Archiwa blogu

Zmiany w regulaminie operatora telekomunikacyjnego nie powodują, że można zerwać umowę bez kary

Operatorzy telekomunikacyjni wysyłają do swoich klientów informację o zmianach w regulaminie świadczenia usług. Pozwalają one na wypowiedzenie kontraktu bez potrzeby zwrotu ulgi promocyjnej. W takim przypadku prawo na to nie pozwala.

Wraz ze zmianą regulaminu lub cennika usług telekomunikacyjnych klient nabywa określone prawa. Jak to wygląda przy zmianach wprowadzonych przez regulatorów tego rynku, czyli UKE, UOKiK i MAiC? Na to pytanie odpowiedzieli specjaliści z Federacji Konsumentów.

Niektórzy konsumenci, którzy ostatnio otrzymali od swojego operatora wiadomość o wprowadzeniu zmian w dotychczasowym regulaminie uradowali się z tego powodu. Daje to bowiem możliwość wypowiedzenia kontraktu bez konieczności zwrotu ulgi promocyjnej. Abonenci korzystają z tej możliwości zmuszając operatów do zaoferowania korzystniejszych warunków lub zmieniając usługodawcę.

Federacja Konsumentów tłumaczy, że informacja, którą w ostatnim czasie otrzymują abonenci wynika z wejścia w życie nowych ogólnych regulacji prawa, czyli rozporządzenia Ministra Administracji i Cyfryzacji dotyczącego reklamacji usługi telekomunikacyjnej. Zmienił się m.in. sposób odpowiedzi na reklamację oraz konieczność wyjaśnienia jedynie negatywnie rozpatrzonej reklamacji.

Jaki jest zatem powód, że w tym przypadku nie można rozwiązać kontraktu z operatorem bez konieczności płacenia kary?

Agnieszka Popławska, prawnik Federacji Konsumentów mówi, że jeśli klauzula jest niezgodna z prawem i na skutek działania UKE lub UOKiK została wykreślona lub poprawiona, to w tym momencie nie doszło do naruszenia prawa. Jeśli nie, to wówczas konsument nie może rozwiązać umowy. Abonent, który w tym okresie zdecyduje się zerwać umowę, będzie musiał uiścić karę widniejącą w zawartym kontrakcie.

Popławska dodaje, że podobnie jest przy zmianie przepisów. Uchwalenie poprawek do ustawy przez Sejm nie dąży do tego, aby konsumenci mogli uniknąć kary umownej i zachowania np. nowego telefonu. W takich przypadkach niektóre regulacje zmieniane są na korzyść firmy, a nie konsumenta i odwrotnie.

Joanna Walerowicz

mojszmal.pl

Reklamacja a gwarancja konsumencka

Często z powodu niewiedzy z zakresu ustawowych regulacji konsumenci nie dochodzą swoich praw, które przysługują im w związku z nabyciem konkretnej rzeczy. Wykorzystują to handlowcy, którzy specjalnie ustalają krótsze terminy gwarancji.

Na mocy odpowiednich przepisów Kodeksu Cywilnego lub gwarancji przyznanej przez gwaranta, konsument w przypadku uznania, iż zakupiony przez niego towar jest niezgodny z umową ma prawo go zareklamować, żądając przywrócenia go do stanu zgodnego z umową poprzez jego: zamianę, naprawę, obniżenie ceny lub zwrócenie środków.

Od decyzji konsumenta zależy, którą opcję z zakresu uprawnień wybierze. Reklamację, której podstawę stanowi ustawa trzeba zgłosić sprzedawcy. Wystarczy tylko pójść do niego z paragonem lub innym pokwitowaniem sprzedaży.

Aby dochodzić swoich praw na podstawie gwarancji konsument musi mieć niezbędny dokument gwarancyjny, na którym musza znajdować się określone w ustawie dane.

W sytuacji, gdy gwarantem jest sprzedawca, konsument może ustnie powiadomić, z której podstawy reklamacyjnej chce skorzystać.

