Archiwa blogu

Ile będzie kosztowało OC dla tzw. „anglików”?

Od stycznia 2015 roku w Polsce będzie możliwa rejestracja samochodów z Wielkiej Brytanii i Irlandii, czyli takich z kierownicą po prawej stronie. Eksperci bezpieczeństwa ruchu drogowego oraz policja przyznają, że zwiększona liczba takich pojazdów może spowodować wzrost ryzyka wypadków z ich udziałem na polskich drogach, a co za tym idzie także odzwierciedlenie w wysokości stawek ubezpieczenia komunikacyjnego.

 

Pamiętajmy, że tego typu samochody są przeznaczone do poruszania się w całkowicie innych warunkach. Kierowca ma mocno ograniczoną widoczność – mówi mł. insp. Marek Konkolewski z Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej PolicjiSzczególnie trudne są w takim przypadku manewry wyprzedzania, omijania czy nawet wyjazdu z miejsca postojowego, które wymagają od kierowcy wysunięcia się na lewą stronę bądź prośby pasażera o pomoc.

 

Dużą przeszkodą przed sprowadzaniem brytyjskich aut do Polski może być cena ubezpieczenia komunikacyjnego. Obowiązkowe OC dla właścicieli tych aut może być droższe, lecz na niespełna trzy miesiące przed wejściem w życie nowych przepisów Towarzystwa Ubezpieczeniowe nie udzielają informacji odnośnie do wysokości stawek.

 

Towarzystwa Ubezpieczeniowe jeszcze nic nie ustaliły. Ceny OC pozostają wielką niewiadomą.Na pewno będą się różniły w zależności od Towarzystwa i będą zależały od wielu kryteriów, takich jak wiek auta, moc silnika czy bezwypadkowa jazda kierowcy –mówi Adrian Kościuk, Doradca w CUK Ubezpieczenia. Różnice w stawkach na pewno wyniosą od kilkudziesięciu do nawet kilkuset złotych, dlatego radzimy przyszłym polskim posiadaczom tzw. anglików porównać na początku stycznia ceny polis OC.

 

Dotychczas samochody sprowadzane z kierownicą po prawej stronie mogły być rejestrowane w Polsce jedynie po dokonaniu, kosztownej (od 4-10 tys. zł) modyfikacji polegającej na przełożeniu kierownicy oraz przeniesienia na drugą stronę pedałów gazu, sprzęgła i hamulca. Od stycznia 2015 roku zgodnie z nowymi przepisami jedyną wymaganą zmianą w tego typu aucie będzie przełożenie lusterek i świateł.

 

Źródło: CUK Ubezpieczenia

Będzie obowiązek wymiany prawa jazdy?

Aktualnie projektowane są zmiany w rozporządzeniu określającym wydawanie dokumentów stwierdzających uprawnienia do kierowania pojazdami. Głównym założeniem jest ujednolicenie przepisów na obszarze Unii Europejskiej oraz zwiększenie ich przejrzystości. Czy zatem zaistnieje obowiązek wymiany prawa jazdy?

Zdaniem resortu infrastruktury i rozwoju zmiana przepisów jest potrzebna, aby dostosować je do ustawodawstwa europejskiego, a także mają one wpływać na zwiększenie bezpieczeństwa ruchu drogowego w Polsce.

Najważniejsza zmiana dotyczy jasnego wskazania, że przyznanie uprawnień do kierowania pojazdami stanowi czynność administracyjną, a nie wyłącznie materialno-techniczną, jak wskazywałyby na to niektóre ośrodki. Oznaczałoby to, że osoba, która nie jest usatysfakcjonowana uzyskanymi wynikami może złożyć odwołanie, a tym, którzy zdali egzamin na prawo jazdy z wynikiem pozytywnym mieliby otrzymaną decyzję w formie gotowego dokumentu.

Ponadto, stworzony został schemat działania przewidziany w sytuacji wymiany obecnego dokumentu ze względu na modyfikację widniejących na nim danych. Umożliwiono także wymianę prawa jazdy wydanego poza granicami, w przypadku, gdy termin jego ważności minął.

Jednak dla kierowców kluczowe różnice będą dotyczyły kategorii uzyskanych uprawnień. Teraz na polskim dokumencie znajdują się tylko wynikowe kategorie, a nie cały zakres danych. W związku z tym, kierowca, który chce dokonać wymiany prawa jazdy na zagraniczny dokument będzie miał mocno utrudnioną sprawę, ponieważ zagraniczne organy ograniczają jej kompetencje. W celu uproszczenia tego procesu zaproponowano, aby również krajowy druk zawierał spis wszystkich uprawnień posiadanych przez daną osobę.

Zatem, jeśli wygląd prawa jazdy ulegnie zmianie i będzie wymagane, aby zawierało wszystkie uprawnienia to czy posiadaczy czeka obowiązkowa wymiana a razem z nią dodatkowe koszty?

Krzysztof Bandos, Prezes Polskiej Federacji Stowarzyszeń Szkół Kierowców tłumaczy, że w treści projektu nie ma regulacji nakładających obowiązek wymiany ważnych dokumentów, a to oznacza, że dotyczy to tylko dokumentów wydawanych po wejściu w życie rozporządzenia. Piotr Popa, rzecznik prasowy Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju dodaje, że osoba, która będzie chciała wymienić dokument, np. z powodu zmiany danych lub minął okres, na jaki został wydany, otrzyma już nowy druk.

Joanna Walerowicz

mojszmal.pl

Historyczne zyski nie powinny być jedynym kryterium wyboru funduszu

Dotychczasowe wyniki funduszu w niewielkim stopniu rzutują na jego potencjalne przyszłe dokonania. Warto o tym pamiętać i nie przykładać do historycznych stóp zwrotu funduszy zbyt dużej wagi.

 

Ustalenie właściwego dla nas profilu ryzyka, jakim powinny charakteryzować się fundusze, w które zainwestujemy, to tylko jedna strona medalu. Kolejnym dylematem jest wybór konkretnego produktu. Niemal w każdej spośród kategorii na jakie dzielą się fundusze jest zwykle po kilkanaście, a nawet po kilkadziesiąt pozycji. Pod względem podstawowych założeń co do strategii inwestycyjnej specjalnie nie różnią się one od siebie. Zawsze, oczywiście, warto zapoznać się z detalami, jednak zazwyczaj są to niuanse, nie mające większego znaczenia.

 

Niewątpliwie jednym z istotniejszych elementów różnicujących ofertę poszczególnych towarzystw funduszy inwestycyjnych są koszty. Koniecznie trzeba zwracać na nie uwagę, zwłaszcza na opłatę z tytułu zarządzania funduszem, bo pod tym akurat względem różnice między funduszami bywają spore.

 

Nie ulega jednak dyskusji, że tym co odgrywa największą rolę procesie wyboru funduszu, są wyniki osiągane w przeszłości. Z historycznymi stopami zwrotu wszelkich instrumentów inwestycyjnych jest jednak ten sam problem – nie ma żadnej gwarancji ich powtarzalności. Nie inaczej jest w przypadku funduszy. Żeby się o tym przekonać wystarczy porównać wyniki funduszy w różnych, następujących po sobie okresach.

 

Wyobraźmy sobie przykładowo inwestora, który ponad trzy lata temu podejmował decyzję, w które fundusze akcji polskich zainwestować. Kierował się przy tym trzyletnimi stopami zwrotu na koniec 2010 roku. Wybrany okres obejmował akurat również rok 2008, w którym na rynku panowała silna tendencja spadkowa, stąd wyniki prawie wszystkich funduszy akcji polskich (poza jednym wyjątkiem) były ujemne. Inwestor wybrał zatem po prostu trzy fundusze zajmujące najwyższe pozycje na liście. Kolejno były to SKOK Akcji (6,4 proc.), Allianz Akcji Plus (-0,5 proc.) i Inventum Akcji, który wówczas nazywał się jeszcze Idea Akcji (-0,6 proc.). Gdyby ten inwestor podzielił pieniądze na trzy równe części, każdą z nich inwestują w jeden z wymienionych funduszy, to po kolejnych trzech latach, na koniec 2013 roku, prawdopodobnie mocno by się rozczarował. Każdy z tych trzech funduszy wypracował bowiem stratę, przy czym jeden z nich zanotował kosmiczny, ponad 65-prov. Zjazd wartości jednostki. Po podsumowaniu wyników wypracowanych przez poszczególne fundusze, inwestor mógłby tylko stwierdzić, że zaliczył 25-proc. stratę.

 

Co więcej, gdyby nasz inwestor należał do tych bardziej roztargnionych i popełnił błąd i zamiast w trzy fundusze o najlepszych trzyletnich stopach zwrotu na koniec 2010 roku zainwestował w trzy najgorsze, tj. w Pioneer Akcji Polskich (-35,7 proc.), PKO Akcji Plus (-39,9 proc.) oraz PKO Akcji (-41,8 proc.), to po trzech latach też mogłaby go zmartwić strata na portfelu, ale zdecydowanie mniejsza, bo wynosząca tylko 6,5 proc.

 

Porównanie trzyletnich stóp zwrotu funduszy akcji polskich uniwersalnych

 

fundusz trzyletnie stopa zwrotu
na koniec 2010
trzyletnie stopa zwrotu
na koniec 2013
SKOK Akcji (SKOK PARASOL FIO) 6,4% -3,1%
Allianz Akcji Plus (Allianz FIO) -0,5% -6,5%
Inventum Akcji (Inventum FIO) -0,6% -65,3%
UniKorona Akcje (UniFundusze FIO) -7,9% 4,4%
Noble Fund Akcji (Noble Funds FIO) -8,7% 7,3%
Aviva Investors Polskich Akcji (Aviva Investors FIO) -12,3% 6,5%
Legg Mason Akcji (Legg Mason Parasol FIO) -13,2% 8,6%
Allianz Akcji (Allianz FIO) -13,5% -7,3%
Średnia -16,3% 0,5%
Skarbiec Akcja (Skarbiec FIO) -17,0% 0,5%
Skarbiec – Top Funduszy Akcji SFIO -17,0% -0,7%
Credit Agricole Akcyjny (Credit Agricole FIO) -18,0% -0,3%
Millennium Akcji (Millennium FIO) -20,3% -0,6%
KBC Akcyjny (KBC FIO) -20,8% 2,5%
BNP Paribas Akcji (BNP Paribas FIO) -21,0% -13,1%
BPH Akcji (BPH FIO Parasolowy) -21,2% -5,8%
Arka BZ WBK Akcji (Arka BZ WBK FIO) -21,6% -15,7%
ING Akcji (ING FIO) -21,9% -0,8%
Novo Akcji (Novo FIO) -22,0% -15,3%
Investor Akcji Dużych Spółek FIO -22,3% -1,3%
UniAkcje Wzrostu (UniFundusze FIO) -22,9% 13,2%
PZU Akcji KRAKOWIAK (PZU FIO Parasolowy) -23,4% -4,4%
MetLife Akcji Polskich (Światowy SFIO) -30,0% -6,4%
MetLife Akcji (Krajowy FIO) -31,1% -10,1%
Investor Akcji FIO -33,3% 8,0%
ING Selektywny (ING FIO) -35,0% -19,2%
Pioneer Akcji Polskich (Pioneer FIO) -35,7% -29,8%
PKO Akcji Plus (Parasolowy FIO) -39,9% 6,8%
PKO Akcji (Parasolowy FIO) -41,8% 3,7%

 

Źródło: Analizy Online.

