Archiwa blogu

Przelewy natychmiastowe na fali wzrostu

We wrześniu br. Krajowa Izba Rozliczeniowa S.A. rozliczyła w systemie ELIXIR prawie 136 mln transakcji o wartości blisko 340 mld zł. W systemie EuroELIXIR, obsługującym rozliczenia w euro, przetworzonych zostało 1,4 mln transakcji o wartości obrotów ponad 7,6 mld euro. Natomiast w systemie Express ELIXIR zrealizowanych zostało ponad 94 tys. przelewów natychmiastowych na kwotę niemal 411 mln zł.

 

Od początku 2014 r. łączna liczba wszystkich transakcji krajowych przetworzonych w systemie ELIXIR osiągnęła 1,2 mld, a ich wartość wyniosła blisko 3 bln zł (dane za okres od stycznia do końca września br.).

 

W trzecim kwartale br. w systemie ELIXIR przetworzonych zostało ponad 394 mln transakcji, tj. o ponad 16 mln więcej niż w analogicznym okresie 2013 r. Wzrosła również wartość transakcji – z 971 mld zł (w trzecim kw. 2013 r.) do 1 bln zł (w trzecim kw. br.). W minionym miesiącu wartość blisko 136 mln transakcji rozliczonych w systemie ELIXIR wyniosła niespełna 340 mld zł. W porównaniu z wrześniem ub. r. wzrosła zarówno liczba przetworzonych transakcji, jak i ich wartość – odpowiednio o 10,9 mln szt. i 22,6 mld zł. Rekordowym, pod względem liczby przetworzonych transakcji, był poniedziałek 15 września, gdy liczba komunikatów osiągnęła 9,4 mln szt., a obroty 23 mld zł.

 

W systemie EuroELIXIR w trzecim kw. 2014 r. rozliczono ponad 4 mln transakcji na łączną kwotę 22,8 mld euro. W porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku, wzrosła zarówno ich liczba, jak i wartość – w trzecim kwartale 2013 r. przetworzono 3,3 mln transakcji o wartości 18,6 mld euro. W ujęciu miesięcznym, liczba transakcji dokonanych za pośrednictwem systemu EuroELIXIR we wrześniu 2014 r. wyniosła 1,4 mln osiągając wartość 7,6 mld euro. We wrześniu ub.r., w systemie EuroELIXIR rozliczono 1,1mln transakcji, a obroty wynosiły 6, 3 mld euro. Z porównania tych miesięcy wynika, że liczba zrealizowanych transakcji wzrosła o ponad 300 tys. szt., a wartości obrotów o 1,3 mld euro.

 

Duża dynamika wzrostu utrzymuje się w statystykach systemu Express ELIXIR. W ubiegłym roku, w okresie od lipca do września, odnotowano ponad 91 tys. tego typu transakcji na łączną kwotę 519 mln zł. Tymczasem w trzecim kwartale br. zrealizowanych zostało ponad 265 tys. przelewów natychmiastowych o wartości 1,1 mld zł – przeszło dwa razy przekraczającej ubiegłoroczne obroty odnotowane w trzecim kwartale. Warto zauważyć, że tylko we wrześniu br. klienci banków zrealizowali ponad 94 tys. przelewów natychmiastowych o wartości blisko 411 mln zł – to po raz kolejny najwyższe wartości odnotowane w ciągu jednego miesiąca od początku funkcjonowania systemu, tj. od czerwca 2012 r. W stosunku do danych w analogicznym okresie 2013 r., liczba transakcji wzrosła o ponad 60 tys. (z 33,4 tys.), a ich wartość ponad dwukrotnie – przed rokiem wynosiła 199 mln zł.

 

– Podczas międzynarodowej Konferencji SIBOS, największego spotkania branżowego poświęconego bankowości transakcyjnej, które w tym roku odbyło się w Bostonie, płatności natychmiastowe zostały uznane za najważniejszy trend w zakresie usług bankowych. W skali globalnej Express ELIXIR należy do wąskiego grona rozliczających je systemów, udostępnianych przez innowacyjne banki. Cieszy fakt, że nasze rozwiązanie jest dostrzegane i plasuje się w tym obszarze w ścisłej światowej czołówce –powiedział Michał Szymański, wiceprezes Zarządu KIR S.A.  

 

Źródło: Informacja prasowa

Zarządzanie ryzykiem nadużyć w cenie

-Bez usprawnienia współpracy międzynarodowej oraz między poszczególnymi sektorami rynku usług finansowych w Polsce, skuteczne przeciwdziałanie wyłudzeniom może okazać się trudne do zrealizowania. Istotne jest przede wszystkim rozumienie przepisów prawa, a nie bezrefleksyjne ich stosowanie zgodnie z zasadą „nie interpretować, a kopiować”- podkreśla generał Adam Rapacki.

 

To konkluzja nie do przecenienia, biorąc pod uwagę doświadczenia byłego wiceministra spraw wewnętrznych, a obecnie praktyka rynku, jednego z uczestników V Kongresu Antyfraudowego.

 

Wartość dodaną wydarzenia stanowiło zaangażowanie przedstawicieli już nie tylko banków, ale także SKOK-ów, firm pożyczkowych, branży leasingowej i ubezpieczeniowej. Szczególną uwagę poświęcono możliwościom ich współdziałania z organami ściągania. Kongres zorganizowała Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych wraz z firmą doradczą EY.

 

FRAUDY W INTERNECIE I PRZEZ TELEFON

 

Przeprowadzone po raz siódmy wśród podmiotów rynku finansowego badanie KPF i EY„Wyłudzenia kredytów w segmencie detalicznym” ujawnia, że najczęściej do wyłudzeń pieniędzy dochodzi za pośrednictwem kanałów zdalnych, czyli przy pomocy Internetu oraz telefonów. Tę metodę respondenci wskazali jako dominującą w stosowanych przez przestępców schematach, choć we wcześniejszych edycjach raportu ustępowała ona pośrednikom kredytowym jako w największym stopniu narażonym na ryzyko nadużyć. – Z jednej strony instytucje, oferujące produkty finansowe, chcąc efektywnie konkurować o klienta, muszą rozwijać bankowość internetową i mobilną, natomiast równolegle – nieustannie doskonalić systemy bezpieczeństwa, minimalizujące skalę fraudów, bo prawdopodobnie całkowicie tego zjawiska nikt nie będzie w stanie wyeliminować – przyznaje Mariusz Witalis, Partner w firmie EY.

 

Według danych Biura Informacji Kredytowej1, wartość udzielonych w I półroczu 2014 kredytów gotówkowych i ratalnych, czyli – w opinii ankietowanych – zdecydowanie najbardziej narażonych na wyłudzenia, wyniosła 37,7 mld PLN, a zatem jeśli przyjąć, że fraudy stanowią ok. 3% wszystkich zaciągniętych w tym okresie kredytów detalicznych, to wyłudzono ok. 1 miliarda PLN. Wbrew pozorom, nie tylko klienci instytucji finansowych dopuszczają się oszustw – coraz częściej stają się one udziałem pracowników. W badaniu „Wyłudzenia kredytów w segmencie detalicznym”co siódmy ankietowany wskazał, że sprawstwo powyżej 20% fraudów, do których doszło w ich firmach, należy przypisać właśnie osobom w nich zatrudnionym. Kim jest zatem sprawca fraudu wewnętrznego?

 

KIM SĄ SPRAWCY WYŁUDZEŃ?

 

– Może nim być każdy – od członka zarządu poczynając, a na szeregowym pracowniku obsługi klienta kończąc. Zaniechanie kontroli wewnętrznej pracowników, czasami odsunięcie niektórych działów HR od wnikliwej analizy dokumentów aplikacyjnych do pracy, które nierzadko bywają fałszowane, powoduje, że takie osoby czują się bezkarne, a cały wysiłek, włożony w promocję nowych produktów, zostaje wówczas zniweczony– mówi Michał Czuma, Doradca Zarządu PKO Leasing. Jednocześnie zajmujący się bezpieczeństwem biznesu, dr Łukasz Kister przekonuje, że pracodawca jest uprawniony do przetwarzania wyłącznie tych danych potencjalnego podwładnego, na które pozwala ustawa. –Zabrania się mu wykorzystywania tzw. danych „wrażliwych”, a zatem na przykład dotyczących skazania, mandatów karnych czy orzeczeń w postępowaniach sądowych albo administracyjnych – dodaje.

 

Na konieczność uruchomienia baz danych, pozwalających skuteczniej identyfikować oszustów wskazał podczas Kongresu gen. Adam Rapacki. – Nadmierna ochrona niektórych informacji stanowi przeszkodę w ściganiu przez służby państwowe oszustów. Niezbędne jest stworzenie choćby rejestru rachunków bankowych i powszechnego – przez Internet – dostępu do rejestru utraconych dokumentów– przekonuje były wiceminister spraw wewnętrznych.

Jak podkreśla Monika Kordowska z Departamentu Zarządzania Ryzykiem Operacyjnym Banku BGŻ, jeszcze kilka lat temu dominującą kategorię ryzyk w działalności instytucji finansowych stanowiły błędy pracowników i niedoskonałości systemowe. Obecnie szala przechyliła się na „korzyść” nadużyć zewnętrznych. Podobne wnioski płyną zresztą z badania KPF i EY, w którym aż 74% ankietowanych prognozuje pogorszenie sytuacji w obszarze wyłudzeń kredytów detalicznych. Dla porównania – w 2013 roku pesymistów było 60%.

 

ZINTENSYFIKOWAĆ WSPÓŁPRACĘ

 

Dlatego organizatorzy Kongresu Antyfraudowego dużo uwagi poświęcili współdziałaniu instytucji finansowych z organami ścigania. Z raportu wynika, że te pierwsze znacznie częściej zgłaszają skuteczne wyłudzenia kredytów lub pożyczek niż próby dokonania fraudów. Ponad 90%, biorących udział w badaniu stwierdziło, że o zaledwie 13% prób informują policję, a spośród przypadków skutecznych nadużyć zgłaszają 26%. Dlaczego organy ścigania dowiadują się o tak skromnym odsetku fraudów? Ponad połowa – 57% – respondentów jako główną przyczynę podaje, że „zebrany materiał dowodowy jest niewystarczający”, a prawie co trzeci – konieczność angażowania pracowników instytucji finansowych w czynności podejmowane przez wymiar sprawiedliwości i zbyt długie postępowania wyjaśniające.