Kluczową kwestią jest czas, w którym konsument może skorzystać ze swoich uprawnień. Zgodnie z ustawą, przy „gwarancji konsumenckiej” konsument ma 2 lata na dochodzenie swoich roszczeń. Z kolei długość gwarancji zależy od przedsiębiorcy. Ustawa bowiem nie narzuca ani minimalnego, ani maksymalnego czasu ochrony, ponieważ gwarant może go ustalać swobodnie.

Konsumenci często nie są świadomi dwoistości reklamacji. Dlatego też, bez sprzeciwu akceptują terminy określone przez sprzedawców i nie dochodzą swoich praw, gdy wykryją wadę zakupionego towaru po ich upływie. Często dokument gwarancyjny doczepiony do paragonu określa kilkumiesięczny termin gwarancji i nie zawiera informacji o dalszym obowiązywaniu reklamacji ustawowej. W ten sposób kupujący są wprowadzani w błąd i pozostają przekonani o tym, że stracili już swoje prawa.

Joanna Walerowicz

mojszmal.pl

Reklamacja nieudanej operacji w bankomacie jest dość kłopotliwa

W sytuacji, gdy chcemy wypłacić gotówkę z bankomatu, zanim wstukamy pin powinniśmy się poważnie pomyśle nad ewentualnymi skutkami. Firmy zewnętrzne, do których należą urządzenia nie zapewniają bowiem wypłacającym należytej ochrony.

Niestety, w niektórych przypadkach bywa tak, że pomimo wykonania poprawnie wszystkich czynności bankomaty nie wypłacają pieniędzy lub wydają ich za mało, a z konta znika wpisana na początku kwota. Wypłacający znajdzie się w korzystniejszej sytuacji wtedy, gdy naruszenie miało miejsce przy bankomacie który jest własnością banku, w którym ma założone konto osobiste. Wówczas sytuację można szybko rozstrzygnąć kontaktując się z jednostką banku. Kłopoty pojawiają się wtedy, gdy maszyna należy do operatora zewnętrznego.

Jeżeli transakcja zakończyła się brakiem wypłaty gotówki należy spisać numer bankomatu i dokładną godzinę zdarzenia. W próbach dzwonienia pod numer mieszczący się na bankomacie nie ma sensu, ponieważ według właściciela maszyny, w sprawie reklamacji każdorazowo trzeba zwracać się do banku, w którym klient ma konto. Potrzebne będzie więc złożenie reklamacji w banku. To stanowi podstawę do podjęcia przez bank postępowania reklamacyjnego, którego częścią jest wystąpienie do operatora z prośbą o wyjaśnienia.

I tutaj mogą pojawić się problemy. Jeżeli bowiem właściciel bankomatu stwierdzi, iż analiza transakcji w systemie autoryzacyjnym nie ujawniła żadnych nieprawidłowości w przebiegu konkretnej operacji konsument nie ma żadnej szansy wykazania swoich racji. Wówczas bank przychyla się do stanowiska firmy zewnętrznej i zamyka procedurę, traktując swojego klienta jak oszusta. Co więcej, poszkodowany nie ma wglądu w żadne dokumenty związane ze sprawą. Operator nie ujawnia zapisu z monitoringu, mimo że każdy bankomat musi być pod stałym dozorem kamer. Nagranie stanowi bowiem niepodważalny dowód, że pieniądze nie zostały wypłacone. W efekcie rozgrywkę wygrywa operator.

Na podstawie wewnętrznych procedur postępowanie reklamacyjne ma dwie instancje. Poszkodowany może złożyć odwołanie. Jednak nie zmienia się ani jego sytuacja dowodowa ani nastawienie banku w kierunku wyjaśnienia sprawy. W takiej sytuacji pozostaje tylko wejść na drogę sądową lub wniesienie sprawy do Bankowego Arbitra Konsumenckiego działającego przy Związku Banków Polskich. Drugie rozwiązanie mogą wybrać jedynie poszkodowani, których roszczenie nie przewyższa 8000 zł. Z kolei w postępowaniu sądowym oprócz przepisów prawnych kluczowe są reguły etyczne zamieszone w Zasadach Dobrej Praktyki Bankowej. W tej sytuacji rozstrzygnięcie może bazować na zasadach współżycia społecznego. Postępowanie sądowe wiąże się z dużym formalizmem oraz wyższymi kosztami. Przede wszystkim, konkretne naruszenie musi dotyczyć przepisu prawa lub umowy.