 

Może biblijne „ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi” nie do końca oddaje zmiany zachodzące w tabelach prezentujących wyniki funduszy, łatwo jednak się zorientować, nawet na tak prostym przykładzie, że dotychczasowe wyniki funduszu raczej w niewielkim stopniu rzutują na jego potencjalne przyszłe dokonania. Warto o tym pamiętać i nie przykładać do historycznych stóp zwrotu funduszy zbyt dużej wagi, co oczywiście nie oznacza, żeby w ogóle się nimi nie interesować. Na uwagę zasługują z pewnością wszelkie rankingi funduszy, które między innymi oceniają regularność osiąganych przez nie wyników w kolejnych, postępujących po sobie okresach. Na bardziej zaawansowanych i dociekliwych inwestorów czeka też szereg wskaźników (m.in. beta, tracking terror, information ratio czy wskaźniki Jensena, Sharpe`a i Treynora), które pomagają ocenić skalę ryzyka ponoszonego przez zarządzającego funduszem w odniesieniu do wypracowanego przez niego zysku. Pomimo wielu zalet, wskaźniki te również nie są wolne od wad, a ich interpretacja potrafi nie być jednoznaczna.

 

Bernard Waszczyk

Źródło: Open Finance

Dom za miastem. Tysiące Polaków wpadło w pułapkę

Miało być pięknie: cisza, spokój piękny dom i własny ogródek. Ta wizja skusiła w ostatnich latach tysiące naszych rodaków, którzy ochoczo opuścili mury miast i wyjechali na wieś. Sielanki jednak nie ma – spora grupa „imigrantów” boryka się teraz z męczącymi dojazdami do pracy w mieście i rozwożeniem dzieci do przedszkoli oraz szkół.  A to tylko wierzchołek góry lodowej problemów. Czy z tej pułapki jest wyjście?

 

Miasta rozlały się na przedmieścia – zjawisko to nazywa się eskurbanizacją i od lat znane jest na Zachodzie. Teraz jego skutki odczuwamy także w Polsce. Urbaniści od lat ostrzegali, że takie wewnętrzne imigracje jeszcze odbiją się nam czkawką. Stało się. Według danych pochodzących z Narodowego Spisu Powszechnego w latach 2002 – 2011 spadła liczba mieszkańców miast (o ponad 200 tys. osób) zwiększyła się za to liczba mieszkańców wsi (o prawie 490 tys. osób). O ucieczkach z miastach informował też GUS. Migranci mieli jednak swoje mocne racje.

 

Do miasta w korkach i stresie

Ucieczki za miasto motywowane były i są głównie aspektami ekonomicznymi. Zakup domku w mieście to niebotyczny wydatek, ceny mieszkań w centrum nierzadko również są mocno wygórowane. Podmiejskie wsie kuszą mieszkańców niskimi cenami lokali, nęcą bliskością przyrody i świętym spokojem od miastowego zgiełku. Taka przeprowadzka ma jednak dwie strony medalu: szybko okazuje się, że owszem spokój był – ale kilka lat temu, bo teraz wieś zaludniła się innymi miejskimi przybyszami. Prawdziwym koszmarem są dojazdy do pracy, która najczęściej zostaje w mieście. Dojazd do rogatek miasta to jedno, przebijanie do centrum drugie. Godziny szczytu są dla kierowców bezlitosne – także na wylotówkach miast.

 

Oszczędności pójdą z benzyną

Do tego dochodzą jeszcze dzieci – wiejskie tereny sprzyjają miłym spacerom, ale dowożenie maluchów do przedszkoli i szkół, a potem na zajęcia pozalekcyjne to nierzadko czasochłonne i trudne logistycznie wyzwanie. Wyjazd do miasta staje się prawdziwą podróżą – zwykłe spotkanie  ze znajomymi, wyjście do kina czy na kawę zamienia się w wyprawę. W tym punkcie warto wspomnieć jeszcze o jednym aspekcie. Oczywiście – nie dziwi fakt, że ktoś chciałby kupić dom w cenie miejskiego mieszkania albo, że woli kupić 3 pokoje na wsi, niż 2 pokoje w mieście. Oszczędności w tym zakresie mogą jednak bardzo szybko stopnieć a raczej się spalić – większość osób dojeżdża do pracy samochodem. Codzienne przejeżdżanie np. 100 km oznacza pokaźne obciążenie domowego budżetu, nie mówiąc już o czasie, który należy poświęcić na dotarcie do celu.

 

Jak oni z tego wybrną?

Czy jest wyjście z tej sytuacji? Najlepiej dobrze przemyśleć decyzję o wyprowadzce. Opowieści znajomych o trudach życia pod miastem  już odstraszają innych śmiałków – Faktycznie, istnieje grupa klientów, która woli kupić cztery pokoje w mieście niż domek w szeregowcu pod miastem – mówi Przemysław Stefanowski z PBG Erigo  – Warto zauważyć, że tacy nabywcy muszą nieraz naszukać się mieszkania pasującego do ich wymagań, bo na rynku nada królują dwa pokoje. Dlatego na poznańskim Osiedlu Ecoria przygotowaliśmy też większe gabarytowo lokale i był to strzał w dziesiątkę. – dodaj Stefanowski. Co z tymi, którzy borykają się z trudnościami życia poza miastem? Gdzie leży klucz do rozwiązania ich problemów? Niektórzy już go znaleźli. Szukają pracy położonej blisko domu, posyłają dzieci do lokalnych placówek edukacyjnych. Sporo osób decyduje się jednak na „odwrót” – czyli powrót do miasta. Nie zawsze jest to jednak takie proste – bo najpierw trzeba sprzedać lokum w którym aktualnie się mieszka, a które zwykle kupione jest na kredyt. Należy wówczas liczyć się z tym, że bank każe nam uiścić opłaty z tytułu wcześniejszej spłaty kredytu. Potem trzeba znaleźć jeszcze coś odpowiedniego w mieście. Cała procedura, morze formalności – każdy musi ocenić sam czy jest gotowy na taką zamianę.

 

Źródło: PBG Erigo

Październik miesiącem wyboru niższej stawki podatkowej

Otrzymując pierwszy w roku przychód z wynajmu mieszkania właściciel ma minimum 20 dni, aby wybrać w jaki sposób rozliczać się będzie z tego tytułu z fiskusem. Do wyboru jest ryczałt (8,5%) oraz tzw. skala (18 i 32%). Pierwsze rozwiązanie jest popularne wśród osób mających co najwyżej 1-2 mieszkania na wynajem. Przeciętny podatnik, który wybrał ryczałt, osiąga przychód na poziomie 17,4 tys. zł – wynika z danych Ministerstwa Finansów za 2013 r.

Większość studentów znalazła już mieszkania, za których wynajem będą w najbliższych miesiącach płacić. Właściciele takich nieruchomości dochody z wynajmu muszą opodatkować. Jeśli osoba fizyczna w październiku otrzymała pierwszy w tym roku przychód, ma jeszcze czas, aby wybrać jak z tego tytułu chciałaby rozliczać się z fiskusem.

 

W październiku czas na wybór dla nowych inwestorów

 

Osoba fizyczna nieprowadząca działalności gospodarczej w zakresie wynajmu mieszkań ma do wyboru dwa sposoby rozliczeń:

 

1) za pomocą ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych (stawka 8,5%),

2) na zasadach ogólnych (stawki progresywne 18% od dochodu do kwoty 85 528 zł i 32% od każdej złotówki dochodu powyżej tej kwoty).

 

Domyślnym sposobem rozliczania z fiskusem jest w tym wypadku rozliczenie na zasadach ogólnych. Jeśli podatnik dopiero wynajął pierwsze mieszkanie, to o chęci skorzystania z ryczałtu musi poinformować urząd skarbowy do 20 dnia miesiąca następującego po tym, w który otrzymał pierwszy przychód z wynajmu. Jeśli właściciel nie zdąży w tym terminie, to kolejnym „okienkiem transferowym” jest dopiero styczeń (do 20 dnia). Wtedy można w urzędzie skarbowym zadeklarować chęć odmiennego niż dotychczas rozliczania się z fiskusem.

Nie powinno więc dziwić, że miesiącami, w których internauci są najbardziej zainteresowani kwestią podatków związanych z wynajmowaniem mieszkania są właśnie styczeń i październik.

 

Potwierdzają to dane firmy Google, które przeanalizował Lions Bank. Od lat najczęściej fraza „podatek wynajem” wpisywana jest w wyszukiwarkę w styczniu. Drugim momentem sporego zainteresowania internautów tym tematem jest październik, kiedy to jednak ilość zapytań jest o 31% niższa niż w styczniu. Najmniej dylematów podatkowych nurtuje właścicieli mieszkań na wynajem w maju. Wtedy zainteresowanie tematem jest przeciętnie o połowę niższe niż w styczniu.

 

Dochód to przychód minus koszty

 

Jak wybrać, aby możliwie ograniczyć wielkość płaconych podatków? Przede wszystkim należy zrozumieć różnicę w obu systemach rozliczeń. Na pierwszy rzut oka wydaje się bowiem, że najbardziej atrakcyjną formą rozliczeń dla podatnika byłoby płacenie podatku o stawce 8,5%. Diabeł jak zwykle tkwi jednak w szczegółach. Niższa stawka naliczana jest od przychodu, a więc po prostu od kwoty czynszu otrzymywanego przez właściciela. W przypadku rozliczenia na zasadach ogólnych (stawka 18% i 32%) podstawą do obliczenia podatku jest nie przychód, ale dochód, a więc przychód pomniejszony o koszty jego uzyskania. Jakie to mogą być koszty?

