 2011 r. Analogiczna korekta w przypadku mWIG40 i MiS80 rozpoczęła się nieco później i miała znacznie bardziej łagodny przebieg. Późniejszy rajd indeksu blue chips imponował dynamiką, lecz bykom impetu starczyło jedynie do pierwszych dni 2013 r. Od tego czasu WIG20 tkwi w trendzie bocznym o wyraźnie zmniejszającym się zakresie wahań. Tymczasem wskaźniki małych i średnich firm mniej spektakularnie, ale za to znacznie bardziej konsekwentnie szły w górę aż do późnej jesieni 2013 r., a więc niemal rok dłużej niż WIG20. Dwuletnia hossa wyniosła w górę wskaźnik najmniejszych firm o ponad 80 proc., a mWIG40 zyskał w tym czasie 66 proc.

 

W październiku 2013 r. rozeszły się zresztą drogi mWIG40 i MiS80. Wskaźnik maluchów znalazł się w silnej tendencji spadkowej, w wyniku której stracił ponad 20 proc., a więc spełnił formalne kryterium bessy. Natomiast indeks średnich spółek wszedł w trend boczny, zniżkując w najgorszym momencie nieco ponad 9 proc. Jeszcze mocniej różnice są widoczne z tegorocznej perspektywy. mWIG40 od początku roku zyskuje prawie 1 proc., a MiS80 traci ponad 17 proc. Negatywne oddziaływanie czynników związanych z osłabieniem koniunktury gospodarczej dotknęłoby prawdopodobnie w podobnym stopniu oba te segmenty naszego rynku.

Warto też przypomnieć, że od maja 2011 r. z 7,3 do 2,3 proc. obniżono wysokość składki trafiającej do OFE. To ograniczenie popytowej siły funduszy emerytalnych, po początkowym załamaniu na warszawskim parkiecie, wskaźniki małych i średnich firm zniosły o wiele lepiej niż WIG20. Nie ma więc powodu, by obecną słabość małych i średnich spółek wiązać wyłącznie z kolejną drastyczną redukcją roli OFE na warszawskim parkiecie.

 

Drugie przypomnienie, warte uwagi to fakt, że w czwartym kwartale 2011 r. polska gospodarka osiągnęła szczyt cyklu koniunkturalnego, a dynamika PKB wyniosła 4,9 proc., po czym znalazła się na równi pochyłej, zakończonej dołkiem w pierwszych trzech miesiącach 2013 r. Cały okres pogarszania sytuacji gospodarczej małe i średnie spółki przetrwały w bardzo dobrej kondycji. Kolejnym interesującym zjawiskiem jest fakt, że moment przełomu w gospodarce mWIG40 i MiS80 czciły kolejną dynamiczną fazą zwyżki. Szczyt hossy misiów przypadł na okres przyspieszenia tempa wzrostu PKB i zbliżania się do jego lokalnego maksimum, niekoniecznie kończącego cykl, lecz sygnalizującego przejściowe osłabienie, analogiczne do tego z lat 2004-2005. Tyle, że tym razem wszystkie prognozy mówią o kontynuacji wzrostu przez kolejne dwa lata, co sugerowałoby szczyt gospodarczej koniunktury w 2016 r. Za wcześnie chyba, by misie już ten moment dyskontowały.

 

Choć patrząc na zestaw czynników zewnętrznych i rodzimych, można się spodziewać pogłębienia spadkowej tendencji na naszym parkiecie, nie ma raczej podstaw do formułowania wniosków o wejściu rynku w fazę bessy. Choć trudno też liczyć na dynamiczny rajd w górę, można oczekiwać, że warszawskie indeksy zakończą rok na poziomach wyższych niż obecne.

 

Roman Przasnyski

Źródło:  Open Finance