 

Jeszcze mniej efektywnie w obszarze identyfikacji wyłudzeń i ich sprawców, zdaniem uczestników Kongresu, kształtują się relacje z międzynarodowymi organami ścigania, a także na linii rodzime instytucje finansowe – ich partnerzy z krajów Unii Europejskiej.

 

FRAUD BEZ GRANIC

 

Podczas kongresu zwrócono uwagę na postępującą profesjonalizację i globalizację grup przestępczych. Przyznano, że Polska, jako kraj na stosunkowo wczesnym etapie rozwoju gospodarki, a jednocześnie dość zamożny, stanowi dla międzynarodowych grup przestępczych łakomy kąsek. Znacząca skala migracji ludności sprzyja również umiędzynarodowieniu świata przestępczego.

 

– Głównym postulatem jest wspólny lobbying instytucji finansowych i organów ścigania na rzecz tworzenia nowych mechanizmów prawnych umożliwiających szybkie przekazywanie alertów o działaniach międzynarodowych grup przestępczych. Na poziomie poszczególnych instytucji podstawowym warunkiem skutecznego przeciwdziałania wyłudzeniom jest podnoszenie świadomości pracowników i stały monitoring zdarzeń –stwierdził Leszek Sołtysik, Doradca KPF ds. Ryzyka.

 

Obecnie polskie banki obowiązuje zakaz udostępniania informacji, objętych tajemnicą bankową pod groźbą sankcji cywilnej i karnej. Z kolei banki – zdaniem Dariusza Polaczyka, Dyrektora Departamentu Bezpieczeństwa Alior Banku – nie mogą korzystać z ostrzeżeń, generowanych przez Interpol i Europol. – Mimo, że już 10 lat jesteśmy w UE, to wciąż nie udało nam się wypracować formalnych kontaktów z naszymi odpowiednikami stamtąd i instytucjami wymiaru sprawiedliwości – przyznaje Polaczyk, pełniący jednocześnie funkcję przewodniczącego Rady ds. Bezpieczeństwa Banków przy Związku Banków Polskich.

 

Wiele do życzenia, w ocenie samych zainteresowanych, pozostawia jakość współpracy międzysektorowej, pomiędzy poszczególnymi branżami rynku finansowego. Podczas przeprowadzonego podczas kongresu anonimowego głosowania, jego uczestnicy wyrazili co prawda zdecydowaną wolę kooperacji przy identyfikacji fraudów – taką deklarację złożyło 80% głosujących – ale jednocześnie, zdając sobie sprawę ze zjawiska migracji sprawców wyłudzeń między sektorami, przyznają, że pole manewru mają niewielkie ze względu na bariery prawne, uniemożliwiające taką współpracę.

 

„Fraud bez granic” – taki temat nadano jednej z sesji. Sformułowanie „bez granic”, w miarę rozwoju dyskusji, nabierało nowego znaczenia. bowiem okazało się, że nie chodzi tylko o granice państw, ale i sektorów rynku finansowego oraz sieci telefonii i pozostałych, wystawiających e-faktury. –Pojawił się wątek związany z rynkiem kapitałowym w Polsce – manipulowania kursami akcji czy budzącymi zdziwienie prywatnymi emisjami obligacji.

 

E-faktury i „poobijany” pseudo reformami rynek kapitałowy w Polsce zapewne mogą stać się wiodącymi tematami na kolejnym Kongresie – komentuje Mirosław A. Bieszki, Doradca Ekonomiczny KPF. Warto jednak wspomnieć o tym już teraz, ponieważ – jak zgodnie podkreślili wszyscy uczestnicy – celem Kongresu nie jest wyłącznie wymiana doświadczeń, ale również zapalanie świateł ostrzegawczych tam, gdzie konieczny jest alert antyfraudowy.V Kongres Antyfraudowy, który zgromadził ponad 100 uczestników, odbył się pod patronatem honorowym Komisji Nadzoru Finansowego, Komendy Głównej Policji, Ministerstwa Sprawiedliwości i Stowarzyszenia Zarządzania Ryzykiem POLRISK.

 

Źródło: KPF

W Polsce powróciła fala upadłości firm produkcyjnych i handlowych

Euler Hermes, spółka z Grupy Allianz, na podstawie oficjalnych danych z Monitora Sądowego i Gospodarczego, zbadała sytuację polskich firm w kontekście bankructw – we wrześniu oficjalnie opublikowano informację o upadłości 71 firm wobec 66 we wrześniu 2013 roku.

 

Większa jest nie tylko liczba upadłości, ale także ich efekt ekonomiczny. Opublikowane we wrześniu orzeczenia o upadłości dotyczyły firm mających zsumowany ostatni znany obrót na poziomie ok. 1,2 miliarda złotych, a zatrudniały one razem, według ostatnich dostępnych danych, ok. 2,5 tys. osób (obydwie te wartości są znacznie wyższe niż w poprzednim miesiącu).

Na przestrzeni dziewięciu miesięcy tego roku sądy opublikowały orzeczenia o upadłości 630 przedsiębiorstw działających w Polsce, podczas gdy w tym samym okresie ubiegłego roku było to 713 opublikowanych upadłości. Wrzesień był drugim w tym roku miesiącem (obok maja), gdy liczba upadłości była wyższa niż w analogicznym okresie roku ubiegłego.

 

  • Liczba upadłości opublikowanych we wrześniu jest wyższa niż przed rokiem z powodu liczniejszych upadłości firm produkcyjnych oraz handlowych.
  • Wśród największych upadłości dominują dystrybutorzy hurtowi (m.in. dwie firmy spośród trzech największych pod względem obrotów bankrutów).
  • Problemy sektora spożywczego – upadło łącznie 11 firm (4 producentów i 7 hurtowników).
  • Upadłości firm produkcyjnych dzielą się po połowie na producentów artykułów konsumpcyjnych (żywność i meble) oraz inwestycyjnych (artykuły budowlane, wyroby maszynowe oraz części motoryzacyjne).
  • Rozpoczęto 10 postępowań układowych, ale równocześnie zanotowano 7 przypadków nieudanych postępowań naprawczych, zamienionych na upadłość likwidacyjną.

 

Sytuacja w handlu nie poprawi się (szybko)

Jak ocenia sytuację Tomasz Starus, Członek Zarządu Euler Hermes, odpowiedzialny za ocenę ryzyka – Dystrybutorzy, zwłaszcza dóbr konsumenckich codziennego użytku mają kurczącą się grupę odbiorców – pozycję rynkową kosztem tradycyjnych sklepów zdobywają mające własne zaopatrzenie sieci handlowe, a o pozostałych walczyć muszą z wielokrotnie większymi megadystrybutorami hurtowymi, którzy dodatkowo swoje obroty, a więc i konkurencyjność cenową, podnoszą tworząc własne franczyzowe sieci sprzedaży detalicznej. Wpływa to oczywiście na kondycję finansową hurtowni: spadającym obrotom towarzyszy niska rentowność, często poniżej kosztu pieniądza: 3-5%, a nierzadko tylko na poziomie 1-2%. Co oznacza brak środków własnych, wysokie zadłużenie i problemy z płynnością. Od kilku lat trudniej pozyskać hurtowniom finansowanie: nie mają one zazwyczaj majątku trwałego i nieruchomości, które mogą być zabezpieczeniem udzielanych kredytów, w porównaniu np. do firm produkcyjnych, a ponadto wolno odradzający się popyt konsumencki nie sprzyja szybkiemu wzrostowi obrotów, a przede wszystkim rentowności.

Podsumowując: handel hurtowy (ale i detaliczny) jest sektorem o dużej liczbie upadłości także z przyczyn popytowych, ale przede wszystkim – finansowych: nawet rosnąca sprzedaż generuje częściej straty, niż zyski. Jest to efektem w pierwszym rzędzie zarządzania i przyjętego modelu działalności – zarabianie na benefitach i działalności dodatkowej, a nie czynników zewnętrznych, które nie są gwałtowne i można je uwzględnić, np. rosnąca konkurencja sprzedaży internetowej czy koncentracja rynku. Od powyższego ogólnego opisu są oczywiście wyjątki – sektor jak dystrybucja hurtowa nie jest jednorodny. Opisana sytuacja dotyczy p.w. hurtu artykułów konsumenckich i budowlanych, ale też nie wszystkich, np. w branży kosmetycznej marża hurtowa nierzadko osiąga 25%.

 

Sektor spożywczy: czy obserwujemy już efekt embarga?

We wrześniu opublikowano informacje o upadłości 4 producentów artykułów spożywczych (mięsa oraz artykułów piekarniczych) oraz 7 hurtowni spożywczych – czyli łącznie 11 firm związanych z rynkiem spożywczym. Jak mówi Maciej Harczuk, Prezes Zarządu Euler Hermes Collections: – Firm produkcyjnych, jak i hurtowych z branży spożywczej mających kłopoty jest więcej… Nie można wszystkiego tłumaczyć embargiem na Wschodzie. Przynosi ono wymierne straty i upadłości firmom wyspecjalizowanym w handlu na tym rynku, ale niestety na sektor oddziałują także inne czynniki. Duże zapasy mrożonych owoców, rekordowo niskie ceny mleka, a także jego nadprodukcja, czy spadające spożycie pieczywa, czyli czynniki rynkowe, mają nie mniejsze znaczenie niż polityczne ograniczenia zbytu na niektórych kierunkach. Zapewne kwestią czasu są więc kolejne upadłości firm z branży mięsnej ale też producentów nabiału – ponieważ niskie ceny oraz mający już miejsce eksport na perspektywiczne rynki, m.in. azjatyckie nie rokują na szybkie upłynnienie nadwyżek po korzystnych cenach.

 clip_image002

 

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z Grupy Allianz

 

Zaskakujący wzrost liczby upadłości firm produkcyjnych

Największa liczba upadłości we wrześniu miała miejsce w sektorze produkcyjnym – sytuacja nie notowana od półtora roku.Jak mówiMichał Modrzejewski, dyrektor Analiz Branżowych w Euler Hermes Upadłości te w połowie dotknęły zarówno producentów wyrobów na rynek konsumencki (oprócz wspomnianej żywności – także nie notowana od dłuższego czasu w statystyce upadłości grupa firm z branży meblowej – 4) a w połowie producentów artykułów na rynek inwestycyjny (art. budowlanych, ale także maszyn i części do nich oraz … producentów komponentów motoryzacyjnych). Problemy firm produkcyjnych nie wydają się więc być skutkiem sytuacji w jakichś pojedynczych branżach (sektorze spożywczym czy budownictwie), ale raczej ogólnie kwestii popytowych na rynku wewnętrznym, jak i w eksporcie. Pomimo wzrostu eksportu o ponad 6% w tym roku, do czego w znacznej mierze przyczynili się wytwórcy części motoryzacyjnych, mebli czy AGD problemy mają ich dostawcy – wśród upadających firm znalazło się aż 5 firm produkujących wyroby z tworzyw sztucznych i gumy na potrzeby tych notujących niezłe wyniki branż! Sprzedaż jest więc wciąż daleka od możliwości produkcyjnych.