 

Odsetki od kredytu zaciągniętego na zakup nieruchomości, amortyzacja, podatek od nieruchomości, opłata za użytkowanie wieczyste, opłaty eksploatacyjne płacone do wspólnoty lub spółdzielni, a nawet koszty związane z zawarciem umowy najmu (np. notarialne lub prowizja pośrednika) czy nakłady na odświeżenie i wyposażenie lokalu. W efekcie może się okazać, że podatek rozliczany na zasadach ogólnych będzie, pomimo wyższej stawki, faktycznie kwotowo niższy, niż w przypadku rozliczania ryczałtem ze stawką 8,5%. Możliwe jest nawet, że osiągając przychody nie będzie trzeba płacić w ogóle podatku – np. dzięki odpisom amortyzacyjnym.

 

Ryczałt lepszy przy mniejszej skali działania

 

W praktyce wydaje się, że ryczałt jest też rozwiązaniem częściej stosowany przez osoby, które mają jedno – dwa mieszkania, które wynajmują, a więc skala ich działania jest relatywnie niewielka. Potwierdzają to dane Ministerstwa Finansów, z których wynika, że przeciętny przychód z wynajmu, którzy otrzymały osoby rozliczające się ryczałtem w 2013 roku wyniósł 17,4 tys. zł (w przeliczeniu na miesiąc daje to przychód na poziomie 1450 zł).

 

Niekwestionowanym plusem tej formy rozliczeń jest prostota – wystarczy pomnożyć kwotę otrzymanego czynszu przez 8,5% i właściciel już otrzymuje wynik, który stanowi jego zobowiązanie podatkowe. Minusem jest natomiast niemal brak możliwości optymalizowania wysokości płaconych danin, która jest możliwa do przeprowadzenia w przypadku płacenia podatku od dochodu z wynajmu.

 

Warianty amortyzacji lokali mieszkalnych

 

Jednym z kosztów, który może obniżyć zobowiązanie podatkowe w przypadku wynajmu mieszkania jest amortyzacja. Jest to szczególnie lubiany prze właścicieli typ kosztu, bo nie powoduje w danym momencie wydatków, a jedynie ma obrazować zużycie środka trwałego jakim jest mieszkanie. Właściciele mieszkań mogą zastosować stawkę amortyzacji lokalu na poziomie 1,5% wartości prawa własności do lokalu rocznie. Dla porównania, gdy osobie przysługuje spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu, możliwe byłoby skorzystanie ze stawki 2,5%. Dzięki takiemu zabiegowi dochód do opodatkowania obniżyłby się rocznie dodatkowo o 3 tys. zł w przypadku mieszkania o wartości początkowej 300 tys. zł. Skutkowałoby to zmniejszeniem kwoty należnej fiskusowi, a nie miałoby żadnego bezpośredniego wpływu na faktycznie ponoszone w danym okresie koszty. W tym prostym przypadku nabycie spółdzielczego własnościowego prawa do mieszkania na wynajem jest więc dla właściciela korzystniejsze podatkowo niż zakup prawa własności. W jeszcze lepszej sytuacji są ci, którzy kupują co najmniej pięcioletnie mieszkania na rynku wtórnym. W tym przypadku stawka amortyzacji może wynieść nawet 10%. Takie rozwiązanie możliwe jest jednak jedynie w przypadku prawa własności do nieruchomości.

 

Przykład? Przyjmijmy, że na wynajem przeznaczono kupione na kredyt mieszkanie o wartości początkowej na poziomie 300 tys. zł. Może ono generować roczny przychód w kwocie 18 tys. zł. Właściciel w takim przypadku do kosztów może zaliczyć amortyzację (4 500 zł rocznie), podatek od nieruchomości (dla lokalu o powierzchni 50 m kw. z niewielkim udziałem w gruncie pod budynkiem można je oszacować na 55 zł w skali roku) oraz odsetki od kredytu. Uwaga! Kosztem uzyskania przychodu nie jest część kapitałowa raty obniżająca saldo kredytu. W przypadku mieszkania wartego 300 tys. zł zadłużenie na 30 lat w złotych z 10-proc. wkładem własnym, przy oprocentowaniu 4,5%, wymagać będzie opłacania odsetek w średniej wysokości 7 417zł rocznie (będą one znacznie wyższe na początku kredytowania i wyraźnie niższe pod koniec).

 

W nakreślonym przykładzie podatnik musiałby zapłacić ryczałt w kwocie 1 530 zł (8,5% przychodu). Podatek na zasadach ogólnych oszacować można natomiast na 1 085 zł w przypadku opłacania podatku 18-proc. na zasadach ogólnych i 1 929 zł, gdy podatnik wchodzi w drugi próg podatkowy. W efekcie, w założonym przypadku, opłacanie podatku według skali, a nie w formie ryczałtu, może się okazać rozwiązaniem optymalnym podatkowo (dla osób z rocznym dochodem mieszczącym się w pierwszej skali).

 Roczne obciążenia podatkowe z przychodów z tytułu wynajmowania lokalu

Wyszczególnienie
Ryczałt 8,5% Podatek na zasadach ogólnych wg skali
stawka 18% stawka 32%

Roczne przychody z najmu

18 000 zł

Koszty uzyskania przychodu

Amortyzacja

4 500 zł

Podatek od nieruchomości

55 zł

Przeciętna roczna wysokość odsetek od kredytu hipotecznego (zaciągniętego w PLN na 30 lat na całą wartość nieruchomości)

7 417 zł

Przychód / dochód do opodatkowania

18 000 zł

6 028 zł

Należny podatek

1 530 zł

1 085 zł

1 929 zł

Wymienione w przykładzie koszty nie zamykają oczywiście katalogu tych, które mogą obniżyć wysokość kwot wpłacanych na rachunek fiskusa. Do kosztów uzyskania przychodu można także zaliczyć wydatki na wyposażenie (np. meble) i remont mieszkania. Należy oczywiście pamiętać, że na potrzeby rozliczeń podatkowych trzeba posiadać dokumenty potwierdzające poniesienie kosztów np. remontu czy zakupu mebli. Najlepiej gdyby były to faktury, choć nie wykluczone jest dopuszczenie także np. paragonów – wynika z interpretacji indywidualnej z 4 marca 2013 r., sygn. IBPBII/2/415-1566/12/MW.

 

Bartosz Turek

Źródło:  Lions Bank

Ryczałt na przejazdy miejscowe podczas delegacji

Ryczałt na dojazdy miejscowe podczas podróży służbowej stanowi 20 proc. wartości diety. Jest on naliczany za każdą dobę podróży służbowej, ale tylko w przypadku, gdy delegowany pracownik ponosi koszty dojazdów środkami komunikacji miejskiej.

20 proc. kwoty diety wynosi obecnie 6 zł. Ryczałt na przemieszczanie się środkami komunikacji miejscowej nie jest przyznawany pracownikowi automatycznie tylko na podstawie liczby rozpoczętych dób podróży służbowej. Prawo do ryczałtu przysługuje na podstawie udokumentowanych dowodów poruszania się środkami miejskimi, np. biletów, rachunków, paragonów.

W większości miast przyznawany ryczałt w kwocie 6 zł nie starczy na opłacenie dwóch przejazdów, czyli nabycie dwóch biletów. Faktycznie, więc nie jest to suma, która wyrówna pracownikowi poniesiony wydatek. W sytuacji, gdy pracodawca nie podważa tego, że zatrudniony musiał zapłacić za przejazdy kwotę przekraczającą wartość ryczałtu, to należy uznać, że musi oddać pracownikowi nadwyżkę kosztów. Zasadą w takich przypadkach powinno być ustalenie pomiędzy stronami wartości wydatków przed podróżą służbową lub powiadamianie pracodawcy przed ich dokonaniem. W szczególnych wypadkach zatrudniający może uznać wydatki, o których dowiedział się po fakcie. Tego rodzaju aspekty warto określić w regulaminie wynagradzania lub w załączniku do niego, który będzie odrębnym dokumentem regulującym podróże służbowe.

Przy rozliczeniu przejazdów środkami komunikacji miejscowej pracownik dokumentuje je skasowanymi biletami. Taki dokument wystarcza, aby stanowiło potwierdzenie dokonanego wydatku. Pracownik dostaje zwrot kosztów związanych bezpośrednio z przemieszaniem się. Przejazd komunikacją miejscową wymaga bowiem posiadania skasowanego biletu. Jeżeli tak nie jest, oznacza to, że zatrudniony nie wypełnił warunków umowy przejazdu. W takiej sytuacji pojawia się uargumentowane domniemanie, że pracownik nie przemieszczał się środkami transportu miejscowego w lokalizacji docelowej. Posiadanie nieskasowanego biletu nie może być traktowane jako potwierdzenie poniesienia kosztów przejazdu, ponieważ stanowi jedynie poświadczenie poniesienia wydatków na jego zakup. Ponadto, stosowne przepisy przewidują możliwość rozliczenia rzeczywistych kosztów przejazdów przekraczających wartość ryczałtu.

Joanna Walerowicz

mojszmal.pl

Studencie – wynajmujesz mieszkanie? Ubezpiecz się

Zgodnie z danymi Głównego Urzędu Statystycznego liczba studentów w Polsce spada z każdym rokiem. Nadal jest ich jednak około 1,6 mln i to właśnie żacy wciąż stanowią znaczną część klientów na rynku wynajmu mieszkań. Do miast z największą liczbą studentów od lat należą Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań, Łódź, Lublin, Gdańsk oraz Katowice.

Zbliżający się początek roku akademickiego to szczególnie gorący okres podejmowania decyzji o najmie lokum. Po znalezieniu upragnionego lokalu warto rozważyć również zakup ubezpieczenia mieszkaniowego. Liczba najemców kupujących tego typu ochronę systematycznie rośnie, chociaż zdecydowana większość ciągle nie zdaje sobie sprawy z możliwości ubezpieczenia swojego majątku.