Joanna Walerowicz

mojszmal.pl

Rośnie liczba ataków phishingowych

W ostatnim czasie coraz częściej można usłyszeć o atakach phishingowych na polskich internautów. Nieprawdziwe linki wysyłane na nasze skrzynki mailowe mają na celu pozyskanie naszych danych wrażliwych przez cyberprzestępców. W ostatnich tygodniach otrzymują je nie tylko klienci banków, ale również telekomów czy poczty.

Phishing to działanie polegające na wysyłaniu dużej ilości maili na adresy zidentyfikowane, jako aktywne lub wybrane losowo. Wiadomość phishingowa będzie dotyczyła wypełnienia dołączonego formularza lub kliknięcie linku, który przekieruje nas na nieuczciwą stronę. Imituje ona stronę firmy, na którą w emailu powołują się przestępcy w celu wyłudzenia od nas danych wrażliwych.

O zagrożeniu, jakie związane jest z phishingiem od początku mogli się przekonać klienci banków. Jednak od kilku lat na rynku coraz aktywniej zaczynają działać operatorzy telekomunikacyjni. Zaczynają współpracować z bankami, na skutek czego klienci zaczęli otrzymywać fałszywe faktury za usługi telekomunikacyjne. Sprawą zajął się Urząd Komunikacji Elektronicznej, który przestrzega konsumentów przed korespondencją nadsyłaną z adresów mailowych podobnych do adresów dostawców usług telekomunikacyjnych i wykorzystujących ich logotypy.

Rzecznik UKE, Dawid Piekarz stwierdził, że w tej sprawie podejmowane są czynności prewencyjne. Wykorzystując możliwości, które są aktualnie dostępne na rynku UKE stara się uczulić konsumentów na ryzyko i przestrzec przed próbą wyłudzenia danych osobowych lub pieniędzy.

Jeżeli przy zawarciu umowy z usługodawcą nie deklarowaliśmy chęci otrzymywania faktur w postaci elektronicznej i nie wyraziliśmy na to zgody, a mimo to na naszą skrzynkę mailową została nadesłana wiadomość z taką fakturą lub jeżeli zgodziliśmy się na otrzymywanie faktur w takiej formie, ale nie mamy pewności co do jej autentyczności powinniśmy wstrzymać się z dokonaniem opłaty i niezwłocznie skontaktować się z biurem obsługi klienta danego dostawcy usług telekomunikacyjnych, aby dokonać weryfikacji autentyczności wysłanej faktury.

Jak uniknąć phishingu? Istnieje dużo czynników wskazujących na to, że mail, który dostaliśmy jest nieuczciwy:

– podejrzane linki: mimo, że mogą wyglądać na prawdziwe, to może nas zmylić. W pierwszej kolejności, należy sprawdzić, czy adres odnośnika jest identyczny jak adres przeglądarce po najechaniu nad URL w emailu. Jeżeli coś wzbudzi nasze podejrzenia – nie klikajmy w link,

– zwróć uwagę na adres, z którego została wysłana wiadomość z elektroniczną fakturą,

– jeżeli nie jesteś pewny czy wiadomość mailowa jest prawdziwa, nie klikaj w żaden link. Aby dowiedzieć się czy mamy jakąś istotną wiadomość należy zalogować się na stronie banku, a wówczas dowiemy się tego,

– w wysłanych załącznikach może kryć się niebezpieczny wirus, dlatego nigdy nie powinniśmy otwierać załączników bez stuprocentowej pewności, że są one autentyczne,

– sprawdź, czy zamieszczony na fakturze elektronicznej numer konta bankowego jest zgodny z tym, na który trzeba wysłać pieniądze,

– faktura elektroniczna wysłana przez właściwego usługodawcę zostanie przesłana wyłącznie na adres, który osobiście podaliśmy przy zawarciu umowy z tym usługodawcą.