 

Budownictwo

Upadłości firm budowlanych są rzadsze niż rok temu, ale oprócz tego w ostatnim czasie zmienił się ich charakter. Częste jeszcze niedawno upadłości firm prowadzących prace wykończeniowe (elektryczne, hydrauliczne i inne) są obecnie rzadkością.

– Problemy, o czym świadczą upadłości, mają obecnie firmy realizujące głównie nową falę inwestycji, przebrzmiało już echo kryzysu branży z lat 2012-2013. Nie są to przy tym jedynie firmy budownictwa ogólnego czy mieszkaniowego, ale także… ponownie firmy wyspecjalizowane w budowie dróg i towarzyszącej infrastruktury wodociągowej i przesyłowej (5 takich przypadków). Wydaje się więc, że niestety zasady prowadzenia i rozliczania tych inwestycji – a przede wszystkim realia cenowe i krytycznie niska rentowność nie zmieniły się zbytnio od fali inwestycji na Euro 2012, co doprowadziło przecież do kryzysu a nie rozkwitu branży budowlanej – ocenia Tomasz Starus.

 

Największa liczba spośród opublikowanych we wrześniu upadłości dotyczyła firm z województwa mazowieckiego – ale i tak poprawa w tym województwie pod względem liczby bankructw w stosunku do analogicznego okresu w roku ubiegłym jest jedną z największych. Odwrotnie w województwie małopolskim i w sąsiednim podkarpackim – tutaj liczba upadłości jest nadal wyższa niż w roku ubiegłym. W województwie małopolskim za część tych upadłości odpowiada pogarszająca się sytuacja w branży transportu drogowego towarów (3 z 8 upadłości opublikowanych we wrześniu). Wspomniane zwiększenie liczby upadłości w województwie dolnośląskim wiąże się nie tylko z firmami produkcyjnymi (5 przypadków), ale także dystrybutorami hurtowymi (4 ich upadłości w tym województwie we wrześniu). Na przeciwnym biegunie – sytuacja w województwie mazowieckim, będącym jednym z liderów spadku liczby upadłości, także we wrześniu, nie może być bagatelizowana. O ile bowiem w roku ubiegłym duża część upadłości w tym województwie dotyczyła firm mniejszych, m.in. usługowych i handlowych (nadal obecnych w tej statystyce), to obecnie upadające firmy budowlane i produkcyjne na Mazowszu nie są może największymi podmiotami, ale jednak liczącymi się dotychczas na regionalnym rynku z obrotami rzędu po 40 milionów złotych.

 

Informacje o upadłościach firm, opublikowane w odniesieniu do ich miejsca rejestracji

województwo:

I-IX 2013

I-IX 2014

Dolnośląskie

107

83

kujawsko pomorskie

44

37

Lubelskie

15

18

Lubuskie

22

16

Łódzkie

34

18

Małopolskie

63

73

Mazowieckie

129

102

Opolskie

8

10

Podkarpackie

28

31

Podlaskie

14

9

Pomorskie

25

28

Śląskie

84

60

Świętokrzyskie

15

19

warmińsko mazurskie

21

20

Wielkopolskie

53

64

Zachodniopomorskie

51

42

RAZEM

713

630

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z Grupy Allianz

 

Źródło: Euler Hermes

W Polsce się przelewa

Przelewy natychmiastowe to dobro reglamentowane. Póki co funkcjonują zaledwie w 16 państwach na świecie. Wśród tego elitarnego grona szczęśliwców, którzy mogą zrealizować bezpośredni przelew z konta na konto, jest też Polska. Dzięki systemowi przelewów natychmiastowych System Płatności BlueCash (SPBC), przelew z konta na konto trafia średnio w 17 sekund.

 

Przelewa co siódmy z nas

 

Przelewy natychmiastowe, realizowane przez są 24 godziny na dobę i 7 dni w tygodniu. Pozostają jednak innowacją, która dostępna jest zaledwie w 16 państwach na świecie. Zasada ich działania jest stosunkowo prosta. Banki nie czekają już do kolejnych sesji rozliczeniowych (przychodzących i wychodzących), w których wymieniają się informacjami o zleconych przez klientów transakcjach, lecz komunikują się ze sobą w czasie rzeczywistym, natychmiastowo wymieniając dane o ruchu środków między kontami. Dzięki temu na koncie statystycznego Kowalskiego środki księgowane są raptem w kilka sekund od momentu zlecenia do niego przelewu natychmiastowego. Z badań przeprowadzonych przez TNS Polska wynika, że średnio co siódmy Polak (15% ankietowanych) przynajmniej raz skorzystał z możliwości błyskawicznego przekazania pieniędzy.

 

Wedle raportu Global Payment Systems Analysis, autorstwa Lipis Advisors, systemy umożliwiające przelewy ekspresowe funkcjonują – oprócz Polski – tylko w Wielkiej Brytanii, Szwajcarii, Szwecji, Turcji, Chinach, Brazylii, Chile, Meksyku, RPA, Nigerii, Indiach, Japonii, Korei Południowej, Singapurze i na Tajwanie. W Stanach Zjednoczonych przelewy natychmiastowe dopiero zaczynają swą przygodę, a pierwszą amerykańską jaskółką jest Immediate Payment Service (IMPS), wdrażany właśnie przez Axis Bank.

 

Polska jest jednym z państw-pionierów, które jako pierwsze na świecie uruchomiły u siebie usługę przelewów natychmiastowych. Niemal równocześnie z nami systemy te rozwijały również Wielka Brytania oraz Nigeria.

 

Synowie Albionu kreują światowe trendy w e-bankowości

 

Chronologicznie w dziedzinie płatności natychmiastowych wyprzedziła Polskę tylko Wielka Brytania. W maju 2008 roku Brytyjczycy jako pierwsi na świecie wdrożyli FPS (Faster Payments Service). Dzięki FPS w Zjednoczonym Królestwie droga przelewu między kontami w różnych bankach skróciła się z trzech dni do raptem kilku godzin. Ale tzw. „przelewy natychmiastowe” (immediate payments), które banki księgowały w kilkanaście sekund, zajmowały początkowo jedynie 5% całego ruchu przelewowego. Dopiero z czasem ich procentowy udział w rynku wzrósł kilkunastokrotnie. Obecnie z FPS korzysta 10 banków, które tylko w 2013 roku przeprowadziły za jego pośrednictwem ponad 967,6 miliona transakcji (to o 19% więcej niż w roku poprzedzającym), na łączną kwotę 771, 4 miliarda funtów (o 25% więcej rok wcześniej).

Głównym graczem na brytyjskim rynku płatności natychmiastowych jest VocaLink. System istnieje od 2008 roku i za jego pośrednictwem zrealizowano już ponad 2,5 miliarda transakcji, dziennie system obsługuje średnio 90 milionów płatności. VocaLink jest monopolistą w zakresie dostarczania usług płatniczych dla sektora publicznego w Wielkiej Brytanii: obsługuje około 98% świadczeń państwowych i przechodzi przez niego 95% wszystkich wynagrodzeń.

 

Zaczęło się (także) w Polsce

 

Druga w światowej kolejności była właśnie Polska, z systemem BlueCash. Przelewy przyspieszyła u nas sopocka spółka Blue Media. Wdrożone przez nią w 2008 roku rozwiązanie miało pokazać bankom, że przelewy ekspresowe to nie gadżet, ale przydatna i kluczowa usługa, której klienci faktycznie oczekują. Początkowo zaczęło się od założenia przez Blue Media kont w wielu bankach i wykorzystania reguły dwóch szybkich przelewów wewnętrznych zamiast jednego międzybankowego. W ten sposób omijano konieczność oczekiwania na sesje rozliczeniowe. Klient, który chciał wówczas zrealizować przelew natychmiastowy, korzystał z kont pośredniczących Blue Media. Przelewając pieniądze z banku A do banku B, faktycznie przelewał je na konto Blue Media w banku A. Po zaksięgowaniu tej wpłaty Blue Media, ze swojego konta pośredniczącego w banku B, przekazywała pieniądze na konto odbiorcy. Błyskawiczny przelew był realizowany, choć pieniądze nie opuszczały banku nadawcy. Dzięki temu znacznemu przyspieszeniu uległ czas potrzebny na zrealizowanie przelewu. Do dziś metoda ta mocno poprawia dostępność do przelewów natychmiastowych.

 

Ale w 2012 roku Blue Media wypracowało nowe rozwiązanie – System Płatności BlueCash (SPBC). SPBC oferuje klientom przelewy ekspresowe, ale już bezpośrednie, z konta na konto, bez kont pośredniczących Blue Media. Pieniądze przepływają między kontami w różnych bankach w czasie rzeczywistym. Zgoda Prezesa NBP na uruchomienie Systemu Płatności BlueCash, otworzyła w Polsce nową erę na rynku rozliczeń międzybankowych. SPBC posiada wiele unikatowych na skalę światową cech. Przede wszystkim jego otwartość sprawia, że może on przyjąć zlecenie przelewu natychmiastowego nawet od nadawcy, który nie jest uczestnikiem systemu. Podobnie ma się rzecz z realizacją zlecenia u odbiorcy, którego konto bankowe znajduje się poza SPBC. Pozostałe systemy na świecie wykonują takie operacje wyłącznie „w ramach” banków, które są podpięte pod system.