– Takie ubezpieczenia ma w ofercie coraz więcej firm. Oczywiście samo mieszkanie może ubezpieczyć tylko właściciel ale najemca może ochronić posiadane w nim ruchomości. Na przykład Proama daje możliwość objęcia ochroną posiadanych przez najemców ruchomości domowych. Pod tym zagadkowym pojęciem kryją się między innymi rzeczy takie jak sprzęt komputerowy, sprzęt RTV i AGD, meble, odzież, przedmioty osobistego użytku oraz sprzęt sportowy i turystyczny – wyjaśnia Elżbieta Ćwietków, Agent Ubezpieczeniowy

Ubezpieczenie tego rodzaju chroni przed skutkami utraty lub zniszczenia wspomnianych elementów majątku wskutek zdarzeń losowych takich jak m. in. pożar, zalanie, przepięcie , dewastacja, dym i sadza, deszcz nawalny, uderzenie pioruna, eksplozja, huragan, grad, lawina oraz trzęsienie ziemi. Co bardzo istotne, istnieje możliwość rozszerzenia ochrony ubezpieczeniowej o kradzież z włamaniem i rabunek.

Decydując się na ubezpieczenie mieszkaniowe warto również rozważyć nabycie ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej (OC). Taka polisa zabezpieczy przed koniecznością samodzielnego pokrycia skutków szkód wyrządzonych osobom trzecim w związku z użytkowaniem wynajmowanego mieszkania bądź domu. Mówiąc bardziej obrazowo, takie ubezpieczenie pozwoli pokryć koszty remontu mieszkania sąsiada, którego zalaliśmy pozostawiając odkręcony kran w trakcie przerwy w dostawie wody bądź w wyniku pęknięcia rury w trakcie remontu łazienki.

– W Proama najemcy mogą rozszerzyć ubezpieczenie OC, związane z użytkowaniem nieruchomości o ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej najemcy. Taka polisa przenosi na ubezpieczyciela odpowiedzialność za szkody w mieniu wynajmującego, wyrządzone nieumyślnie przez najemcę. W związku z tym, w sytuacji wspomnianego wcześniej zalania, ubezpieczyciel zwróciłby także koszty naprawy uszkodzeń w wynajmowanym mieszkaniu – dodaje Elżbieta Ćwietków, Agent Ubezpieczeniowy.

Koszt ubezpieczenia mieszkaniowego zależy przede wszystkim od wybranego zakresu ochrony przy czym składka za polisę dla najemcy będzie się wahała od kilkunastu do kilkudziesięciu złotych rocznie. Jest to kwota, którą warto wydać, aby zwiększyć poziom swojego bezpieczeństwa, a co za tym idzie – zapewnić sobie spokojny sen. Podczas rozważań nad zakupem polisy, warto wziąć pod uwagę koszt ewentualnych szkód, który może być wyrażony w tysiącach złotych przekraczając możliwości finansowe niejednego studenta.

 

Damian Zieliński, kierownik ds. ubezpieczeń mieszkaniowych w Proama

 

Źródło: Proama

Dodatkowe zajęcia, dodatkowy koszt

Z danych CBOS wynika, że w roku szkolnym 2013/14 blisko połowa rodziców (46%) deklarowała chęć posyłania dzieci na pozalekcyjne, płatne zajęcia edukacyjne lub ogólnorozwojowe. Domowy budżet przeznaczany przez polskie rodziny na ten cel wynosi średnio 268 zł miesięcznie, choć kwoty charakteryzują się znaczną rozpiętością i dochodzą nawet do 4 000 złotych[1]. Eksperci Związku Firm Doradztwa Finansowego radzą, aby wydatki na dodatkowe zajęcia dla dzieci dokładnie zaplanować i uwzględniać w rodzinnym budżecie z odpowiednim wyprzedzeniem.

Przykładowe zestawienie wydatków na dodatkowe zajęcia edukacyjne
Zajęcia Cena (miesięcznie)
Od Do
Kurs językowy
(w zależności od poziomu)
140 zł 260 zł
Sport
(np. piłka nożna, tenis)
25 zł 450 zł
Taniec
(np. hip-hop, towarzyski)
20 zł 280 zł
Warsztaty naukowe
(np. programowaie, robotyka)
60 zł 425 zł
ŁĄCZNIE 245 zł 1415 zł
Dane: Manutornister

                                                                      

Oferta kursów jest bogata. Łódzka Manufaktura zorganizowała we wrześniu targi zajęć pozaszkolnych Manutornister. Z analizy ekspertów ZFDF wynika, że miesięczny koszt dodatkowych kursów dla jednego dziecka może wynieść miesięcznie nawet 1 415 zł. Do opłat za wybrane zajęcia dochodzą jeszcze wydatki na dojazdy – ok. 40 zł miesięcznie w przypadku komunikacji miejskiej lub ok. 107 zł gdy rodzic zdecyduje się dowozić pociechę samochodem[2]. Niektóre kursy wymagają również zakupu podręczników lub niezbędnego sprzętu (np. rakieta tenisowa czy instrument muzyczny), co dodatkowo podnosi koszty.

 

Wydatek, na który warto oszczędzać

Na wybrane warsztaty można zapisać już nawet dwuletnie dziecko. Choć zajęcia dla maluchów zazwyczaj kosztują mniej, ich cena często przekracza możliwości finansowe przeciętnej polskiej rodziny. Co więcej, im starsze dziecko, z tym większymi kwotami trzeba się liczyć. Wydatki rosną również, jeśli opiekunowie zdecydują się posyłać pociechę na więcej niż jeden rodzaj zajęć lub gdy w rodzinie uczniów jest kilku. – Planowanie wydatków warto zawsze rozpoczynać z odpowiednim wyprzedzeniem. Przykładowo, jeśli wiemy, że za rok nasze dziecko rozpoczyna nowy etap edukacji, możemy również przewidzieć, że pojawią się także dodatkowe wydatki – zauważa Jarosław Sadowski, ekspert Expander Advisors, ZFDF.

Rodzice powinni znaleźć czas na planowanie rodzinnego budżetu. Im wcześniej rozpoczną oszczędzanie, tym łatwiej zgromadzą niezbędne środki. – Pozaszkolna edukacja uczniów wiąże się z pewnym obciążeniem dla domowych funduszy, dlatego nawet niewielkie kwoty odkładane regularnie i zawczasu, po pewnym czasie mogą pozwolić na pokrycie takich wydatków. Na rynku istnieje wiele produktów, które pozwalają bezpiecznie gromadzić środki i skutecznie je pomnażać – radzi Sadowski. – Takim bezpiecznym rozwiązaniem może być zwykła lokata bankowa. Co prawda nie przyniesie wysokich zysków, ale z pewnością ochroni pieniądze przed inflacją. Jeśli natomiast planujemy odkładać długoterminowo, warto rozważyć ulokowanie choćby części pieniędzy w produktach inwestycyjnych. Chociaż inwestowanie wiąże się z pewnym ryzykiem, to w długim okresie daje jednak szansę na dużo wyższy zysk niż przeciętny depozyt – dodaje. Swoją decyzję warto jednak skonsultować z profesjonalnym doradcą finansowym, który bezpłatnie pomoże dobrać ofertę najlepiej dopasowaną do naszych potrzeb.

 

Awaryjne finansowanie

Czasami jednak nagłe, nieprzewidziane wydatki mogą sprawić, że w danym miesiącu zabraknie środków, by opłacić zajęcia dla dzieci. – Jeśli zachowujemy płynność na naszym rachunku bankowym, możemy liczyć na wsparcie w postaci kredytu odnawialnego. Należy jednak pamiętać, że zazwyczaj wiąże się on z opłatami rzędu 2,0-2,5% rocznie od przyznanej kwoty. Niewątpliwą zaletą takiego rozwiązania jest fakt, że spłacamy odsetki tylko wtedy gdy konto jest na minusie. Jeśli nie dopuścimy do wysokiego zadłużenia, już sam przelew wynagrodzenia pozwoli wyjść na plus. Dlatego najlepiej stale kontrolować wydatki, a z udogodnień korzystać wyłącznie w sytuacji, gdy zachodzi pilna potrzeba – radzi Halina Kochalska, Open Finance, ZFDF.

 

Innym, często niedocenianym, sposobem na szybki i bezpieczny zastrzyk gotówki może być karta kredytowa. – Podstawową zaletą takiego rozwiązania jest możliwość uzyskania nieoprocentowanego kredytu na okres blisko dwóch miesięcy. Jeśli dług spłacimy w okresie bezodsetkowym, kosztów nie poniesiemy wcale lub co najwyżej sprowadzą się do opłaty za użytkowanie karty. Ale i tej w wielu bankach można uniknąć, jeśli aktywnie wykorzystujemy kartę w płatnościach bezgotówkowych – zauważa Kochalska.

 

Aby jednak uchronić się przed niepotrzebnymi kosztami dodatkowej edukacji naszych pociech, warto stosować się do kilku prostych wskazówek:

 

  1. Porozmawiaj z dzieckiem wcześniej czy dany kurs jest faktycznie potrzebny i czy ma ochotę na niego uczęszczać. Może się bowiem okazać, że planowany warsztat jest nietrafionym pomysłem, który może generować niepotrzebne koszty.

 

  1. Zaplanuj określony budżet na pozaszkolne wydatki edukacyjne i nie przekraczaj go przy wyborze zajęć dla dziecka.

 

  1. Kupuj tylko niezbędne materiały / sprzęt. Jeśli dziecko faktycznie zainteresuje się określoną dziedziną, w przyszłości możesz wymienić podstawowe materiały na lepsze.

 

  1. Zachęcaj dziecko do samodzielnego odkładania niewielkich kwot
    z kieszonkowego na potrzeby dodatkowych kursów. W ten sposób rozpocznie naukę gospodarowania własnymi finansami. To także samodzielna inwestycja w rozwój, co stanowi dużą wartość edukacyjną.

 

Źródło: ZFDF

 

[1] Wydatki rodziców na edukację dzieci w roku szkolnym 2013/2014, CBOS

[2] Dane na podstawie: otodojazd.pl, trasa: 20 km w obie strony, cena benzyny: 5,60zł, 3 razy w tygodniu, 8l/100km

Choć łatwiej o mieszkanie, kredyt pochłania 1/3 dochodu

Większość Polaków zarabia poniżej średniego krajowego wynagrodzenia. Expander policzył więc jak wygląda dostępność mieszkania dla małżonków, którzy otrzymują po 80% przeciętnej pensji. Okazuje się, że jeszcze w 2008 r. w ogóle nie było ich stać na własne mieszkanie. Rata wtedy stanowiłaby bowiem aż 65% ich dochodów. Obecnie mogą już zamieszkać „na swoim”, jednak comiesięczne zobowiązanie pochłania 1/3 ich płacy. W październiku zapewne spadną stopy procentowe, zatem udział ten jeszcze może się zmniejszyć. Z zakupem nie powinni jednak zwlekać zbyt długo, ponieważ od stycznia istotnie wzrośnie obowiązkowy wkład własny.