Joanna Walerowicz

mojszmal.pl

Czy warto mieć w samochodzie kartę ratowniczą?

Bezpieczeństwo na drodze jest niezwykle ważne. Aktualnie w całej Europie trwa kampania, której celem jest promowanie takiego zachowania. W ramach akcji informacyjnej coraz częściej słyszy się o karcie ratowniczej pojazdów. Z pozoru to nic znaczącego, bo jedynie szkic pojazdu. Gdy jednak dochodzi do sytuacji, kiedy trzeba ratować ludzkie życie, każda sekunda się liczy.

Międzynarodowa nazwa zestandaryzowanej informacji zawierającej symbole i oznaczenia umieszczone na kartce A4 to rescue sweet. Znajdziemy na niej kluczowe dla służb ratowniczych elementy pojazdu, co pozwala na ich szybsze i sprawniejsze zlokalizowanie.

Na kartach zaznaczone są wzmocnienia karoserii, lokalizacja akumulatora, poduszek powietrznych czy gazowych napinaczy pasów bezpieczeństwa. Te elementy w każdym z samochodów mogą być umieszczone w innych miejscach, co może powodować problem z ich odnalezieniem. Po zapoznaniu się z informacją znajdująca się na karcie, ekipa ratunkowa może poruszać się szybciej, nie tracąc czasu na poszukiwanie konkretnych elementów wyposażenia samochodu. Jak się okazuje ma to duże znaczenie. Zgodnie z danymi promującymi karty ratownicze, jej posiadanie może skrócić czas akcji ratunkowej nawet do 30 proc., co przekłada się na 6-9 minut, które często są decydujące w ratowaniu ludzkiego życia.

Kartę ratowniczą samochodu można pobrać ze strony internetowej producenta samochodu. Po znalezieniu właściwej wersji karty, należy ją wydrukować i umieścić w osłonie przeciwsłonecznej po stronie prowadzącego pojazd. Organizatorzy akcji informacyjnej rekomendują, aby udać się po nią do autoryzowanych punktów wydawania kart ratowniczych w celu uniknięcia pomyłek w wyborze właściwej karty.

Joanna Walerowicz

mojszmal.pl

Płacenie kartą pomaga uniknąć oszustwa

W czasie wakacji często pozwalamy sobie na więcej – chcemy aby był to czas relaksu i wypoczynku, a nie zmartwień i oszczędności. Płacąc za wakacyjne wyjazdy powinniśmy jednak zachować ostrożność. Gdy jest to możliwe warto regulować urlopowe rachunki za pomocą karty.  Dzięki temu, gdy biuro podróży czy hotel odrzuci naszą reklamację, wtedy bank może pomóc nam odzyskać pieniądze. Expander przypomina jednak, że taki sposób płatności może też mieć negatywne konsekwencje. Dzięki temu usługodawcy mogą odzyskać pieniądze, gdy to my spowodujemy jakieś  szkody.  

 

Okres wakacji to jeden z tych momentów w roku kiedy rosną wydatki w domowym budżecie. Wyjeżdżający na wczasy zwykle chcą spędzić czas na przyjemnościach, a to kosztuje. Bywa, że podczas letniego wypoczynku zapominamy o tym, że w życiu nie wszystko idzie po naszej myśli. Kłopotem na wakacjach może być np. niedotrzymanie przez organizatora wyjazdu warunków, jakie obiecywał nam
w momencie, gdy dokonywaliśmy rezerwacji. Problemy mogą się oczywiście pojawić także w sytuacji, gdy sami organizujemy swój wyjazd. Zarezerwowany apartament z tarasem i pięknym widokiem na miejscu może okazać się pokojem z jednym oknem, z którego widać jedynie ścianę sąsiedniego budynku. W najgorszym przypadku może się nawet okazać, że ktoś nas oszukał i pensjonat, w którym mieliśmy nocować nie istnieje.

