Archiwa blogu

Giełda zaostrza wymagania dla małych i średnich spółek

Sektor małych i średnich firm jest daleko w tyle w porównaniu ze średnią europejską w kwestii udziału akcji i papierów dłużnych w ich finansowaniu. W zeszłym roku w Unii Europejskiej emisje obligacji odpowiadały za 2 proc. pieniędzy uzyskanych przez małe i średnie spółki, przy czym w Polsce było to zaledwie 0,5 proc. Emisje akcji posiadały 2,4 procentowy udział w finansowaniu tej grupy podmiotów. W całej Unii Europejskiej było to natomiast 5,4 proc. Nadal formami finansowania, które cieszą się największym zainteresowaniem są kredyty handlowe i bankowe, debety na rachunku i leasing.

Były członek giełdy i aktualny prezes firmy BTFG Adam Ruciński tłumaczy, że takie działanie ma miejsce, ponieważ rynek kapitałowy jest regulowany przez wiele przepisów, których celem jest ochrona niedużych inwestorów. Wiele niedużych spółek nie może sprostać tym regulacjom. Na przykład nawet, aby wejść na rynek przeznaczony dla małych spółek trzeba mieć określony kapitał, a notowanie na tym rynku wiąże się z obowiązkiem ponoszenia comiesięcznych kosztów wynoszących kilka lub nawet kilkanaście tysięcy złotych.

Notowanie na parkiecie giełdowym wiąże się również ze spełnianiem określonych obowiązków informacyjnych. Co się zaś tyczy start-upów, czyli przedsiębiorstw dopiero debiutujących na rynku, decyzje zmieniane są szybciej niż w dłużej działającej i istniejącej na rynku firmie. W takich sytuacjach zarząd każdorazowo musi tłumaczyć się ze swoich decyzji inwestorom posiadającym pakiety akcji, co dodatkowo komplikuje sprawę,

Zdaniem Rucińskiego dopiero, gdy prowadzi się biznes na większą skalę, bycie spółką publiczną ma sens. Inwestorzy też nie chcą być akcjonariuszami początkujących, małych i innowacyjnych przedsiębiorstw. Takie młode spółki często nie mogą rozwinąć działalności i szybko upadają. O ile wyspecjalizowani inwestorzy instytucjonalni mogą sobie pozwolić na takie ryzykowne inwestycje, o tyle inwestorzy indywidualni nie godzą się na to.

Od 2013 r. na rynku NewConnect wzrosła liczba wymogów m.in. dotyczących wysokości kapitału własnego spółek wchodzących na tą giełdę, a także obowiązki informacyjne. Od września takie zmiany zaczęły obowiązywać na rynku papierów dłużnych.

Zmiana polityki na bardziej zaostrzoną i zwiększone wymogi dla debiutantów już mają wpływ na NewConnect, gdzie w bieżącym roku liczba debiutów zmalała do 18. W zeszłym roku o tej samej porze na rynku było już 36 nowych podmiotów. Warto zwrócić uwagę, że wielu inwestorów kupujących akcje lub obligacje spółek w następnej kolejności wymaga notowania papierów na regulowanej lub alternatywnej giełdzie.

W opinii zdecydowanej większości ekspertów z rynku finansowego zaostrzone wymagania mogą wielu spółkom utrudnić lub całkowicie odciąć dostęp do kapitału, ale na obecnym etapie są niezbędne, ponieważ mają zapewnić poprawienie jakości tego rynku.

Joanna Walerowicz

mojszmal.pl

Niełatwa dywersyfikacja portfela obligacji korporacyjnych

Konieczność rozproszenia ryzyka podczas inwestycji w papiery dłużne firm wydaje się oczywista. Ale teoria nie nadąża za praktyką, bo niezależnie czy kupujemy obligacje na rynku pierwotnym, czy na wtórnym, to musimy liczyć się z całym szeregiem przeszkód do pokonania.

 

Idealnym rozwiązaniem podczas inwestowania na rynku papierów korporacyjnych byłoby takie zdywersyfikowanie portfela, które zapewni, że kłopoty jednego z emitentów nie doprowadzą całości kapitału do ruiny. Dobrym wzorem mogą okazać się więc fundusze obligacji firm, które ustalają nie tylko limity na konkretne serie, ale też na spółki, czy nawet na całe branże. Lecz przeniesienie tego modelu na portfel typowego inwestora indywidualnego może okazać się niemożliwe, głównie ze względu na nieporównywalnie mniejszą skalę działalności.