 

Po publikacji danych GUS-u dotyczących średniego wynagrodzenia wiele osób denerwuje się, że nie zna nikogo, kto otrzymuje tak wysoką pensję. Problem polega bowiem na tym, że średnią zawyżają wysokie wynagrodzenia nielicznych, najlepiej zarabiających. W rezultacie większość Polaków zarabia poniżej przeciętnej. Z tego względu postanowiliśmy sprawdzić jak zmieniała się w ostatnich sześciu latach sytuacja rodziny, w której małżonkowie zarabiają po 80% średniej pensji (w sektorze przedsiębiorstw). Założyliśmy również, że planują zakup mieszkania na rynku wtórnym o powierzchni 50 mkw. oraz że posiadają minimalny (5%) wkład własny. Kredyt chcą zaciągnąć na 25 lat.

 

W 2008 r. kredyt był znacznie większym wydatkiem

Z przeprowadzonych wyliczeń wynika, że w ostatnim czasie ich sytuacja uległa istotnej poprawie. Jeszcze w 2008 r. w ogóle nie było ich stać na mieszkanie. Nieruchomości wtedy były znacznie droższe, a wynagrodzenia niższe. Rata kredytu stanowiłaby wtedy aż 65% ich dochodów, a po jej opłaceniu rodzinie zostałoby jedynie 1 274 zł. Z tej kwoty musieliby jeszcze uregulować czynsz, prąd oraz inne opłaty, a także kupować żywność. Sprostanie temu zadaniu wydaje się mało prawdopodobne. Trzeba jednak dodać, że mogli oni obniżyć ratę zaciągnąć kredyt na dłuższy okres. Wtedy przepisy pozwalały bowiem na udzielanie ich nawet na 50 lat (obecnie max. 35 lat).

 

Obecnie łatwiej z kredytem

Sytuacja takiej rodziny wygląda obecnie znacznie lepiej. Stać ją już na kredyt. Dzięki spadkowi cen mieszkań i niższemu oprocentowaniu znacznie niższa jest rata zobowiązania. Obecnie wynosi 1 534 zł, podczas gdy w 2008 r. aż 2 323 zł. Ponadto ich dochody wzrosły o blisko 850 zł. Niestety na ratę kredytu muszą jednak przeznaczyć znaczną część swoich dochodów – nieco ponad jedną trzecią (34%). Powinno im jednak wystarczyć pieniędzy na życie, bowiem pozostanie do dyspozycji 2 913 zł.

 

Będzie lepiej, ale…

W najbliższym czasie naszej przykładowej rodzinie może być jeszcze łatwiej kupić mieszkanie. Ceny nieruchomości utrzymują się bowiem na stabilnym poziomie. Najprawdopodobniej zostaną natomiast obniżone stopy procentowe, co sprawi, że kredyty będą jeszcze tańsze. Z naszych wyliczeń wynika, że przy założeniu, że wynagrodzenia i ceny mieszkań nie zmienią się, w ich kieszeni może co miesiąc zostawać nawet o 150 zł więcej niż obecnie.

 

Nie powinni jednak zwlekać z zakupem. Ich kredyt stanieje bowiem nawet jeśli zaciągną go już teraz. Tymczasem od przyszłego roku wzrośnie wymagany do uzyskania kredytu wkład własny. Obecnie należy posiadać 5% ceny mieszkania. Od przyszłego roku banki będę wymagać już przynajmniej 10% wkładu. W rezultacie jeśli nasza rodzina chciałby kupić mieszkanie w 2015 r. to będzie musiała zgromadzić dwukrotnie więcej oszczędności. Obecnie potrzebują niecałych 14 000 zł – od stycznia już prawie 28 000 zł.

 

Nie muszą się tym martwić jedynie jeśli są młodzi, chcą kupić pierwsze w życiu mieszkanie, a do tego np. w Łodzi. Jeżeli mają mniej niż 35 lat i zdecydują się na nowe mieszkanie, pieniądze na wkład własny mogą dostać dzięki programowi „Mieszkanie dla młodych” (MdM). Niestety w wielu częściach Polski trudno jest kupić mieszkanie w cenie spełniającej ograniczenia programu. Jednym z wyjątków jest Łódź, w której limit ceny w MdM jest wręcz niższy niż średnia cena jaką trzeba zapłacić.

 

Jak zmieniała się sytuacja małżonków z dochodami po 80% średniej pensji

Okres Miesięczny dochód netto naszej rodziny Oprocentowanie kredytu po jego wypłacie Cena mieszkania(50 mkw.) Rata(przy LTV 95%) Ile pieniędzy zostaje na życie Udział raty w ich dochodzie
Sierpień 2008 3 597 zł 7,73% 324 321 zł 2 323 zł 1 274 zł 65%
Sierpień 2009 3 750 zł 8,43% 306 013 zł 2 327 zł 1 423 zł 62%
Sierpień 2010 3 905 zł 6,37% 323 736 zł 2 052 zł 1 853 zł 53%
Sierpień 2011 4 110 zł 6,20% 314 623 zł 1 962 zł 2 148 zł 48%
Sierpień 2012 4 216 zł 6,58% 290 063 zł 1 874 zł 2 341 zł 44%
Sierpień 2013 4 299 zł 4,65% 279 575 zł 1 499 zł 2 800 zł 35%
Sierpień 2014 4 447 zł 4,87% 279 836 zł 1 534 zł 2 913 zł 34%
Po obniżce stóp
o 0,25 p.p.
4 447 zł 4,62% 279 836 zł 1 496 zł 2 951 zł 34%
Po obniżce stópo 0,50 p.p. 4 447 zł 4,37% 279 836 zł 1 458 zł 2 988 zł 33%
Po obniżce stóp
o 0,75 p.p..
4 447 zł 4,12% 279 836 zł 1 421 zł 3 026 zł 32%
Po obniżce stóp o 1 p.p. 4 447 zł 3,87% 279 836 zł 1 384 zł 3 062 zł 31%
Opracowanie własne Expander Advisors

 

Jarosław Sadowski

Główny analityk

Expander Advisors

Źródło: Expander

Dla kogo marża kredytu hipotecznego będzie niższa?

W ostatnim czasie stopy procentowe zostały już wielokrotnie obniżone. Jednocześnie systematycznie zwiększa się próg wymaganego wkładu własnego. Zmiany sprawiają, że coraz większe znaczenie dla Polaków poszukujących kredytu hipotecznego odgrywa marża banków. Eksperci Związku Firm Doradztwa Finansowego podkreślają, że jej wysokość jest jednak uzależniona od co najmniej ośmiu czynników i radzą, na co zwrócić uwagę, aby uzyskać tańsze zobowiązanie.

 

Niskie oprocentowanie nie oznacza niskiej marży

 

Utracone odsetki

Eksperci już od wielu miesięcy obserwują systematyczny wzrost marż kredytowych. Tymczasem te, wraz z WIBOR-em, składają się na wysokość oprocentowania kredytu. To na nie właśnie należy zwrócić szczególną uwagę. – W ciągu ostatnich 12 miesięcy średnia marża wzrosła o około 0,3-0,4 p.p. w zależności od wielkości kredytu i wartości nieruchomości. Jedną z przyczyn rosnącej ceny kredytu jest spadek stóp procentowych NBP, co powoduje, że banki chcą w ten sposób zrekompensować sobie część utraconych odsetek – tłumaczy Michał Krajkowski, Dom Kredytowy Notus, Związek Firm Doradztwa Finansowego (ZFDF).

 

Nadchodzące zmiany

To jednak nie jedyny powód podwyżek. W niedalekiej przyszłości, bowiem najpóźniej od 31 marca 2015 roku, obowiązywać będzie Rekomendacja U, która zakłada regulację wynagrodzenia banków z tytułu tzw. bancassurance, czyli ubezpieczeń sprzedawanych razem z innymi produktami. Zgodnie z zarządzeniem, banki powinny jednoznacznie wskazywać klientowi w jakiej roli występują: pośrednika czy ubezpieczającego. Jeśli w tej pierwszej, zapłatę otrzyma jedynie od zakładu ubezpieczeń.
Banki podnoszą marże szacując ryzyko związane z udzielaniem kredytu mieszkaniowego i biorąc pod uwagę koszt pozyskania środków na finansowanie działalności kredytowej. Wdrożenie założeń rekomendacji U spowoduje jednak zmniejszenie przychodów banków z tytułu sprzedaży polis dodawanych do kredytów. Podwyżki mogą być zatem także sposobem na rekompensatę niższego zarobku – zauważa Leszek Zięba, Aspiro, ZFDF.

 

Kto może liczyć na niższą marżę?

 

Podwójna korzyść wysokiego wkładu

Eksperci podkreślają, że istnieje co najmniej kilka sposobów, dzięki którym można uzyskać niższą marżę, a tym samym obniżyć koszt zobowiązania. – Przede wszystkim warto zadbać o wkład własny: im wyższy, tym niższa marża. Aktualnie jej średniawysokość przy kredycie mieszkaniowym
z własnymi środkami na poziomie 5% wartości mieszkania oscyluje w granicach 2,14%, podczas gdy jeszcze pół roku temu dla takiego samego kredytu można było uzyskać marżę w średniej wysokości 1,94%. W przypadku wyższego wkładu własnego, na poziomie 25%, średnia kształtuje się już
w okolicach 1,78%, podczas gdy pół roku mogliśmy liczyć na 1,65%[1]
– przekonuje Zięba.

 

Warto korzystać z produktów

Coraz częściej niższą marżę można uzyskać także dzięki korzystaniu z produktów banku.
W niektórych bankach założenie konta czy karty kredytowej pozwala obniżyć marżę już o 0,3-0,8 p.p. – zauważa Michał Krajkowski. – Jednak znacznie większe obniżki można wynegocjować jeśli skorzystamy z produktów inwestycyjnych i ubezpieczeniowych. Zobowiązanie do wieloletniego opłacania składki pozwoli zredukować marżę kredytu nawet o 1,0-1,2 p.p. – dodaje.

 

Sprawdzaj i pytaj

Dokonując porównań i analiz, należy zapoznać się także z ofertą dobrze nam znanej instytucji.
Poszukując kredytu na zakup nieruchomości warto rozważyć również propozycję banku, w którym np. posiadamy już rachunek. Podobnie jak osoby uzyskujące wysokie dochody, tak i stali klienci mogą liczyć na niższą marżę lub niższą prowizję za udzielenie finansowego wsparcia – radzi Leszek Zięba.