 

Z wyjątkiem oszustwa, w powyższych sytuacjach, możemy oczywiście domagać się rekompensaty od biura podróży czy hotelu. Co jednak, jeśli nasza reklamacja nie zostanie uznana lub nie otrzymamy żadnej odpowiedzi? Wtedy pozostaje droga sądowa czy też zgłoszenie oszustwa na policji. Pieniędzy możemy jednak nigdy nie odzyskać lub może to wymagać dużego wysiłku.

 

Istnieje jednak łatwiejszy sposób na odzyskanie swoich pieniędzy od nieuczciwego usługodawcy czy sprzedawcy. Jest on jednak dostępny tylko dla tych, którzy płatności dokonali za pomocą karty. Jeśli mamy taką możliwość, to warto wybierać tą formę płatności, gdyż wtedy możemy liczyć na pomoc instytucji finansowej. Organizacje płatnicze stworzyły bowiem specjalne regulacje chroniące konsumentów. Zgodnie z nimi transakcje dokonane kartą można wycofać za pomocą usługi chargeback.

 

Aby liczyć na taką pomoc należy jednak przestrzegać pewnych zasad. Przede wszystkim bank może nam pomóc tylko jeśli podjęliśmy próbę kontaktu ze sprzedającym czy usługodawcą i domagaliśmy się zwrotu środków lub naprawienia szkody, ale nie przyniosło to rezultatu. Jeśli otrzymamy odpowiedź odmowną lub nie otrzymamy żadnej odpowiedzi, dopiero wtedy należy poprosić o pomoc bank, który wydał kartę.
W reklamacji należy opisać zaistniałą sytuację.

 

Jako załącznik warto przedstawić kopię umowy lub inne dokumenty potwierdzające, że usługa za którą zapłaciliśmy nie została wykonana lub że była ona niezgodna z zawartą umową. Mogą to być np. zdjęcia zrobione przez nas w hotelu oraz dla porównania te, jakie zostały zamieszczone w folderze reklamowym lub opis pokoju w umowie. Jeśli padliśmy ofiarą oszusta, który nie odbiera od nas telefonu oraz nie odpowiada na pisma i maile, to należy udokumentować, że podejmowaliśmy próby kontaktu. Dowodem na to może być np. kopia wysłanej reklamacji lub billing pokazujący, że próbowaliśmy wyjaśnić sprawę telefonicznie. Dobre udokumentowanie zaistniałej sytuacji znacznie zwiększa szanse na to, że bank zwróci pieniądze.

 

Druga strona medalu

Warto jednak dodać, że płatność dokonana za pomocą karty daje też pewne przywileje usługodawcom. Część hoteli czy wypożyczali samochodów wymaga przy rezerwacji podania numeru karty kredytowej.  Jeśli to my wyrządzimy jakąś szkodę, usługodawca może obciążyć kosztami naszą kartę. Stanie się tak np. gdy zniszczymy jakiś sprzęt w pokoju hotelowym. Po powrocie z wakacji możemy też zobaczyć na swojej karcie obciążenia z tytuły mandatów za przekroczenie prędkości. Może się tak zdarzyć, jeśli fotoradar zrobi nam zdjęcie w wypożyczonym samochodzie. Wtedy po pewnym czasie mandat przychodzi do wypożyczalni, a ta obciąża nim kartę klienta.

 

Jarosław Sadowski

Główny Analityk firmy Expander

Jakie korzyści płyną z posiadania licznika przedpłatowego?

Korzystanie z liczników pre-paid cieszy się coraz większą popularnością. Na czym polega rozliczanie się ze zużycia energii na zasadzie przedpłatowej?

Licznik przedpłatowy działa na takiej samej zasadzie, jak telefon komórkowy na kartę, aby korzystać z energii konieczne jest wcześniejsze doładowanie konta. Umożliwia to samodzielne kontrolowanie zużycia energii oraz kupowanie według własnego zapotrzebowania i możliwości finansowych. Klient, który posiada licznik przedpłatowy, sam postanawia o ilości pobranej energii i okresie tego poboru. Równocześnie, musi też płacić stałe opłaty, niezależnie od tego, czy energia elektryczna jest przez niego zużywana.