 

Do dziś system bezpośrednich przelewów SPBC wdrożyło 38 banków, w tym wiele banków spółdzielczych, które często jako pierwsze decydowały się zainwestować w nowe technologie w bankowości. Zasięg całego systemu SPBC jest jednak znacznie większy i obejmuje 55 banków. Dzieje się tak, ponieważ 17 banków współpracujących z SPBC udostępnia swoim klientom usługę przelewów natychmiastowych, ale poprzez wykorzystanie kont pośredniczących Blue Media w ich bankach. To sprawia, że System Płatności BlueCash posiada obecnie najlepiej na świecie rozwiniętą infrastrukturę, umożliwiającą korzystanie z płatności natychmiastowych.

Liczba przelewów ekspresowych realizowanych w Polsce systematycznie rośnie – od stycznia do marca systematycznie przekraczała 107 tysięcy w ciągu miesiąca. Z kolei od kwietnia daje się zaobserwować wyraźna tendencja zwyżkowa: klienci wykonują miesięcznie średnio ponad 130 tysięcy błyskawicznych transakcji. W porównaniu z ubiegłym rokiem liczba przelewów ekspresowych w SPBC niemalże się podwoiła. Do tej pory za pośrednictwem systemów informatycznych, będących fundamentem SPBC, przetworzono już ponad 5 mln płatności natychmiastowych (co jest rekordem wśród płatności natychmiastowych w Polsce), z czego 98% w średnim czasie 17 sekund.

 

Użytkownicy Systemu Płatności BlueCash najczęściej korzystają z przelewów ekspresowych w poniedziałki i w piątki, a także w okolicach 10-ego dnia każdego miesiąca. Co ciekawe, blisko 4% przelewów natychmiastowych zostało zrealizowanych w nocy, pomiędzy północą a godziną 8:00. Interesujące są także statystyki weekendowe. Liczba przelewów wykonywanych w niedzielę stanowi blisko 25% liczby przelewów wykonywanych w dniu roboczym. Z analizy zrealizowanych w SPBC transakcji ponadto wynika, że płatności natychmiastowe są wykorzystywane przede wszystkim do spłat pożyczek i innych zobowiązań (rachunki, kredyty), zasilenia własnych kont bankowych, regulowania należności za zakupy online czy wycieczki typu last minute. Średnia wartość przelewu natychmiastowego utrzymuje się na podobnym poziomie, oscylując w granicach 705-745 złotych.

 

System płatniczy w obszarze szeroko rozumianych płatności natychmiastowych uzupełniają zarówno onlineowe przelewy wewnątrzbankowe jak i narzędzia dla sklepów internetowych typu pay-by-link. Z BlueCash można również korzystać z poziomu bankowości mobilnej, poprzez aplikację na smartfona czy tableta. Wystarczy tylko podać numer telefonu osoby, do której chcemy wykonać przelew natychmiastowy, aby system poinformował ją o woli realizacji takiej transakcji. Do tej operacji nie potrzeba nawet numeru konta odbiorcy. Co warte odnotowania – w Polsce jest to obecnie jedyny darmowy sposób na korzystanie z przelewów natychmiastowych.

 

Nigeryjski tygrys

 

Trzecim państwem, które uruchomiło u siebie system przelewów ekspresowych była Nigeria. Z jej NIBSS Instant Payment(Nigeria Inter-Bank Settlement System)korzysta aktualnie 21 instytucji finansowych, w przeważającej większości banków. Sam system NIBSS został utworzony już w roku 1992, a rozpoczął działanie dwa lata później. Jednak na początku nie był on pomyślany stricte jako system przelewów natychmiastowych. Jego zadaniem było jedynie wsparcie i ułatwienie szybszego transferu finansów między poszczególnymi nigeryjskimi bankami. O przelewach natychmiastowych nikt wtedy jeszcze nie śmiał marzyć. Na ich przyjęcie systemy informatyczne Nigerii gotowe były dopiero w październiku 2010 roku, zaś same przelewy zaczęły funkcjonować w 2011 roku. Wtedy też do nazwy systemu dodano frazę Instant Payments.

 

Nigeria jest jednym z państw, które nie kryją się z inicjatywą ograniczenia obrotu gotówkowego kosztem wsparcia płatności bezgotówkowych, w tym zwłaszcza płatności telefonem komórkowym, którą umożliwia obecnie 26 banków w Nigerii. W raporcie Payments System Vision 2020, wydanym przez Centralny Bank Nigerii, czytamy, że celem jest zachęcenie obywateli do częstszego korzystania z bankowości elektronicznej. Co więcej same nigeryjskie władze (podmioty Rządu Federalnego) zostały zobowiązane dekretem Prezydenta Nigerii z 2009 roku do przeprowadzania operacji finansowych wyłącznie drogą elektroniczną. Dzięki rozwiniętej kampanii informacyjnej już w czerwcu 2013 roku transakcje zrealizowane za pośrednictwem bankowości elektronicznej po raz pierwszy wyprzedziły tak popularne w Nigerii płatności za pomocą czeków. Tylko w czerwcu zeszłego roku przelewy natychmiastowe stanowiły w tym kraju 8,5% liczby wszystkich transakcji oraz 15,5% ich łącznej wartości. W czerwcu 2013 roku za pomocą NIBSS IP wykonano prawie 1,25 miliona transakcji, przy czym ich liczba z miesiąca na miesiąc powiększa się średnio o niespełna 100 tysięcy.

 

To wszystko zaowocowało wysokimi notowaniami Nigerii w rozmaitych rankingach, sprawdzających rozpowszechnienie w społeczeństwie edukacji na temat technologii IT, a także badających, w jakim stopniu z tych nowoczesnych korzystają obywatele danego kraju. W raporcie Mobile Payment Readiness, sporządzonym przez Master Card i zbierającym dane dotyczące płatności bezgotówkowych z wykorzystaniem telefonu komórkowego, Nigeria zajęła 2. miejsce wśród państw afrykańskich (wyprzedziła ją tylko Kenia, 4. w rankingu ogólnym). Dlatego nic dziwnego, że w sektorze nowych technologii Nigerię często określa się mianem „afrykańskiego tygrysa”.

 

Przelewy natychmiastowe – płatności przyszłości?

 

Liderami rynku przelewów ekspresowych są trzy grupy państw: te które tradycyjnie posiadają bardzo sprawne systemy bankowe (Wielka Brytania, Szwajcaria, Szwecja, Polska); te których społeczeństwa są bardzo podatne na wszelkie innowacje technologiczne (Japonia, Korea, Tajwan, Singapur, Turcja) oraz rynki wschodzące o dużej dynamice rozwoju z solidną tzw. premią za opóźnienie (Brazylia, Meksyk, Chile, Chiny, Nigeria, RPA). Wszędzie bez wyjątku gdzie wdrożono takie rozwiązania, stały się one z miejsca istotnym elementem systemu płatniczego danego kraju. Trzeba tu także pamiętać, że w wielu krajach systemy te obsługują także wewnętrzne przelewy bankowe, które u nas od wielu lat są standardowo realizowane on-line.

 

Nie ulega wątpliwości, że sektor bankowy wyraźnie zmierza w kierunku płatności bezgotówkowych. Kolejne państwa na świecie coraz częściej głośno zastanawiają się nad wdrożeniem systemów przelewów natychmiastowych starając się nadrobić zaległości w dziedzinie e-bankowości. Przykładem może być choćby Singapur czy kraje skandynawskie, które niedawno zaczęły testować je u siebie. Fakt, że przelewy księgowane są już w kilkanaście sekund, znacznie bowiem usprawnia nie tylko nasze codzienne życie, lecz także pozytywnie wpływa na mechanizmy państwowej gospodarki.

 

Źródło: Blue Media

Wraca koniunktura na kredyty gotówkowe?

Gospodarstwa domowe optymistycznie oceniają perspektywy na rynku pracy, a jednocześnie ich przewidywania odnośnie przyszłej sytuacji gospodarczej poprawiają się już czwarty kwartał z rzędu.

Jeśli do tych wniosków z badania „Zaciąganie kredytów i pożyczek gotówkowych w instytucjach finansowych przez polskie gospodarstwa domowe” dołożymy jeszcze ten, który potwierdza, że skłonność do podjęcia finansowych zobowiązań przez gospodarstwa, które takowych nie posiadają, jest najwyższa od 6 lat, można przypuszczać, że chęć do finansowania potrzeb konsumenckich zewnętrznymi środkami przybiera na sile. Raport, stworzony przez Konferencję Przedsiębiorstw Finansowych wraz z Instytutem Rozwoju Gospodarczego SGH ujawnia jednak zarazem prawdopodobieństwo pogorszenia spłat zobowiązań na rynku consumer finance.

 

Rośnie ufność konsumencka

Oceny obydwu zjawisk, tzn. perspektyw zatrudnienia i przyszłej sytuacji gospodarczej, mogą być postrzegane jako tworzące tzw. ufność konsumencką, a co za tym idzie – sprzyjać klimatowi zakupowemu i zaspokajaniu potrzeb kredytem gotówkowym lub pożyczką. W przypadku prognoz dotyczących rynku pracy, respondenci wykazują się optymizmem największym od pięciu lat. W połączeniu z przewidywaną przez analityków poprawą w tym zakresie, a także w obszarze wzrostu wynagrodzeń, nie bezpodstawne wydaje się oczekiwanie zwiększenia dostępności kredytu, z drugiej zaś – poprawa jakości portfeli kredytodawców.

Kredyt gotówkowy jest takim narzędziem finansowym, który służy gospodarstwom domowym przede wszystkim do zarządzania płynnością finansową.

 

– Mowa o sytuacji, gdy w budżetach domowych pojawia się utrata lub konieczność podtrzymania płynności w krótkim okresie. Dzieje się to wtedy, kiedy bieżące potrzeby wydatkowe nie bilansują się z dochodami albo w przewidywaniach gospodarstwa domowego nie zostaną zrównoważone z oczekiwanymi wpływami. W porównaniu z deklarowanym popytem na inne niż „gotówkowe” produkty finansowe, chęć posługiwania się kredytem/pożyczką gotówkową znajduje się pod silnym wpływem sytuacji bieżącej– tłumaczy dr Mirosław A. Bieszki, doradca ekonomiczny KPF.