 

Przy tak ważnej decyzji jak podjęcie zobowiązania na zakup mieszkania lub domu, nie należy działać pod wpływem impulsu. Dobrze za to skorzystać z bezpłatnej porady profesjonalnego doradcy, który najlepiej zna oferty dostępne na rynku, a po analizie naszych możliwości, pomoże wybrać najbardziej korzystny produkt.

 

Wybrane czynniki warunkujące wysokość marży:

1)     Obniżka stóp procentowychBanki mogą podnosić marżę w wyniku „utraconych odsetek” spowodowanych obniżką stóp procentowych.2)     Rekomendacja UZmiany w sposobie sprzedaży ubezpieczeń przez banki mogą spowodować chęć podwyższenia marż jako rekompensaty za niższe zyski z polis.

3)     Wkład własny

Im więcej własnych środków, tym niższa marża.

4)     Staż korzystania z usług banku

Niektóre banki oferują stałym klientom niższe marże.

5)     Dodatkowe produkty

Korzystanie z produktów danego banku lub dodatkowego zabezpieczenia kredytu może obniżyć marżę kredytu.

6)     Uzyskiwane dochody

Osoby zamożniejsze mogą liczyć na niższą marżę.

7)     Waluta

W zależności od aktualnej sytuacji na rynku, kredyt w innej walucie może mieć inną wysokość marży.

8)     Wysokość kredytu

Zaciągając wyższe zobowiązanie zazwyczaj można liczyć na niższą marżę.

Opracowanie własne ZFDF

 

Źródło: ZFDF

 


[1] Stan na 1.09.2014.

Praca rzecz nabyta: Jak radzić sobie ze zobowiązanymi finansowymi po jej utracie?

Choć sytuacja na rynku pracy w ostatnim czasie się poprawia, to jednak nikt nie może zagwarantować, że nagle nie stracimy posady. Taka sytuacja może okazać się szczególnie trudna dla osób wychowujących dzieci lub spłacających wysokie kredyty. Expander podpowiada, jak przygotować się na ewentualność utraty pracy. Radzi również, co w takiej sytuacji może zrobić osoba zadłużona i nieposiadająca zbyt wysokich oszczędności.

 

Ryzyko utraty pracy grozi niemal każdemu. Jest ono mniejsze w wypadku wykwalifikowanych specjalistów posiadających poszukiwane na rynku pracy umiejętności. Nawet oni powinni jednak zastanowić się, co zrobią, jeśli stracą pracę i przez dłuższy czas nie będą mogli znaleźć nowej. Dotyczy to szczególnie osób, które mają na utrzymaniu dzieci oraz tych, które spłacają kredyty mieszkaniowe.

 

Oszczędności na czarną godzinę

Podstawowym zabezpieczeniem na wypadek utraty pracy powinno być zgromadzone oszczędności, które pozwolą nam funkcjonować przez kilka miesięcy, bez otrzymywania wynagrodzenia. Na jak długo powinny wystarczyć te środki? Zależy to od postanowień dotyczących wypowiedzenia, które są zawarte w naszej umowie o pracę. Jeśli jesteśmy zatrudnieni na podstawie tzw. umowy śmieciowej, która może zostać wypowiedziana niemal z dnia na dzień, to powinniśmy postarać się zgromadzić jak największe oszczędności. Jeśli natomiast mamy 3-miesiączny lub dłuższy okres wypowiedzenia, to oszczędności mogą być mniejsze, gdyż szukając nowej pracy wciąż będziemy otrzymywać pensję od poprzedniego pracodawcy.

 

Najlepiej, aby wynagrodzenie w okresie wypowiedzenia i zgromadzone oszczędności, pozwoliły nam normalnie funkcjonować przez przynajmniej 6 miesięcy od momentu, kiedy dowiemy się o wypowiedzeniu umowy. Wyliczając kwotę, jakiej potrzebujemy na taką „czarną godzinę” pamiętajmy, aby pieniądze pozwalały uregulować wszystkie opłaty (czynsz, prąd itp.), raty kredytów oraz niezbędne koszty życia (jedzenie itp.).

 

Warto zauważyć, że oszczędzać powinniśmy zawsze, a nie dopiero gdy zaczniemy podejrzewać, że możemy stracić pracę. Wtedy bowiem może być już za późno. Najlepiej odkładać choćby niewielkie kwoty, ale regularnie, najlepiej co miesiąc. Warto w tym celu założyć konto oszczędnościowe, na które automatycznie przelewana będzie określna suma lub skorzystać z innego produktu oszczędnościowego. Najważniejsze, to przygotować plan, jak będziemy oszczędzać, a później się go trzymać. W jego opracowaniu warto skorzystać z pomocy niezależnego doradcy finansowego.

 

Ubezpieczenie

W sytuacji, gdy posiadamy kredyt hipoteczny, utrata pracy staje się szczególnie ryzykowna. Jeśli nie będziemy spłacali rat możemy stracić dach na głową. Dlatego, zaciągając takie zobowiązanie, warto rozważyć skorzystanie z ubezpieczania od utraty pracy. Zwykle tego typu polisy są oferowane przez banki osobom wnioskującym o kredyt. Jeśli mamy na utrzymaniu rodzinę, to warto ubezpieczyć się na życie i od niezdolności do pracy. Pamiętajmy bowiem, że w życiu zdarzają się niestety również większe tragedie niż zwolnienie z pracy. W przypadku ubezpieczeń również warto skorzystać z pomocy doradcy, gdyż oferty ubezpieczeniowe różnych towarzystw znacznie różnią się między sobą zarówno pod względem kosztów, jak i zakresu ochrony.

 

Co, jeśli nie mamy oszczędności ani ubezpieczenia?

W najgorszej sytuacji są osoby, które straciły pracę, a nie zgromadziły dużych oszczędności ani nie wykupiły odpowiedniego ubezpieczenia. W takiej sytuacji przede wszystkim należy drastycznie ograniczyć wydatki. Należy także znaleźć sposób, by nie zalegać ze spłatą kredytu, jeśli go zaciągnęliśmy, gdyż może to spowodować wypowiedzenie umowy kredytowej przez bank. To bardzo poważny problem, bo instytucja finansowa nie będzie wtedy domagać się jedynie uregulowania rat, ale całego zadłużenia.
W wypadku kredytów hipotecznych może to ostatecznie zakończyć się utratą mieszkania.

 

Aby nie doszło do zaległości w spłacie, warto poprosić bank o przyznanie tzw. wakacji kredytowych, czyli okresu, w którym nie trzeba płacić rat. Dobrym rozwiązaniem może też być pożyczka od rodziny (żaden bank nie pożyczy pieniędzy osobie, która nie ma dochodów). Wystrzegać należy się natomiast zaciągania nowych, drogich kredytów (np. w firmach pożyczkowych) po to, aby spłacać raty wcześniejszych zobowiązań wobec banków. W ten sposób łatwo możemy bowiem wpaść w tzw. pętlę zadłużenia. To bardzo groźne zjawisko, które potęguje problemy zamiast je rozwiązywać.

 

Jarosław Sadowski

Główny Analityk firmy Expander

Źródło: Expander

Integracja w pracy – sposób na dobry zespół czy niepotrzebny wydatek?

Integracja pracowników ma na celu zbudowanie i umocnienie pozytywnych relacji nie tylko pomiędzy pracownikami, ale także na linii pracownik-pracodawca. Jest ona przydatna we wzajemnym motywowaniu, kreowaniu stosunków opartych na wzajemnej pomocy i wsparciu. Oprócz tego to po prostu dobra zabawa, a także forma odpoczynku. Dobrze zorganizowana integracja to czas, w którym zespół może się lepiej poznać i porozmawiać o czymś innym niż kwestie zawodowe. Sposoby na integrację

Pracodawcy prześcigają się w pomysłach na integrację pracowników. Już od dłuższego czasu najpopularniejsze są wyjazdy integracyjne. Pomysł organizacji tego typu wycieczek przywędrował do Polski z Europy Zachodniej i ze Stanów Zjednoczonych. Początkowo organizowały je tylko duże, międzynarodowe korporacje. Coraz częściej odchodzi się od wyjazdów polegających na odpoczynku, zwiedzaniu i zabawie. Modne są wyprawy z elementami survivalu oraz sportów ekstremalnych.

Kolejnym sposobem cieszącym się dużym powodzeniem jest zapewnienie rozrywki swoim pracownikom bez potrzeby wyjazdu. Wyjście do restauracji, teatru czy kina to norma. Dreszczyk emocji mamy zagwarantowany idąc na paintball, ściankę wspinaczkową czy naukę łucznictwa. Popularne stają się różnego typu warsztaty: kulinarne, bębniarskie czy komunikacyjne, które dają uczestnikom konkretną wiedzę czy umiejętności.   Coraz więcej zwolenników zyskują różnego typu gry szkoleniowe. To nie tylko dobry sposób na integrację, ale i na pokazanie typowych zachowań pracowników. Pozwala to zrozumieć im jakie ich działania są pożądane w firmie, a które niosą ze sobą negatywne skutki. Dzięki temu możliwe jest wdrożenie ewentualnych działań korygujących. Gry szkoleniowe to oprócz zabawy również sposób na zaangażowanie emocjonalne uczestników, okazja do praktycznego zastosowania wiedzy i sprawdzenia umiejętności. Dużym plusem jest możliwość zamówienia gry spełniającej nasze indywidualne potrzeby.

Gra musi być odpowiednio dobrana do firmy, profilu pracowników oraz obecnych i nadchodzących wyzwań, żeby spełniła oczekiwania związane z integracją. Pierwszym krokiem jest precyzyjne określenie celów szkoleniowych, w tym jakie kompetencje są kluczowe dla organizacji. Pomocne jest zrozumienie głównych barier w efektywnej pracy zespołu. Na podstawie tych informacji możemy wybrać grę dostosowaną do sytuacji danej firmy. –komentuje Marlena Babicka z AkademiaGier.com

Którą aktywność wybrać?

Czasami zdarza się, że pracownicy nie są zbyt przychylnie nastawieni do integracji. Kojarzy im się to źle lub po prostu nie mają dobrych wspomnień. Uważają, że podczas tego typu wydarzenia trzeba udawać szczęśliwego i zadowolonego, a tak naprawdę dopiero wracając do domu odczuwają ulgę. Biorąc pod uwagę opinie, które można znaleźć w Internecie, najlepszym wyborem będą gry szkoleniowe. Nie wymagają one poświęcenia dużo czasu i bez problemu można zorganizować taką zabawę w dniu pracy. Owe gry umożliwiają rozwój współpracy zespołowej, skutecznej komunikacji czy efektywności osobistej. Ponadto dają pracodawcy możliwość sprawdzenia umiejętności i kwalifikacji danego pracownika.