Zamontowanie przedpłatowego licznika pomiarowo-rozliczeniowego może nastąpić z inicjatywy wrażliwego odbiorcy energii elektrycznej, który w tym celu składa u dystrybutora właściwy wniosek. Przedsiębiorstwo ma obowiązek zamontować taki licznik w terminie 21 dni od dnia przedłożenia wniosku.

Ponadto, o zainstalowaniu urządzenia przedpłatowego może też zadecydować dystrybutor energetyczny, w przypadku gdy odbiorca co najmniej dwukrotnie w ciągu roku nie uregulował rachunku za pobraną energię elektryczną, nie ma tytułu prawnego do nieruchomości lub użytkowany lokal lub obiekt nie spełniają wymogów do regularnego kontrolowania stanu układu pomiarowo-rozliczeniowego.

Konsument posiadający zainstalowany licznik przedpłatowy i korzystający z usługi pre-paid, może nabyć energię na kilka sposobów: za pośrednictwem Biura Obsługi Klienta, w punktach handlowych, gdzie mają taką usługę lub przez Internet. Po otrzymaniu wygenerowanego kodu doładowania trzeba wpisać go do licznika i taką metodą doładować konto.

Liczniki przedpłatowe dzięki samoistnej kontroli zużycia energii i wydatków na nią pozwalają na uniknięcie zadłużenia. Klient nie może korzystać z energii, jeśli za nią nie zapłaci.

Niegdyś liczniki przedpłatowe były zakładane obowiązkowo w tych lokalach na których występowało zadłużenie. Aktualnie decydują się na nie odbiorcy, którzy chcą mieć kontrolę nad wydatkami m.in. najemcy mieszkań, właściciele domków letniskowych czy posiadacze garaży. Rozwiązanie to jest szczególnie korzystne dla osób, które wynajmują lokale mieszkalne lub użytkowe, bo dzięki licznikom pre-paid nie muszą nadzorować płatności ani niepokoić się o długi pozostawione przez lokatorów.

Joanna Walerowicz

mojszmal.pl

Gdzie można świadczyć telepracę?

Telepraca to zorganizowanie pracy świadczonej regularnie poza siedzibą przedsiębiorstwa. Przy jej realizacji pracownik porozumiewa się z pracodawcą za pomocą telefonu lub komputera.

Forma pracy w postaci telepracy charakteryzuje się trzema cechami:

– jest realizowana poza miejscem zatrudnienia,

– jest wykonywana regularnie,

– jest realizowana za pośrednictwem środków komunikacji elektronicznej w postaci rozwiązań technologicznych, czyli narzędzi teleinformatycznych i pracujących z nimi systemów, które pozwalają na komunikowanie się na dystans przy wykorzystaniu transmisji danych, szczególnie telefonów komórkowych, pocztą elektroniczną, komunikatorów internetowych czy systemów konferencyjnych.

Miejsce świadczenia telepracy uzgadniane jest przez obie strony nawiązujące stosunek pracy. Najistotniejszym zamierzeniem jest, aby było ono najbardziej dogodne dla obu stron.

Telepraca może być wykonywana pod adresem zamieszkania zatrudnionego, czyli w domu lub mieszkaniu (home-based teleworking) lub częściowo w biurze i w domu (telepraca zmienna). Jednocześnie telepraca może być wykonywana w tzw. telecentrum, czyli pomieszczeniu biurowym znajdującym się z dala od siedziby pracodawcy; może ono być własnością przedsiębiorcy zatrudniającego lub innej osoby prowadzącej telecentrum w ramach działalności gospodarczej. Innym rodzajem telepracy świadczonej poza miejscem zamieszkania jest telepraca mobilna – wykonywana w miejscu, w którym w danym momencie przebywa zatrudniony przy użyciu systemów teleinformatycznych, lub tzw. telechatki, czyli telecentrum zlokalizowanego na terenach wiejskich.