32j0POHTE5gGa_m7bb0ecb8

 

Obecnie co siódme gospodarstwo domowe wykazuje pozytywne nastawienie do zaciągnięcia pożyczki w najbliższym czasie – łącznie 13,2% ankietowanych zadeklarowało, że posiada zobowiązanie tego rodzaju i zamierza zwiększyć zadłużenie oraz, że nie posiada, ale planuje wziąć kredyt gotówkowy. W drugim przypadku takie deklaracje złożyło jedno na dziesięć gospodarstw (10,3%) i jest to najwyższy udział w ciągu ostatnich sześciu lat. Dla porównania w ostatnim kwartale 2013 roku był on aż 3-krotnie niższy.

 

– Wzrost zainteresowania konsumentów kredytami i pożyczkami jest zauważalny już od dłuższego czasu. Poprawa sytuacji gospodarczej w kraju pozwala konsumentom patrzeć optymistycznie na ich przyszłą sytuację finansową, a w konsekwencji – wzmaga chęć konsumowania. To musi sprzyjać rozwojowi kredytów konsumenckich w Polsce. Zjawisko to potwierdzają reakcje instytucji finansowych. Banki ponownie otwierają się na obsługę kredytów gotówkowych i ratalnych, a firmy pożyczkowe nieustannie zwiększają sprzedaż swoich produktów. Taki stan pozwala pozytywnie oceniać perspektywy rozwoju rynku consumer finance w Polsce – oczywiście, pod warunkiem, że sytuacja makroekonomiczna (np. konflikt na Ukrainie) nie wpłynie negatywnie na te tendencje –komentuje Andrzej Reterski z Domu Finansowego QS.

 

Z kolei tych, które mają zobowiązanie gotówkowe i jednocześnie planują zwiększyć jego zakres również przybyło o 1 punkt procentowy – obecnie jest ich 2,9%. Taka sytuacja może zwiastować poprawę koniunktury na rynku consumer finance w najbliższych kilkunastu miesiącach. Niezależnie od tego, że w szczytowym okresie – IV kwartale 2008 roku – aż 5,4% gospodarstw domowych deklarowało gotowość do zaciągania kolejnego zobowiązania finansowego, mimo posiadania już co najmniej jednego.

 

Dotychczasowe doświadczenia dowodzą, że deklaracje składane przez respondentów rzeczywiście przekładają się na poziom aktywności kredytowej w następnych okresach. Dlatego wyniki prezentowane w kolejnych raportach można traktować jako wskaźnik wyprzedzający koniunktury na polskim rynku– przyznaje Krzysztof Opaliński, przewodniczący rady nadzorczej Fines S.A.

 

Warto jednak zauważyć, że odwoływanie się do sytuacji sprzed sześciu-siedmiu lat nie uwzględnia zmian, jakie nastąpiły w nadzorze nad rynkiem finansowym w kontekście wprowadzenia przez regulatora polityk ostrożnościowych i tego, jak się one przełożyły na politykę kredytową poszczególnych instytucji.

 

Z punktu widzenia pośredników i dostawców kredytowych, nadzwyczaj korzystnie przedstawia się statystyka, mówiąca o skłonności do zmniejszania zadłużenia tych osób, które je posiadają. 17,4% respondentów tak określiło swoje nastawienie do zobowiązań gotówkowych wobec przeciętnej 25% dla całego siedmioletniego okresu, w którym badanie jest przez KPF i Instytut Rozwoju Gospodarczego Szkoły Głównej Handlowej prowadzone. Fakt, że co szóste gospodarstwo zamierza redukować swoje zadłużenie można interpretować dwojako: albo wobec własnej niepewnej przyszłości ekonomicznej starają się w ten sposób zabezpieczyć albo dążenie do tego wynika po prostu z harmonogramu spłat ustalonego z kredytodawcą.

 

Problemy z regulowaniem należności

W parze z prognozowanym wzrostem popytu na kredyty gotówkowe nie idzie jakość bieżącej obsługi zobowiązań. Ponad połowa ankietowanych gospodarstw domowych (53%) ma jakiekolwiek problemy z ich regulowaniem. Znamienne, że prognozując spłatę należności w najbliższych 12 miesiącach, nastąpił wzrost odsetka respondentów w dwóch kategoriach: tych, którzy przewidują w ogóle zaprzestanie spłacania zadłużenia i tych, którzy nie wiedzą, co w tym względzie przyniesie przyszłość.

 

Taki stan może sygnalizować kredytodawcom potrzebę dokonania przeglądu portfeli należności kredytowych, warunków udzielania kredytów gotówkowych, a niewykluczone, że także – zwłaszcza w odniesieniu do klientów dopiero aplikujących o pożyczkę – przyjęcia bardziej restrykcyjnych zasad szacowania ich zdolności kredytowej, a zatem i weryfikację modeli scoringowych. – Tworzenie klas ryzyka dla klientów ubiegających się o finansowanie jest efektywnym i popularnym instrumentem zarządzania ryzykiem kredytowym. Bez względu na przyjętą politykę kredytową, apetyt na ryzyko i w szczególności modele scoringowe, informacja na temat kredytobiorcy pochodząca z biura informacji gospodarczej jest aktualnie nieodzownym narzędziem wspierającym procesy decyzyjne u kredytodawców– komentuje Edyta Szymczak, prezes zarządu Rejestru Dłużników ERIF BIG S.A.

 

Raport z badań KPF-IRG SGH stanowi istotne źródło informacji na temat bieżącego stanu koniunktury na rynku consumer finance w Polsce. Jego unikalną cechą jest koncentracja na tych aspektach samooceny gospodarstw domowych, które są wyznacznikiem przyszłego stanu rynku.

 

Źródło: KPF

Polscy konsumenci nadal ograniczają zakupy Raport o należnościach w branżach konsumenckich i inwestycyjnych

Zmiany jakie zachodzą pod względem regulowania płatności lub ich braku – zatorów płatniczych to przede wszystkim: poprawa spływu należności dóbr codziennego użytku (żywność, ale też kosmetyki i środki czystości), stabilizacja a nawet lekka poprawa w kategorii dóbr inwestycyjnych oraz pewne pogorszenie w kategorii dóbr konsumenckich trwałego użytku. Euler Hermes, spółka z Grupy Allianz, na podstawie danych z prowadzonego przez siebie Programu Analiz Branżowych w swojej analizie stwierdza, iż w skali całej gospodarki poziom zatorów płatniczych jest na poziomie zbliżonym do sytuacji z analogicznego okresu roku ubiegłego.

Na potrzeby niniejszego opracowania wzięto pod uwagę stan należności w końcu czerwca z branż konsumenckich: artykułów spożywczych, farmacji, RTV, AGD, i z branż inwestycyjnych: stalowej i materiałów budowlanych oraz z zaopatrujących je wszystkie: opakowań i TSL (transport i logistyka). Łączna suma bieżących należności w badanych branżach wyniosła w tym czasie 11,2 mld złotych i pochodziły one od blisko 80 tysięcy monitorowanych odbiorców.

 

Wyniki te nie są zaskoczeniem, jeśli porówna się je chociażby z prezentowanym przez GUS ostatnich danych o zmianach wartości produkcji sprzedanej poszczególnych branż. Polacy nie ograniczają wydatków na artykuły pierwszej potrzeby – stad też pozytywne zmiany w przepływie należności odnotowano w branży dóbr codziennego użytku: żywności, kosmetyków i środków czystości. Na drugim biegunie znalazła się kategoria dóbr konsumenckich trwałego użytku, których sprzedaży nie są w stanie pobudzić nawet duże imprezy sportowe (co dotychczas działało). Oszczędności polskich konsumentów wyraźnie wpływają na kondycję ich sprzedawców oraz producentów. Dwukrotnie wzrosła wartość niespłaconych należności w segmencie RTV i AGD w porównaniu do ubiegłego roku. Stabilizuje się powoli sytuacja w kategorii dóbr inwestycyjnych – ale mimo, iż jest lepsza niż w ubiegłym roku, nadal zatory płatnicze są w nich zdecydowanie największe.

 clip_image002

Źródło: Program Analiz Branżowych Euler Hermes Collections z Grupy Allianz

 

Oprócz danych o zatorach płatniczych do takich wniosków skłaniają także informacje o średnim okresie, w jakim swoje należności otrzymują przedsiębiorcy w poszczególnych branżach. W sektorze artykułów spożywczych przeciętny czas regulowanie płatności uległ nawet skróceniu w porównaniu do roku ubiegłego. Pewnym odstępstwem od tego w kategorii dóbr pierwszej potrzeby jest sytuacja w farmacji (prezentujemy kształtowanie się przepływów finansowych w relacji producenci – dystrybutorzy hurtowi) – tutaj o płatnościach, ich spowolnieniu decydują zmiany na rynku sprzedaży detalicznej, jej koncentracja (wypieranie z rynku aptek niezależnych przez apteki sieciowe, afiliowane m.in. przy hurtowniach farmaceutycznych) i specjalizacja aptek (leki refundowane vs. suplementy i specjalistyczne kosmetyki). Z tego powodu jeszcze bardziej w stosunku do ubiegłego roku spowolnił obieg należności na linii hurtownie-apteki. Wydłużenie średniego okresu spływu należności w miało miejsce także w branżach RTV, AGD, TSL oraz opakowań. Z kolei w branży materiałów budowlanych okres ten, chociaż nadal jeden z najdłuższych, uległ kilkudniowemu skróceniu.

 

Popyt na artykuły codziennej potrzeby jest stały, a służą mu jeszcze niskie ceny, będące efektem zarówno spadającej inflacji, jak i walki cenowej towarzyszącej konkurencji różnych kanałów dystrybucji (supermarkety, dyskonty, mniejsze formaty osiedlowe, afiliowane sieci największych hurtowników), jak również skutkiem np. spadku cen mięsa i jego przetworów czy nabiału w wyniku ich nadprodukcji i ograniczeń w eksporcie” – ocenia Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes, odpowiedzialny za ocenę ryzyka.