Podczas gry uczestnicy w naturalny sposób angażują się w rozgrywkę, doświadczają konsekwencji swoich pozytywnych lub negatywnych zachowań, dzięki czemu możemy bezpośrednio wpływać na ich postawy. Gry szkoleniowe pomagają rozwijać różnego typu kompetencje kluczowe dla efektywnego funkcjonowania firmy, np. otwartość w komunikacji, współpracę, dążenie do wspólnego celu. Skuteczność takich narzędzi szkoleniowych wynika z faktu, że pracownicy podczas dobrej zabawy, w bezpiecznym dla nich otoczeniu jakim jest gra, zdobywają cenne lekcje i wyciągają wnioski na przyszłość.-dodaje Marlena Babicka z AkademiaGier.com

Należy pamiętać, że każda forma integracji może być dobrym sposobem na pogłębienie zaufania w zespole, wzmocnienie pewności siebie i odreagowanie stresu związanego z pracą. Korzyścią dla pracodawcy jest zwiększona motywacja i stworzenie silnego zespołu.

AkademiaGier.com jest polską firmą projektującą i wdrażającą gry biznesowe. Wieloletnie doświadczenie biznesowe, trenerskie i coachingowe umożliwiło stworzenie skutecznych narzędzi w postaci gier przynoszących efekty zgodne z oczekiwaniami klientów.AkademiaGier.com oferuje gotowe gry, a także wykonanie ich na zamówienie, dostosowując je do specyfiki danej firmy. Klienci mają możliwość zdefiniowania konkretnych celów i potrzeb związanych z grą.

Źródło: Informacja prasowa

Szkodliwy i kosztowny hałas

Powszechnym problemem przy hodowli zwierząt jest kwestia nadmiernego hałasu, który jest przyczyną wielu chorób związanych z wywoływaniem stresu u chowu. Narażone na jego działanie stworzenia bardzo często mają problem z przyrostem masy ciała, rozrodem, a w skrajnych przypadkach może on doprowadzić nawet do śmierci. Co możemy zrobić, aby ustrzec naszą hodowlę przed skutkami zbyt dużego wzrostu decybeli?  

Budynek inwentarski wraz z przyległymi do niego pomieszczeniami pomocniczymi tworzą kompleks, na terenie którego odbywają się wszystkie prace związane z hodowlą zwierząt, w wyniku których wytwarza się znaczny hałas. Głównym jego źródłem są przede wszystkim pracujące na zewnątrz maszyny i pojazdy transportowe, ale także wewnętrzne urządzenia do zadawania paszy, czyszczenia obornika czy też pracująca hala udojowa. To nie jedyne źródła hałasu. Bardzo często zdarza się, że stres u zwierząt wywoływany jest także przez opady deszczu lub gradu, czego nie do końca jesteśmy świadomi.

Mimo, że problem ten jest dość powszechny, niewiele osób zdaje sobie sprawę z konsekwencji, jakie wiążą się z narażeniem zwierząt na hałas wywołany opadami atmosferycznymi. Wywołany w ten sposób stres może przełożyć się w bardzo niekorzystny sposób na stan naszego chowu. Jedno z głównych zadań budynku inwentarskiego, czyli zabezpieczenie zwierząt przed niekorzystnymi warunkami pogodowymi, powinno być ściśle powiązane z ochroną przed nadmiernym hałasem. Dlatego tak bardzo ważne jest, aby pokrycia dachowe zainstalowane na pomieszczeniach gospodarczych były wykonane z materiałów charakteryzujących się dobrą izolacją akustyczną. Wykorzystanie takich materiałów, jak płyty włóknisto-cementowo EuroFala, może w znaczący sposób przyczynić się do zredukowania hałasu w pomieszczeniu. Jeśli o to nie zadbamy, musimy się liczyć ze wszystkimi konsekwencjami, jakie wiążą się z występowaniem stresu u zwierząt. Warto podkreślić, że jego objawy są bardzo złożone, a możemy je zaobserwować zarówno w procesach emocjonalnych, jak i fizjologicznych.

Do głównych schorzeń wywołanych długotrwałym stresem możemy zaliczyć choroby układu krążenia, podwyższony poziom cholesterolu we krwi, zaburzenia snu i erekcji oraz obniżenie wydolności układu immunologicznego. Wszystkie te przypadłości są bardzo niebezpiecznie i mogą doprowadzić do znacznego pogorszenia stanu naszej hodowli, co może mieć bardzo duże przełożenie na obniżenie przychodów z gospodarstwa. Według specjalistów, natężenie dźwięków w pomieszczeniach inwentarskich nie powinno przekraczać 70dB. Warto więc pochylić się nad tym problemem podczas projektowania budynku, uwzględniając wszystkie elementy związane z odpowiednim wygłuszeniem pomieszczeń, a także wziąć pod uwagę możliwość modernizacji już istniejących budynków. W przyszłości może to w znaczący sposób przyczynić się do jakościowej poprawy naszej hodowli, dzięki czemu szybko uzyskamy zwrot poniesionych kosztów.

Skuteczność płyt włóknisto-cementowych EuroFala można zobaczyć na filmie dostępnym na kanale YouTube firmy Cembrit pod następującym adresem: https://www.youtube.com/watch?v=EEhLX689Vdo

 

Cembrit to producent wysokiej jakości włókno-cementowych materiałów budowlanych stosowanych na dachach oraz elewacjach. Firma jest częścią Cembrit Holding A/S – europejskiego lidera w produkcji włókno-cementowych dachów i elewacji, który nieprzerwanie od ponad 80 lat intensywnie pracuje nad właściwościami i możliwościami włókno-cementu.

Źródło: Informacja prasowa

Jakimi kosztami delegacji pracodawca może objąć pracownika?

Pracodawca wysyłając pracownika w delegację może nałożyć na niego niektóre koszty z tym związane. Dotyczy to na przykład leczenia, opłaty parkingowej czy przechowania bagażu. Pozwalają na to budzące wątpliwości przepisy Kodeksu pracy.

Według art. 77 rozporządzenie dokładnie określające zasady określania należności z tytułu podróży służbowych dotyczy tylko pracowników sektora budżetowego. Innych dotyczy jedynie wtedy, gdy warunków wypłaty takich należności nie określa obejmujący pracownika układ zbiorowy, regulamin wynagradzania lub jego umowa o pracę. Prawo pracy zastrzega tylko, że zapisy tych aktów wewnątrzzakładowych lub kontraktów nie mogą określać kwoty diety za dobę delegacji w wysokości niższej niż wskazanej w rozporządzeniu – 30 zł. Nie nadmienia jednak nic o innych kosztach związanych z podróżą i należnościach z nimi związanych. W rocznym sprawozdaniu ze swojej pracy Państwowa Inspekcja Pracy zamieściła, że niefortunne sformułowanie przepisów umożliwia uznanie takich postanowień w aktach wewnątrzzakładowych lub umowach o pracę, zgodnie z którymi kosztami może być obciążony pracownik.

Eksperci tłumaczą jednak, że nie chodzi tu o obciążanie pracowników kosztami za podróż czy nocleg. Przepisy rozporządzenia wskazują jeszcze na pozostałe udokumentowane wydatki, które uzgadnia lub zatwierdza zatrudniający. Zalicza się do nich wydatki na leczenie w sytuacji gdyby pracownik zachorował w trakcie podróży służbowej, opłaty za parking, nadbagaż lub jego przechowanie czy nawet transport zwłok w razie śmierci pracownika podczas podróży służbowej. Pracodawca w umowie może tak ująć postanowienia, aby takimi kosztami objąć zatrudnionych. Pracownik jako słabsza strona stosunku pracy może zgodzić się na te warunki.

Podsumowując, w przypadku wyżej wspomnianych kosztów wiele zależy po prostu od ustaleń zawartych w zakładowym regulaminie wynagradzania lub kontrakcie o pracę.

Joanna Walerowicz

mojszmal.pl

Dziewięć lat od wprowadzenia przedsiębiorcy wciąż niechętni elektronicznym fakturom

Dziewięć lat temu wprowadzono możliwość używania elektronicznych faktur. Z pewnością do ich zalet można zaliczyć to, iż są one ekologiczne, tańsze i łatwiejsze do wysłania. Nasuwa się zatem pytanie, dlaczego pomimo tych wszystkich dogodności w Polsce nadal tylko 10 proc. faktur jest elektroniczna?

Pomimo wolnego tempa informatyzacja państwa ciągle posuwa się do przodu. Zmiany w tym zakresie umożliwiają przedsiębiorcom m.in. elektroniczne rozliczenia podatkowe czy e-faktury. Jednak wciąż z takich możliwości korzystają nieliczni.

Elektroniczne faktury w pierwszej kolejności wprowadziły duże firmy tj. sprzedawcy energii czy operatorzy telekomunikacyjni. Dzięki temu mają spore oszczędności, nic więc dziwnego, że oferują swoim klientom faktury w postaci elektronicznej, proponując przy tym rabaty.

W przypadku małych i średnich firm pojawiają się jednak wahania co do e-faktur.

Badania Millward Brown przeprowadzone na zlecenie firmy Billbird pokazały, że mimo iż, się w firmach fakturowaniem są zadowolone z używania e-faktur w warunkach prywatnych, to przy stosowaniu ich w życiu zawodowym mają już pewne obawy.

Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest nieuwzględnianie kosztów wystawiania papierowych faktur. A przecież nie dotyczy to tylko pracy polegającej na wpisaniu odpowiednich danych. Uwzględnić należy także koszty papieru, druku czy pracy ludzkiej, bo ktoś przecież musi udać się z tymi dokumentami na pocztę, zapłacić i nadać przesyłkę, a w tym czasie mógłby przecież zrobić coś konstruktywnego.

Według badań, przedsiębiorcy obawiają się też kontroli osoby z urzędu skarbowego, który zacznie sprawdzać faktury. Jeszcze teraz urzędnik postrzegany jest, jako osoba słabo zaznajomiona z nowymi technologiami, dlatego właściciele firm spodziewają się trudności. Warto jednak wiedzieć, że urzędy skarbowe sprawdzają coraz więcej zeznań elektronicznych, a od 2015 roku mają również wstępnie wypełniać PITy za podatników. Kontrolerzy nie mogą doszukiwać się na siłę błędów w prawidłowo wystawionej fakturze, bez względu na to czy jest ona elektroniczna czy papierowa.  A czym się one różnią? Otóż tylko tym, że jedna jest wydrukowana. W czasie kontroli z urzędu skarbowego wszystko, co trzeba zrobić to tylko pokazać naszą bazę danych z fakturami elektronicznymi.