 

Podczas zakupu obligacji korporacyjnych na rynku pierwotnym jako takie rozproszenie ryzyka staje się możliwe dopiero w przypadku inwestorów posiadających sześciocyfrowe kwoty. W przypadku emisji prywatnych, przeznaczonych dla wąskiego grona odbiorców, minimalny zapis to minimum 20-30 tys. zł, a zwykle więcej (50-100 tys. PLN). W najlepszym przypadku uda się zbudować portfel z czterech, może pięciu serii obligacji różnych spółek.

 

W przypadku rynku pierwotnego rozwiązaniem problemu mogłyby okazać się emisje publiczne, gdzie minimalny próg wejścia wynosi zwykle 1 tys. zł. Ale tego typu oferty pojawiają się na rynku rzadko i bywają bardzo zróżnicowane pod względem jakości samych emitentów. Znajdziemy tu bowiem zarówno duże spółki o relatywnie niskim ryzyku (co oczywiście jest odzwierciedlone w oprocentowaniu), jak i niewielkie podmioty emitujące obligacje do 10 mln zł. W tym ostatnim przypadku mówimy jednak o wysokodochodowych papierach (obecnie 8-9,5 proc. rocznie), które ze względu na znacznie wyższe ryzyko nadają się co najwyżej jako dopełnienie inwestycyjnego portfela.

 

Znacznie łatwiej budowa portfolio obligacji firm powinna przebiegać na rynku wtórnym. Wprawdzie i tutaj zdarzają się wysokie progi wejścia (dla kilku serii 10 lub 100 tys. zł), ale zakup papierów w giełdowym obrocie wydaje się rozwiązaniem znacznie bardziej przystępnym, bo większość serii ma nominał na poziomie 0,1 lub 1 tys. zł. Odpada zatem problem wyczekiwania na koleje emisje. Zakupów można dokonywać na bieżąco, ale za cenę niższej rentowności, ponieważ solidne papiery zwykle wyceniane są z wysoką premią, tj. powyżej wartości nominalnej, co obniża rentowność inwestycji. W przypadku inwestorów, którzy nie chcą przepłacać, zakupy przypominają natomiast bardziej polowanie na okazje, co nierzadko wymaga sporej cierpliwości.

 

Niska płynność na Catalyst to niejedyna przeszkoda w budowie zdywersyfikowanego portfela obligacji firm. Choć w giełdowym obrocie można znaleźć zróżnicowanych emitentów, to na pewno da się zauważyć sporą nadreprezentację spółek z szeroko rozumianej branży finansowej (banki, windykatorzy, firmy pożyczkowe) oraz budowlanej. Tego typu dysproporcje występują także w przypadku samego oprocentowania. Mniej niż co piąta emisja znajdująca się w detalicznej części rynku Catalyst ma stałe odsetki (licząc po wartości emisji jest to tylko 3,5 proc.). Na domiar złego, często są to papiery o wyższym ryzyku.

 

Warto także pamiętać o tym, aby nie przesadzić w drugą stronę. Zbyt duża liczba pozycji w obligacyjnym portfelu może okazać się kłopotliwa ze względu na konieczność monitorowania sytuacji każdej ze spółek.

 

Michał Sadrak

Źródło:  Open Finance

Gdzie gromadzi aktywa największy norweski fundusz?

Wartość aktywów Norweskiego Państwowego Funduszu Emerytalnego jest obecnie wyceniana na 890 mld dolarów. Porównując, średnia wartość PKB Polski w zeszłym roku była na poziomie 517 mld dolarów.

Wspomniana wartość aktywów zgromadzonych w norweskim funduszu została uzyskana na koniec czerwca tego roku Szacunki portalu Quartz wykazują, że to tyle samo ile łączna rynkowa kapitalizacja trzech największych spółek z sektora energetycznego tj. firm Chevron, Shell i Exxon. Populacja Norwegi to zaledwie 5 mln osób, dlatego na jednego mieszkańca przypada 178 tys. dolarów oszczędności zebranych na największym na rynku finansowym funduszu majątkowym. W przeciągu sześciu lat ma się on rozrosnąć do 1,1 bln dolarów.