 

Zwraca on również uwagę na fakt, iż w branży dóbr inwestycyjnych wartość produkcji sprzedanej w ostatnich dwóch miesiącach rośnie i jest lepsza nie tylko w porównaniu do miesięcy poprzednich, ale także w porównaniu do poziomu sprzed roku (+4% w czerwcu – dane za GUS). To efekt zarówno odradzających się inwestycji infrastrukturalnych, ale też mieszkaniowych oraz inwestycji przedsiębiorstw. Ponadto rynek wykonawców inwestycji – przede wszystkim firm budowlanych oczyścił się, stąd aktualnie wykonawcy nie są obciążeni w takim stopniu długami z przeszłości, jak miało to miejsce kilka kwartałów temu. W związku z tym regulują należności za materiały w przeciętnie krótszym niż jeszcze rok temu terminie. Pojawiły się też niestety gorsze informacje: w budownictwie widać kolejne problemy części deweloperów, co wraz z wcześniejszymi ich upadłościami (aż 23 przypadki w ciągu I półrocza) pociąga za sobą problemy firm budownictwa mieszkaniowego. Ponownie więc w lipcowej statystyce opublikowanych upadłości znalazły się firmy wykończeniowe (prace hydrauliczne, kanalizacyjne, elektryczne etc.).

 

Dobra sprzedaż artykułów inwestycyjnych oznacza oczywiście zwiększenie obrotów ich producentów i dystrybutorów, ale z drugiej strony także potencjalne ryzyko w przyszłości – uzależnienie od tego, w jakim kierunku zmieniać się będzie koniunktura budowlana, a więc nawet od pogody w miesiącach zimowychmówi Tomasz Starus. Sprzedaż ta odbywa się bowiem na zasadzie kredytu kupieckiego o długim, 2-3 miesięcznym terminie płatności – zwiększenie sprzedaży oznacza więc także zwiększenie ekspozycji na potencjalne ryzyko. Po ostatnim załamaniu na rynku budowlanym w latach 2011-2013 producenci i dostawcy zaopatrzenia mają świadomość tego i są ostrożni w ocenie perspektyw.

 

Odwrotnie niż w sektorze dóbr inwestycyjnych jest w kategorii dóbr konsumenckich trwałego użytku – spada ich produkcja sprzedana, jak podaje GUS w czerwcu była on niższa o 8% w stosunku do czerwca ub. roku. „Mniejsza sprzedaż – a także inne przyczyny jak m.in. przesuwanie się sprzedaży do kanału internetowego, wpływają na problemy dystrybutorów hurtowych i detalicznych dóbr konsumenckich, na falę ich głośnych upadłości – tłumaczy Tomasz Starus Stąd mniejsza skłonność (a raczej zdolność) do terminowego regulowania przez nich płatności wobec producentów w porównaniu chociażby do roku ubiegłego.”

 

W badaniu wyróżniono także sektory transportu i spedycji oraz opakowań. To branże, które zaopatrują większość pozostałych – zarówno inwestycyjnych, jak i konsumenckich. Ich wyniki są pewnym wyznacznikiem sytuacji na rynku, chociaż niekoniecznie świadczą jedynie o zmianie popytu. Firmy transportowe nie notują obecnie zmniejszenia ilości przewozów. Pomimo pewnego spowolnienia tempa wzrostu w przemyśle krajów starej UE i w efekcie przystopowaniem tempa wzrostu popytu na usługi transportowe, jest on cały czas zadowalający. Jednak jak zauważa Tomasz Starus: „Duża konkurencja – nadpodaż usług transportowych oraz rozdrobnienie rynku powoduje, iż ceny usług transportowych i osiągane marże, a w ślad za tym sytuacja finansowa, są cały czas poniżej oczekiwań, a nawet spadły w bieżącym roku. Znajduje to również odzwierciedlenie w wynikach Programu Analiz Branżowych prowadzonego przez Euler Hermes. Bieżąca średnia płynność finansowa branży jest dobra, ale rynek konsumenta sprawił, że spływ należności trochę spowolnił. W czerwcu ubiegłego roku w terminie spłacane było około 88% wartości należności za transport, w czerwcu br. – 80%. Średni okres spłaty należności w transporcie uległ 6-dniowemu wydłużeniu.” Podobna sytuacja ma także miejsce w przypadku przewozów kabotażowych, świadczonych na zagranicznych rynkach. Klienci korzystający z tych usług transportowych są obecnie w lepszej kondycji niż jeszcze rok temu. Dużo łatwiej im więc znaleźć kolejnego przewoźnika, a zatem nie przywiązują się do jednego dostawcy usług, korzystając z aktualnie najkorzystniejszej oferty, nie troszcząc się o terminowe regulowanie należności. „Świadczy o tym „wysyp” niespłaconych należności za pojedyncze frachty o wartości średnio kilkuset euro – podczas, gdy jeszcze kilka-kilkanaście miesięcy temu niespłacone należności u przewoźników zdarzały się trochę rzadziej, ale z reguły na kilkukrotnie wyższe kwoty, idące w tysiące euro.” – wyjaśnia Tomasz Starus. Z danych wynika więc, że pewne spowolnienie spływu należności na rynku transportu drogowego jest raczej kwestią wyboru odbiorców, korzystania przez nich z takiej możliwości.

 

Ocena ryzyka – co warto wziąć pod uwagę

Dane dotyczące opóźnień płatniczych są istotne z punktu widzenia kondycji branż. Niemniej nie wyczerpują one wszystkich aspektów oceny ryzyka i perspektyw poszczególnych sektorów gospodarki. Euler Hermes zarówno przy indywidualnej ocenie kontrahentów, jak i całych sektorów uwzględnia:

–         kwestię popytu – zmian bieżących obrotów i spodziewanych przychodów,

–         rentowność – spodziewaną zyskowność, wahania w zaopatrzeniu, dostępność oraz ceny surowców,

–         ryzyko finansowe – płynności w przepływach finansowych, jak również stabilność źródeł finansowania,

–         otoczenie biznesowe – zmiany technologiczne i rynkowe (np. zmiana kanałów dystrybucji w sprzedaży elektroniki i wyposażenia mieszkań), kwestie ram prawnych oraz inne – m.in. subsydiów rządowych / unijnych.

 

Źródło: Euler Hermes

 

Rosnąca liczba przestępstw niszczy sektor przedsiębiorstw

W Polsce odnotowuje się coraz więcej przypadków korupcji, wewnętrznych oszustw i kradzieży. Brak standardów etycznych i manipulacje finansowe stają się coraz większym problemem, a biznes z ich powodu ponosi spore straty.

Najnowszy raport PwC „Global Economic Crime Survey” wskazuje, że w przestępstwa gospodarcze zamieszanych jest ponad połowa polskich firm. Pracownicy w Polsce najczęściej kradną majątek, przyjmują łapówki przy organizacji przetargów, a także nabywają rzeczy na koszt pracodawców.

Dodatkowo, jedna piąta firm miała była zamieszana w korupcję i cyberprzestępczość oraz manipulacje księgowe. Najwięcej tego rodzaju problemów występuje w sektorach usług finansowych, publicznym, handlu detalicznym, telekomunikacji i w turystyce. Straty pieniężne powstałe na skutek nadużyć wśród polskich podmiotów w 2013 roku wyniosły między 3 a 15 mln zł. To o jedną trzecią więcej niż starty podmiotów na całym świecie. Być może taki rezultat spowodowany jest tym, że ponad połowa przestępstw dokonywanych jest przez osoby funkcjonujące w strukturach wewnętrznych firm, a w Polsce praktycznie nie występuje zjawisko pod nazwą „whistleblowing”, czyli system anonimowego informowania. Stosując tę metodę w ubiegłym roku udało się wykryć w Polsce tylko 6 proc. nadużyć. Porównując, na świcie było to aż 23 proc. Whistleblowing szczególnie popularne jest w Stanach Zjednoczonych, gdzie przy jego wykorzystaniu udało się wykryć wiele finansowych manipulacji i oszustw.

W Polsce ponad jedna piąta nadużyć wykrywana jest dzięki audytowi wewnętrznemu. Jednak według analityków firmy Deloitte, to i tak nie jest wystarczające.

Rafał Turczyn, lider zarządzania ryzykiem nadużyć i ekspertyz w sprawach spornych Deloitte stwierdził, że do wykrycia nadużyć w większości przypadków konieczne jest użycie nowoczesnych technik analizy danych oraz narzędzia, dzięki którym można zidentyfikować nieprawidłowości, których w zalewie transakcji po prostu nie da się zauważyć. W niektórych przypadkach potrzebne są także techniki analizy i zabezpieczenia dowodów elektronicznych, które niegdyś dostępne były jedynie dla służb mundurowych. Takich narzędzi nie mają jednostki działające wewnątrz firm. Pominięcie czynności, jaką jest śledcza analiza danych elektronicznych może prowadzić do niewykrycia kluczowych wątków, a w rezultacie uniemożliwić zrozumienie tego co się faktycznie wydarzyło.

Zdaniem Turczyna audytorzy wewnętrzni nie mają stosownego doświadczenia w zabezpieczaniu dowodów i nie dysponują potrzebnym do tego specjalistycznym sprzętem. Mogą też wydawać nieobiektywne oceny, szczególnie gdy uwzględniane są działania zarządu.

Podsumowując, nikogo nie powinno dziwić, że coraz częściej przedsiębiorstwa wykorzystują zewnętrzne firmy do wykrywania przestępstw. Często są one hojnie wynagradzane za to, aby żadne wiadomości o nich nigdy nie wypłynęły poza firmę.

Joanna Walerowicz

mojszmal.pl

Polski rynek nieruchomości wtórnych

Jak wynika z najnowszego raportu Szybko.pl, Metrohouse i Expandera, maj przyniósł niewielkie zmiany na rynku nieruchomości wtórnych. W porównaniu z kwietniem średnie ceny ofertowe w 15 monitorowanych miastach wzrosły o 0,5%. Według wyliczeń ekspertów, w stosunku rocznym podwyżka wyniosła 4,2%. W porównaniu z 2013 rokiem dostrzegalny jest natomiast wzrost cen transakcyjnych. Wyjątkiem jest Gdańsk, w którym mieszkania możemy kupić taniej niż 12 miesięcy temu.