W wielu przedsiębiorstwach w dalszym ciągu wymagane jest, aby na fakturze była pieczęć i podpis. Dodatkowo wysyłane są do klienta dwie kopie dokumentu z prośbą o podpisanie jednej z nich i odesłanie. Jednak, zgodnie z prawem, ani podpis ani pieczęć nie są wymagane. Takie autoryzowanie nie jest zakazane, ale powoduje wzrost kosztów, a bezpieczeństwo jest często iluzoryczne.

Oczywiście przy e-fakturach także istnieje ryzyko. Zdarza się, że hakerzy wysyłają wiadomości mailowe ze słowem „ faktura” w tytule, a tak naprawdę w załączniku jest groźny wirus. Takie zagrożenia można jednak minimalizować otwierając załączniki tylko od znajomych i wiarygodnych kontrahentów lub korzystając z platformy do faktur elektronicznych. Korzystanie z nich nie tylko zwiększa bezpieczeństwo wymiany dokumentacji z kontrahentami, ale także pozwalają przejść na e-faktury w rzeczywistości nie ponosząc żadnych kosztów. Ich zaletą jest posiadanie zainstalowanych mechanizmów potwierdzających odbiór faktury przez odbiorcę, które mogą być wykorzystane przy ewentualnym sporze. Dodatkowo kolejnym skutecznym narzędziem są certyfikaty uwierzytelniające, które można porównać z dokumentem wystawionym w formacie PDF z certyfikatem na stronie kontrahenta.

Ostatnim, ale niezwykle ważnym argumentem są względy ekologiczne. Warto wiedzieć, że kilka tysięcy mniej drukowanych faktur miesięcznie, to po prostu więcej zachowanych drzew.

Joanna Walerowicz

mojszmal.pl

Jak Polska radzi sobie z wytwarzaniem energii wiatrowej?

W 1991 roku przy mającej zostać wybudowanej Elektrowni Wodnej w Żarnowcu postawiono pierwszy w Polsce wiatrak. Dziś elektrownia już działa, a wiatraków mamy niemal 900.

Do końca czerwca bieżącego roku powstało 890 farm wiatrowych. Mimo to nasycenie elektrowniami wiatrowymi w Polsce i tak jest jednym z najniższych w Europie.

W zeszłym roku energia wytworzona dzięki wiatrowi, zarówno z farm lądowych, jak i morskich stanowiła ponad 13 proc. ogółu wytworzonej w Polsce energii. Łącznie elektrownie wiatrowe wytworzyły w 2013 roku 5,822 tys. GWh energii i stanowiły źródło ponad połowy energii dostarczonej ze źródeł odnawialnych. Porównując, ilość energii wytworzonej przy użyciu węgla kamiennego sięgnęła wtedy 84,566 GWh , zaś produkcja energii za pomocą węgla brunatnego to 56,959 tys. GWh. To obrazuje, jak wielka przepaść dzieli w Polsce energię zieloną od energii tradycyjnej.

W porównaniu z tradycyjnymi źródłami pozyskiwania energii, elektrownie wiatrowe mają znacznie większą dynamikę wzrostu. Widać to w wynikach obrazujących roczny wzrost produkcji energii. W przypadku węgla kamiennego wyniósł 1 proc., a wiatraki wytworzyły jej ponad 50 proc. więcej niż w roku poprzednim.

Największa liczba farm wiatrowych znajduje się na terenie województwa kujawsko-pomorskiego. Aktualnie jest tam ponad 25 proc. wszystkich wiatraków w Polsce. Na kolejnych miejscach plasują się województwa łódzkie i wielkopolskie. Tym co jest jednak kluczowe jest nie liczba wiatraków, ale wytwarzana przez nie moc. W tym zestawieniu prowadzi województwo zachodniopomorskie.

A co jeśli sami chcielibyśmy produkować energię za pomocą wiatraka, aby zaspokajać nasze domowy potrzeby? Ile kosztuje takie urządzenie?

Takie przydomowe wiatraki to koszt rzędu kilkudziesięciu złotych. Z kolei mosiężne turbiny działające w przemysłowych instalacjach wiatrowych wiąże się już ze znacznie większym nakładem kosztów. Jak wskazano w raporcie Ernst&Young „Wpływ energetyki wiatrowej na wzrost gospodarczy w Polsce” średnie nakłady inwestycyjne na budowę lądowej farmy wiatrowej wyniosły ok. 6,6 mln zł za 1MW mocy zainstalowanej. Najwięcej kosztów, bo aż ok. 74 proc. zakup i instalacja wieży oraz turbiny.

Joanna Walerowicz

mojszmal.pl

Czego boimy się na wakacjach?

Urlop to dla nas przede wszystkim wypoczynek, ale dobry humor na wakacjach potrafią zepsuć nam liczne obawy związane z wyjazdem. Najczęściej martwimy się, że przekroczymy limit wydatków, zostaniemy okradzeni lub zgubimy bagaż. Boimy się też zachorować oraz o to, że przytrafi się nam niebezpieczny wypadek. Niepokoi nas również perspektywa zastania na miejscu złych warunków zakwaterowania – wynika z najnowszego badania „Polak na wakacjach”, przeprowadzonego przez firmę ARC Rynek i Opinia na zlecenie Liberty Direct.

 

Niemal co drugi Polak obawia się, że długo wyczekiwane wakacje będą go kosztowały więcej, niż to wynikało z jego wcześniejszych planów (44 proc.). W jaki sposób założona cena wypoczynku może wzrosnąć? Turysta może zostać na przykład okradziony. O takiej ewentualności myśli aż 39 proc. wyruszających w podróż Polaków. Tyle samo niepokoi się o swoje zdrowie i zastane na miejscu warunki zakwaterowania i wyżywienia. Ryzyko wypadku martwi 33 proc. respondentów, a 32 proc. (z powodu słabej lub żadnej znajomości języka) przeraża perspektywa komunikacji z obcokrajowcami. Badani boją się także, że z przyczyn losowych będą zmuszeni odwołać wyjazd (24 proc.), stracą bagaż (19 proc.) albo zgubią się w obcym kraju (15 proc.).

 

– Pomimo wielu obaw, jakie wciąż budzą w nas zagraniczne wyjazdy, często wyruszamy w podróż bez dodatkowej ochrony. Choć z roku na rok coraz więcej Polaków pamięta o ubezpieczeniu podróżnym, w dalszym ciągu ponad 40% z nas uważa, że jest to niepotrzebne – mówi Ilona Tomaszewska, ekspert ds. ubezpieczeń turystycznych Liberty Direct. – Tymczasem polisy turystyczne oferowane w Polsce należą do najtańszych w Europie i można je kupić już od 10 zł dziennie. To nie tylko prosty sposób na pozbycie się urlopowego stresu, ale też realne zabezpieczenie, w skrajnych przypadkach pozwalające zaoszczędzić nawet kilkadziesiąt tysięcy euro – dodaje Tomaszewska.

 

Z wyprzedzeniem i na własną rękę

 

Obawy związane z wyjazdem staramy się ograniczać, rozpoczynając przygotowania na długo przed urlopem. 76 proc. Polaków planuje wakacje z co najmniej trzymiesięcznym wyprzedzeniem – w tym całe 5 proc. aranżuje kolejne wyjazdy z rocznym, a 37 proc. z półrocznym zapasem. Tylko 8 proc. z nas korzysta z ofert last-minute.

 

Urlop pod kontrolą

 

Na wakacjach cenimy sobie spokojne formy wypoczynku i staramy się unikać ryzyka. Młodzi wolą spędzać wakacje nad morzem, a starsi podziwiając zabytki związane z kulturą i historią. Plażowanie i zwiedzanie to zresztą ulubione zajęcia Polaków na urlopie – wskazało je odpowiednio 68 i 56 proc. respondentów. Lubimy też poznawać nowe kultury (45 proc.), wypoczywać w górach (42 proc.) i na łonie natury (38 proc.), poznawać nowych ludzi (32 proc.), a także brać udział w imprezach i innych rozrywkach, takich jak koncerty czy festiwale (29 proc.). 17 proc. Polaków idealny wyjazd kojarzy z wypoczynkiem w SPA.

Tylko 23 proc. badanych lubi spędzać wolny czas aktywnie. W tej grupie jako najchętniej uprawianą wakacyjną „aktywność” 66 proc. wskazało turystykę, 58 proc. jazdę na rowerze, 27 proc. jazdę na nartach, 21 proc. wspinaczkę lub bieganie, a 10 proc. nordic walking. Bardziej intensywne sporty okazały się mniej popularne – jedynie (9 proc.) z nas uprawia na urlopie windsurfing, a żeglarstwo i pływanie (3 proc.).

 

Kierunek:Europa

 

Pomimo licznych obaw związanych z wyjazdami, podróżujemy często i chętnie. Tylko 29% Polaków wybiera się w zagraniczną podróż rzadziej niż raz na dwanaście miesięcy. Największy odsetek turystów (42 proc.) wyjeżdża co rok, 21 proc. co 6 miesięcy, a 4 proc. co kwartał. Raz w miesiącu lub częściej podróżuje jedna setna z nas, a 4 proc. w ogóle nie opuszcza granic kraju w celach turystycznych.

Najchętniej podróżujemy po Starym Kontynencie (52 proc.) i Polsce (40 proc.). Ok. 8 proc. polskich turystów zwykle wyjeżdża na wakacje poza Europę – to najczęściej osoby pomiędzy 25. a 34. rokiem życia.

Równocześnie w większości nie przepadamy za wczasami zorganizowanymi – wolimy planować wyjazdy we własnym zakresie (67 proc.). Omawiana tendencja jest najbardziej widoczna w grupie najmłodszych respondentów (75 proc. osób w wieku 18-24 lata). Najmniej chętni do podróżowania na własną rękę byli badani pomiędzy 35. a 44. rokiem życia.

 

* Raport przygotowano w oparciu o badanie opinii publicznej przeprowadzone w marcu przez firmę ARC Rynek i Opinia metodą ankiet internetowych CAWI na próbie 1029 osób. Cytowanie wyników możliwe tylko za podaniem źródła: „Polak na wakacjach”, raport z badania ARC Rynek i Opinia na zlecenie Liberty Direct, marzec 2014.

Źródło: Liberty Group