Pod koniec czerwca tego roku 61,3 proc. aktywów funduszu stanowią inwestycje w akcje spółek obecnych na giełdzie, 31,6 proc. – obligacje, a 1,2 proc. – nieruchomości. Obowiązująca zasada eliminuje możliwość dokonywania przez fundusz jakichkolwiek inwestycji w Norwegii.

Według przyjętej niedawno nowej strategii inwestycyjnej, NPFE ma teraz bardziej inwestować na rynku nieruchomości (dotychczas umieszczał tu najwięcej 5 proc. aktywów) oraz więcej inwestować na rynkach wschodzących.  Agencja Bloomberg podaje, że inwestycje w Europie mają zostać ograniczone z 46 proc do 40 proc. udziałów w portfelach.

Aktualnie 9,9 proc. akcji oraz 13,4 proc. obligacji będących w portfelu norweskiego funduszu stanowią papiery rynków wschodzących, Największym z nich, na których zaangażowany jest fundusz, są Chiny. Stamtąd pochodzi dziś 2,4 proc. aktywów funduszu.

Najnowsze dane pokazują, że w drugim kwartale stopa zwrotu osiągnięta przez norweski fundusz wyniosła 3,3 proc. Zysk, jaki przyniosły inwestycje na rynkach wschodzących to 7,4 proc. Rósł on przede wszystkim dzięki Rosji, Turcji, Indiom i Brazylii. Z kolei rynki rozwinięte przyniosły zysk funduszowi w wysokości 3,7 proc.

Norwegia, mimo że nie współtworzy Unii Europejskiej respektuje sankcje nałożone na Rosję przez UE i Stany Zjednoczone. Od ośmiu miesięcy nie doszło do żadnych transakcji funduszu z uczestnictwem rosyjskich aktywów.

Joanna Walerowicz

mojszmal.pl

Brakuje chętnych na obligacje skarbowe

W czerwcu inwestorzy indywidualni kupili najmniej obligacji od roku. Mimo tego Ministerstwo Finansów postanowiło obniżyć oprocentowanie oferowanych w sierpniu papierów dwu- i trzyletnich.

 

Czerwcowa sprzedaż obligacji skarbowych wyniosła 116,3 mln zł i była o 24,8 proc. niższa w porównaniu z majem oraz o 19 proc. niższa niż rok temu. Blisko jedna trzecia papierów została objęta w ramach transakcji zamiany, co znaczy, że na rynek ten trafiło zaledwie 78,8 mln zł nowych oszczędności od inwestorów detalicznych. W czerwcu, podobnie jak w poprzednich miesiącach, największym wzięciem cieszyły się papiery z krótszymi terminami zapadalności. Na stałokuponowe obligacje dwuletnie przeznaczono 76,4 mln zł, zaś na kolejnych miejscach znalazły się papiery cztero-, dziesięcio- i trzyletnie z popytem na poziomie wynoszącym odpowiednio 20 mln zł, 12,1 mln zł oraz niespełna 7,8 mln zł.

 

Oferowane przez Ministerstwo Finansów obligacje największą popularnością cieszą się wśród inwestorów powyżej 50. roku życia. Objęli oni aż 76,5 proc. czerwcowej emisji. Lecz co ciekawe, w ramach Indywidualnych Kont Emerytalnych (IKE), które w określonych warunkach pozwalają nie płacić 19-proc. podatku od zysków kapitałowych, wciąż nabywa się niewiele obligacji. W czerwcu kupiono w ten sposób tylko 3,1 proc. całej emisji, tj. niespełna 3,6 mln zł.

Znacznie lepiej wypada podsumowanie sprzedaży papierów skarbowych za całe półrocze, w którym popyt na obligacje wyniósł 1,27 mld zł i był o ponad połowę wyższy niż przed rokiem. Warto jednak podkreślić, że duża w tym zasługa jednorazowej oferty z lutego, kiedy inwestorzy objęli, niedostępne w regularnej ofercie, siedmiomiesięczne papiery za 282,2 mln zł.

 

Na koniec maja (ostatnie dostępne dane) inwestorzy detaliczni trzymali w inwestycyjnych portfelach obligacje skarbowe za 9,18 mld zł, z czego 6,07 mld zł przypadało na papiery zmiennokuponowe (trzy-, cztero- i dziesięcioletnie). Dla porównania, w tym samym czasie na bankowych depozytach gospodarstwa domowe posiadały 553,6 mld zł (w tym 272,7 mld zł na lokatach), a w detalicznych funduszach inwestycyjnych znajdowało się około 108 mld zł (dane za Analizami Online).