 

Poprawa sytuacji na rynku nieruchomości

 

Maj był miesiącem kolejnej podwyżki cen ofertowych. Podobnie jak w kwietniu, średnia z 15 monitorowanych miast wzrosła o 0,5%. Według wyliczeń ekspertów, w stosunku rocznym, podwyżka wyniosła natomiast 4,2%. Najwyższa, 10-procentowa, została zaobserwowana w Katowicach, gdzie aktualna cena metra kwadratowego to niemal 4 tys. zł. Znaczne wzrosty nastąpiły także w Poznaniu, Sopocie, Gdyni i Opolu. Ciekawostką jest sytuacja w Łodzi, gdzie możliwe jest kupno mieszkania tańszego niż przed rokiem. To bowiem jedyne duże miasto w Polsce, gdzie ceny ofertowe spadły.
– Rosnące ceny są oznaką poprawy na rynku nieruchomości wtórnych – zauważa Marta Kosińska, ekspert Szybko.pl. – Zauważamy wzrost zainteresowania większymi mieszkaniami i malejącą ilość ofert z najniższego segmentu cenowego. Mieszkania w blokach z wielkiej płyty, które jeszcze dwa – trzy lata temu były najchętniej kupowane, dziś tracą na popularności. Ponadto zmniejsza się różnica między oczekiwaniami dotyczącymi cen u sprzedawców i kupujących – dodaje.

 

Ceny rosną, najbardziej w Krakowie i Poznaniu

 

Według ekspertów, ceny transakcyjne w niemal całym kraju rosną. Jest to najbardziej zauważalne w Krakowie, gdzie kupujący decydują się na coraz droższe mieszkania, co przekłada się na podwyżkę średniej wartości zawieranych transakcji. W stosunku do przełomu roku 2013/2014 ceny lokali nabywanych w stolicy Małopolski wzrosły średnio o nieco ponad 700 zł, ustalając przeciętny koszt metra kwadratowego na poziomie 6 258 zł. Dodatkowo wpływ na sytuację ma niewielka popularność programu MdM. – Miastem, w którym także odnotowujemy systematyczne, choć nieco wolniejsze wzrosty cen jest Poznań –stwierdza Marcin Jańczuk, ekspert Metrohouse. – Ma to związek z preferencjami klientów dotyczącymi metrażu. W stolicy Wielkopolski kupujemy bowiem największe mieszkania w kraju. Przeciętny lokal sprzedawany w Poznaniu ma 65,4 mkw. Dla porównania, najmniejsze nieruchomości nabywane są w Łodzi (48,7 mkw.). Jedynym miastem, w którym ceny transakcyjne są niższe niż przed rokiem jest Gdańsk, gdzie obniżka wyniosła 3,4%.

 

Obniżki rat kredytów walutowych

 

W ofercie bankowej zauważalny jest dalszy wzrost cen kredytów hipotecznych w złotych. Na szczęście najprawdopodobniej trend ten w najbliższym czasie wyhamuje, a marże kredytowe powinny ustabilizować się na poziomie zbliżonym do obecnego. Średnia marża kredytów z wysokim wkładem własnym (25%) wynosi 1,75%, a przy minimalnym, 5-procentowym, wkładzie – 2,08%. Jeszcze na początku roku kredytobiorcy otrzymywali oferty z marżą w wysokości odpowiednio 1,65% i 1,94%. – Dopóki stopy procentowe pozostaną na niskim poziomie nie należy spodziewać się obniżek marż – stwierdza Jarosław Sadowski, ekspert firmy Expander. Ostatni czas przyniósł natomiast korzystne zmiany dla osób, które zaciągnęły kredyty walutowe. – Umocnienie się złotego oraz obniżenie stóp procentowych w Strefie Euro sprawiły, że raty zaciągnięte w euro i frankach szwajcarskich będą niższe. Co więcej, zdaniem części ekonomistów możemy spodziewać się dalszego wzrostu wartości złotego, co przełoży się na kolejne obniżki. Rata w euro, która na początku maja wynosiła ok. 1 386 zł może w najbliższym czasie spaść o ok. 50 zł, natomiast pod koniec roku nawet o 100 zł. Podobnie wygląda sytuacja w wypadku kredytów we frankach. Rata w wysokości 400 CHF, która jeszcze na początku maja wynosiła 1 380 zł, obecnie spadła do poziomu 1 344 zł.

Źródło: Expander

Poczta Polska i raport o e-commerce: Zyski są w e-handlu

W ciągu ostatniej dekady rynek e-handlu w Polsce zwiększył się dwudziestopięciokrotnie i jest obecnie jednym z najszybciej rozwijających się w Europie. Według szacunków do roku 2016 ma być on wart ok. 40 mld zł. I choć udział sklepów internetowych w handlu wynosi zaledwie 4 proc. – dla porównania w Wielkiej Brytanii 13,2 proc. – to już teraz Polacy robią zakupy online częściej, niż np. Hiszpanie i Włosi. Tak wynika z przygotowanego dla Poczty Polskiej raportu dot. e-handlu.

Zdaniem autora analizy, dr. Arkadiusza Kawy z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, główną przyczyną wzrostu obrotów sklepów on-line jest wzrost liczby nowych użytkowników Internetu, którzy stali się klientami sklepów oraz platform aukcyjnych. – Na rozwój e-handlu ma również wpływ rosnąca liczba e-sprzedawców oraz atrakcyjność ich oferty – mówi Kawa.

W Polsce funkcjonuje dziś ponad 14 tys. sklepów, z których oferty można skorzystać poprzez Internet. Sklepy, które tak dynamicznie się rozwijają szukają dostawców wśród szerokiej oferty logistycznej.
– Z usług Poczty Polskiej regularnie korzysta prawie 60 proc. przedsiębiorstw z segmentu e-handlu. Dlatego nasz oferta systematycznie dostosowuje się do oczekiwań klientów tak aby była kompleksowa – mówi Janusz Wojtas, członek zarządu Poczty Polskiej.

Rynek commerce szybko rośnie. Każdego roku powstaje kilka tysięcy nowych sklepów. Ponad połowa sklepów działa nie dłużej niż 2 lata, a jedynie co dziesiąty powyżej 5 lat. Cechą charakterystyczną polskiego rynku e-handlu jest też jego rozdrobnienie – 85% e-sklepów to mikro i małe przedsiębiorstwa. Takie firmy otrzymują przeciętnie ok. 100 zamówień na miesiąc. Firm, dla których prowadzenie sklepu internetowego jest główną działalnością (miesięczna skala zamówień przekracza 1000) jest jedynie ok. 8 proc.

Powodem takiego rozdrobnienia jest m.in. to, że z otwarciem e-sklepów długo zwlekały sieci handlowe. W porę zauważyły jednak, że spora część klientów zaczęła kupować w wirtualnych sklepach, głównie RTV i AGD. Z czasem do sieci przeniosły się supermarkety, w którym można kupić żywność lub artykuły chemiczne. – Polski e-handel wydaje się być gotowy na konsolidację. W najbliższym czasie można spodziewać się przejęć polskich e-sklepów przez międzynarodowe koncerny. Sporym zainteresowaniem cieszy się branża wśród funduszy inwestycyjnych – mówi dr Arkadiusz Kawa.

Zmieniać się będą także preferencje związane z dostawą zakupów. –Przyszłością branży logistycznej jest zachęcanie klientów do wybierania dogodnych dla sprzedawcy terminów dostaw. Ponieważ e-konsumenci stawiają głównie na elastyczność, największe zmiany dotyczyć będą ostatniej mili, np. dynamicznego zarządzania miejscem i czasem dostawy – uważa Janusz Wojtas z Poczty Polskiej.

W raporcie analizie poddano także sytuację rozwoju e-handlu w Unii Europejskiej. „W 2013 r. wartość europejskiego e-handlu wyniosła 370 mld euro. W 2016 r. obroty e-handlowców mają wzrosnąć do 625 mld euro (…) Dynamiczny rozwój e-handlu to także perspektywy wzrostu zatrudnienia – już teraz w branży pracuje – bezpośrednio i pośrednio – ok. 2 mln osób” – czytamy w dokumencie. – Taka sytuacja sprawiła, że Komisja Europejska uznała e-handel za jeden z głównych czynników wzrostu gospodarczego i zwiększania poziomu zatrudnienia w całej Unii Europejskiej. W związku z tym UE stara się wypracować dobre praktyki dla e-handlu, w szczególności w kontekście logistyki – mówi dr Arkadiusz Kawa.

Zarówno Rada UE, jak i Parlament Europejski za kluczowy element zachowania wysokiej dynamiki rozwoju e-handlu uznały efektywną dostawę – buduje ona zaufanie pomiędzy sprzedawcami i nabywcami. W związku z tym podjęto szereg działań mających na celu wypracowanie jak najlepszych standardów i rozwiązań w tym obszarze. W dyskusjach na ten temat biorą udział m.in.: operatorzy KEP, e-detaliści oraz organizacje konsumenckie.

Obecnie na terenie UE poziom zaawansowania i popularności e-commerce jest bardzo zróżnicowany. – Podczas, gdy w 2012 r. w Wielkiej Brytanii 82 procent użytkowników Internetu kupiło coś w e-sklepie, to w Rumunii zrobiło to zaledwie 11 proc.. – mówi dr Arkadiusz Kawa.

Pełny raport „Logistyka w e-handlu” dostępny w załączniku na stronie biura prasowego Poczty Polskiej.

Regulacja sektora pożyczkowego – najpopularniejsze pożyczki pozostaną na rynku. Mniejsza rentowność niektórych produktów

Planowana regulacja sektora pożyczkowego w minimalny sposób zaburzy aktualne funkcjonowanie tego rynku wynika z opublikowanego przez firmę doradczą PwC raportu na temat oceny wybranych skutków tej regulacji. Celem przeprowadzonego badania była przede wszystkim ocena, jaki wpływ może mieć na ten sektor wprowadzenie limitów na maksymalne koszty pozaodsetkowe, które ponosi klient.  