Warunki świadczenia telepracy pracodawca określa samodzielnie lub w porozumieniu z zakładową organizacją związkową, jeżeli taka funkcjonuje przy jego firmie. Jednak w większości przypadków powierzenie pracownikowi pracy w formie telepracy ma miejsce w wyniku porozumienia obu stron. Odbywa się to na mocy zawarcia umowy o pracę lub już w trakcie zatrudnienia, z inicjatywy pracownika lub pracodawcy.

Joanna Walerowicz

mojszmal.pl

Czego nie powinien robić windykator?

Kilka tygodni temu rząd przyjął nowe założenia do ustawy antylichwiarskiej, które mają bardziej zabezpieczyć interesy osób decydujących się na pożyczki tzw. ”chwilówki”. Jednak zanim nowe regulacje zaczną obowiązywać, warto posiadać wiedzę, jak obronić się przed windykatorami, którym podmioty udzielające takich pożyczek sprzedają złe długi.

Przede wszystkim osoba zadłużona powinna zostać powiadomiona o zmianie wierzyciela, co oznacza, że od teraz będzie się z nią kontaktować windykator, a nie instytucja pożyczkowa. Po drugie windykator ma zawężone pole działania. Oznacza to, że nie może nachodzić nas w domu, obrażać, zastraszać ani grozić przejęciem własności. Jedyną osobą, która może wejść do domu dłużnika bez jego akceptacji jest komornik z prawomocnym wyrokiem sądu, który ma ze sobą.

Innym postępowaniem, jakiego nie może dopuścić się windykator jest rozmowa o dłużniku z jego pracodawcą, przyjaciółmi lub znajomymi. Nie może także żądać numeru jego rachunku bankowego czy oszczędnościowego, straszyć wpisem do rejestru dłużników lub zawiadomieniem służb policyjnych o przestępstwie.

Warto wiedzieć, że pisma, w których windykator wysnuwa groźbę egzekucji majątku nie posiadają mocy prawnej. Postępowanie egzekucyjne może rozpocząć się wyłącznie na wniosek komornika na podstawie prawomocnego wyroku sądowego.

Jak efektywnie bronić się przed nadgorliwym windykatorem? Dobrze jest rejestrować wszystkie przeprowadzone z nim rozmowy. Potrzebne jest jednak wcześniejsze uprzedzenie o tym zamiarze. Gdy prośby o zaprzestanie nękania telefonami, SMSami i wezwaniami nie przyniosą pożądanego skutku, należy zawiadomić policję lub w prokuraturze złożyć zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Ponadto można również złożyć doniesienie o nieetycznym działaniu windykatora do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Joanna Walerowicz

mojszmal.pl

Zasady przeprowadzania wynajmu średnioterminowego

Alternatywą dla długoterminowego najmu samochodu oraz krótkotrwałego pożyczania auta będzie wynajem średnioterminowy. Opcja ta została stworzona na prośbę wielu klientów, którym nie pasowały dotychczasowe rozwiązania. Jak wygląda ta forma pożyczania auta? Czy rzeczywiście jest wygodna?

Okazuje się, że wynajem średnioterminowy jest bardzo podobny do innych metod użytkowania samochodu, ale posiada również indywidualne cechy, które nie są dostępne.

Przede wszystkim w przypadku wynajmowania średnioterminowego konsument otrzymuje kompleksową gwarancję (serwis, samochód zastępczy, nowe opony) oraz możliwość wyboru oferty zgodnie z oczekiwaniami i wskazaniami konsumenta. Wiele ofert omawia się na spotkaniu i ocenia wartość wynajmu w ramach standardowych oraz dodatkowych opcji.

Nie można jednak zapominać, że usługa ta objęta jest podatkiem. Oznacza to, że użytkownik musi stosować tzw. kilometrówkę i obliczać koszty eksploatacji oraz utrzymania pojazdu. Jest to dość uciążliwe, aczkolwiek chyba jedyne wiarygodne wypełnienie obowiązku podatkowego.

red. Justyna Błahut
skarbowy.biz