 

W sierpniu, po ośmiu miesiącach zastoju, resort finansów obniży oprocentowanie obligacji dwuletnich o 0,2 pkt proc. do 2,8 proc. w skali roku. Obniżone zostaną także odsetki od papierów trzyletnich, ponieważ w pierwszym półrocznym okresie odsetkowym dadzą one zarobić 3 proc. w skali roku, zamiast dotychczasowych 3,3 proc. W kolejnych okresach odsetkowych oprocentowanie równe będzie sześciomiesięcznej stopie WIBOR. Bez zmian pozostaje natomiast oprocentowanie obligacji cztero- i dziesięcioletnich. W pierwszym rocznym okresie dadzą one zarobić odpowiednio 3,5 i 4 proc., zaś w kolejnych latach oprocentowanie będzie obliczane jako suma inflacji i marży wynoszącej odpowiednio 1,25 pkt proc. i 1,5 pkt proc. Oznacza to, że za rok inflacja musiałaby wynieść 2,25-2,5 proc., aby odsetki pozostały na niezmienionym poziomie.

 

Michał Sadrak

Źródło: Open Finance

Na jakich zasadach funkcjonuje GPW?

W czasach, gdy oprocentowanie z lokat nie jest zadowalające, wzrasta zainteresowanie giełdą. Coraz więcej indywidualnych inwestorów chce pomnożyć swoje środki nabywając i zbywając akcje. Jednak handel nimi to nie zabawa dla każdego. Jak działa giełda? Czym można na niej handlować?

Giełda Papierów Wartościowych to jeden z największych dostawców finansowania dla funkcjonujących w Polsce przedsiębiorstw. Przedsiębiorcy zamiast zadłużać się poprzez pożyczki bankowe debiutują na giełdzie i zbywają część lub wszystkie udziały w postaci akcji. Oprócz zapewniania kapitału, giełda stanowi także cenne źródło informacji o stanie polskiej gospodarki. Opiera się ono na ekonomicznych przewidywaniach, które polegają na śledzeniu indeksów giełdowych. W sytuacji, gdy przez dłuższy czas maleją, oznacza to, że prawdopodobnie nadchodzi spowolnienie, jeśli zaś rosną, to można oczekiwać, że za krótki czas biznesy w kraju zaczną iść w górę. Na giełdzie występuje kilka indeksów giełdowych. Na przykład, indeks WIG30 – to skumulowane razem akcje 30 największych spółek ujęte w jednym wskaźniku, który tworzy, wirtualną akcję, której kurs można śledzić i tym samym wiedzieć jak radzi sobie 30 spółek.

Podmioty, które zadebiutowały na giełdzie mają znacznie więcej obowiązków niż zwykłe przedsiębiorstwa. Między innymi konieczne jest składanie raportu z działalności firmy, co trzy miesiące, aby inwestorzy, którzy nabyli jej akcje, byli świadomi, jaka jest sytuacja firmy, której są współwłaścicielami, poprzez dysponowanie akcjami. Nadzór na tym sprawuje Komisja Nadzoru Finansowego.

Co można kupować i sprzedawać na giełdzie? Szczególnie akcje. Transakcji możemy dokonywać za pośrednictwem biura maklerskiego, w którym otwieramy swój rachunek maklerski. W innym wypadku nie można nabywać akcji od innych inwestorów, aby je później sprzedać. Następnym instrumentem finansowym, którym możemy handlować są certyfikaty inwestycyjne oraz obligacje, czyli papiery wartościowe, w których państwo, firmy lub samorządy deklarują się zwrócić nam pożyczone pieniądze wraz z doliczonymi odsetkami. Najbardziej ryzykowne jest jednak inwestowanie w kontrakty terminowe polegające na zakładach pieniężnych dotyczących tego, ile wyniesie kurs danej spółki lub indeksu. Funkcjonują one w oparciu o dźwignię finansową, co sprawia, że w jeden dzień możemy bardzo dużo zyskać, albo wszystko stracić.

Wielu zwykłych obywateli, choć nie zdaje sobie z tego sprawy, jest inwestorami giełdowymi. Jest tak, ponieważ fundusze emerytalne i towarzystwa ubezpieczeniowe inwestują środki swoich kontrahentów właśnie na giełdzie.

Joanna Walerowicz

mojszmal.pl