Zmiana regulacyjna przygotowana przez Ministerstwo Finansów ma na celu z jednej strony ograniczenie nadmiernych kosztów ponoszonych przez niektórych klientów firm pożyczkowych, a z drugiej – minimalną ingerencję w strukturę samego rynku i w działalność firm pożyczkowych. Zmniejszy się jednak rentowność niektórych produktów, natomiast być może usługi pożyczkowe staną się tańsze dla konsumentów.

W raporcie PwC skupiono się przede wszystkim na zbadaniu zależności między ograniczeniem maksymalnych kosztów a dostępnością i konkurencyjnością oferty pożyczkowej dla konsumenta.

Główne wnioski z przeprowadzonego badania:

1. Planowana regulacja – wprowadzając zależności pomiędzy terminem zapadalności udzielanej pożyczki a jej maksymalnymi kosztami – odzwierciedla, po pierwsze, rzeczywistą strukturę kosztów pożyczek z punktu widzenia firm, a po drugie – rzeczywistą strukturę aktualnych kosztów ponoszonych przez klientów. W swym zamyśle skonstruowana została w sposób minimalnie zaburzający aktualne funkcjonowanie rynku. Jest to zdecydowana zaleta tego podejścia.

2. Proponowane wysokości maksymalnych progów kosztów pozaodsetkowych mogą ograniczyć przede wszystkim ofertę pożyczek o niewielkiej wartości (do 500 PLN) udzielanych na bardzo krótki okres (do 3 miesięcy).

3. Przeprowadzone kalkulacje wskazują, że z rynku mogą zostać wycofane pożyczki, które w tej chwili odpowiadają za ok. 14% oferty (wg liczby zawieranych umów). Równocześnie przeprowadzona analiza dowodzi, że obecnie część z tych produktów jest nierentowna, natomiast z rożnych względów nadal pozostaje w ofercie firm pożyczkowych.

4. Jest mało prawdopodobne, aby firmy pożyczkowe niezależnie od segmentu, w którym działają, zrezygnowały z udzielania najpopularniejszych pożyczek w kwotach ok. 1000 PLN na okres do 18 miesięcy, choć proponowana regulacja obniży ich rentowność.

5. Zmiana regulacyjna może spowodować, że część rynku przesunie się z segmentu tradycyjnego do segmentu online, charakteryzującego się niższymi kosztami stałymi działalności.

6. Ograniczenie dostępności pożyczek najniższych i udzielanych na najkrótszy okres spłaty wpłynie na sytuację dwóch skrajnych grup pożyczkobiorców:

–  klientów młodszych, lepiej wykształconych i lepiej oceniających własną sytuację finansową, którzy na skutek regulacji zasilą segment online lub skorzystają z oferty sektora bankowego.

–  klientów gorzej wykształconych i źle oceniających własną sytuację finansową, którzy mogą odczuć ograniczenie podaży pożyczek najniższych – ta grupa będzie zmuszona do rezygnacji z zadłużania się lub będzie korzystać z pożyczek o wyższej wartości rozłożonych na dłuższy okres spłaty lub zwróci się do innych źródeł pozyskania środków finansowych.

7. Z racji niewielkiego rozmiaru rynku pożyczkowego w ogóle, a także ze względu na ograniczony wpływ, jaki proponowana regulacja będzie miała na ten rynek, wpływ zmian na całą gospodarkę oraz na finanse publiczne nie będzie znaczący.

Podsumowując, jeżeli chodzi o konkurencyjność w branży, proponowana regulacja w niewielkim stopniu będzie miała wpływ zarówno na firmy z segmentu tradycyjnego (sprzedaż głównie kanałami tradycyjnymi – wizyta w domu lub placówka), jak i online (sprzedaż usług kanałami elektronicznymi, w tym przez Internet). Jednocześnie jest mało prawdopodobne, aby firmy pożyczkowe niezależnie od segmentu, na którym działają, zrezygnowały z udzielania najpopularniejszych pożyczek w kwotach ok. 1000 PLN na okres do 18 miesięcy, choć proponowana regulacja może obniżyć ich rentowność.

Zmiana regulacyjna może także spowodować, że część firm przesunie się z segmentu tradycyjnego do segmentu online, charakteryzującego się niższymi kosztami stałymi działalności. Równocześnie taka tendencja jest widoczna już teraz, co wynika z niższych kosztów działalności w segmencie online.

Źródło: PwC

Opieka posprzedażowa na rynku nieruchomości

Zgodnie z raportem GUS podsumowującym rok 2013 sytuacja na rynku budownictwa mieszkaniowego po trwającym jeszcze na początku roku okresie spowolnienia, ulega regularnej poprawie. Koniec roku zaznaczył się wzrostem wyników sprzedaży – liczba mieszkań sprzedanych w 2013 r. na rynku pierwotnym była większa o 17% w porównaniu do roku poprzedniego.

Optymistyczne wyniki sprzedaży, czy wprowadzenie programu „Mieszkanie dla Młodych” dają podstawę do przewidywań, że w roku 2014 zainteresowanie zakupem nieruchomości będzie stopniowo rosło.

Osoby, które zdecydują się na zakup nieruchomości na rynku pierwotnym czeka jeszcze kosztowne wykończenie i urządzenie swojego nowego domu. Wybierając dewelopera, warto więc zwrócić uwagę, czy także po sfinalizowaniu transakcji możemy liczyć na wsparcie i dodatkowe korzyści. Nadpodaż ofert na rynku nieruchomości i długotrwałe spowolnienie na rynku budowlanym w ostatnich latach, skłoniły deweloperów do podniesienia standardów obsługi klienta. Chcąc sprostać rosnącym wymaganiom, coraz częściej proponują opiekę posprzedażową. Część deweloperów w cenie lokalu oferuje pomoc architekta lub dostarcza swoim klientom kupony rabatowe do realizacji w wybranych sklepach z branży wyposażenie wnętrz. Niektórzy profesjonalni pośrednicy nieruchomości postanowili pójść o krok dalej i oferują swoim klientom dostęp do platformy rabatowej, oferującej zniżki w sieci kilkuset sklepów. 

– Każdy klient, który za naszym pośrednictwem dokona zakupu mieszkania lub skorzysta z oferty kredytu mieszkaniowego, otrzymuje prezent w postaci karty rabatowej Home Profit – wyjaśnia Jacek Zalewski, z działu marketingu Home Broker – Dzięki temu, że karta jest ważna bezterminowo możemy zagwarantować naszym klientom zniżki bez względu na to, na jakim etapie budowy inwestycji zdecyduje się kupić mieszkanie.

Program Home Profit oferuje rabaty osobom, które budują, urządzają lub remontują swoje cztery kąty. Pośród sklepów honorujących karty Home Profit są sklepy budowlane (np. Praktiker), meblarskie, wyspecjalizowane w dekoracji wnętrz (Home&You), oraz usługodawców (wykończenie, projektowanie wnętrz). Dlatego nie tylko firmy z branży nieruchomości zdecydowały się wprowadzić go swojej oferty, bezpłatną kartę Home Profit dla kredytobiorcy proponuje także bank Citi Handlowy.

Postanowiliśmy mile zaskoczyć naszych klientów– mówi Andrzej Fluderski, dyrektor ds. produktów hipotecznych Citi Handlowy –Dając im możliwość skorzystania z rabatów nawet do 50% w ponad 700 sklepach na terenie całej Polski z kartąHome Profit, dziękujemy zazaufanie i wybór właśnie naszejoferty. Zniżki można wykorzystać w wielu punktach na każdym etapie aranżacji domu lub mieszkania. Wierzymy, że dzięki temu nasi klienci będą mogli jeszcze dłużej cieszyć się z decyzji o zakupie własnego M. Analizując koszty, jakie ponosi nabywca mieszkania w stanie deweloperskim, aby przystosować je do swoich potrzeb okazuje się, że zniżki na wyposażenie to spora największa przysługa jaką deweloper może oddać swojemu klientowi.

Koszt wykończenia nowego mieszkania trudno oszacować precyzyjnie. Realne wydatki mogą nawet dwukrotnie przekroczyć pierwotnie planowane. Dlatego oprócz dobrze przygotowanej listy zakupów i planu działania warto zorientować się jakich ulg i promocji możemy oczekiwać, aby maksymalnie umniejszyć koszty remontu. Kwota, jaką statystyczna rodzina planuje przeznaczyć na wyposażenie nowego mieszkania o powierzchni ok. 45 m2 wynosi średnio 52 000 zł. Przy rabatach na poziomie 15% oszczędność może wynieść ponad 7500 tys. zł.

Deweloperzy, którzy postanowili zadbać o swojego klienta po zakończeniu transakcji mają do dyspozycji również benefity o charakterze niefinansowym. Rosnąca z roku na rok świadomość konsumentów na rynku nieruchomości pociąga za sobą długo oczekiwane zmiany w podejściu do powstających inwestycji. Nowe nieruchomości przestają być traktowane wyłącznie jako metraż na sprzedaż, w zamian często zyskują miano enklawy, własnej przestrzeni, oazy itp. , ponieważ coraz więcej deweloperów zachęca do zakupu mieszkania dbając o tzw. wspólną przestrzeń użytkową i otoczenie inwestycji.

Inwestor często zobowiązuje się wykorzystać należące do inwestycji lokale użytkowe w celach odpowiadających potrzebom mieszkańców. Tym sposobem na budowanych osiedlach znajdują swoje miejsce nie tylko sklepy spożywcze, czy banki, ale również kluby fitness, przedszkola, czy kluby malucha. Takie rozwiązanie mimo, że dodatkowo płatne może bardzo ułatwić życie zapracowanym rodzicom. Na nowopowstałych osiedlach deweloperzy stawiają nie tylko ławki i place zabaw, ale również zapewniają miejsce na wspólne urządzenie grilla, urozmaicają place fontanną, obsadzają drzewami tworząc więcej miejsc przeznaczonych do wypoczynku i integracji mieszkańców.

Świadome kształtowanie opieki posprzedażowej stanowi dodatkową korzyść dla klienta, oraz pozytywny kierunek rozwoju dla dewelopera. Każde jego działanie, które ma na celu wspierać klienta już po zakupie nieruchomości, oraz umożliwia budowanie lokalnej społeczności wzmacnia pozycję marki i służy budowaniu długofalowych relacji.

 Źródło: Home Profit