Archiwa blogu

Co turysta ma w koszyku, czyli wakacyjne zakupy na polskich lotniskach

Liczba Polaków spędzających wakacje za granicą stale rośnie. Sprzyjają temu czynniki ekonomiczne i rosnąca konkurencyjność oferty dzięki nowym destynacjom i przewoźnikom. Polski turysta lata coraz częściej, wydaje na wakacje więcej pieniędzy i… robi większe zakupy na lotnisku.

 

Według prognoz dla biur podróży obecny sezon może być nawet o jedną trzecią lepszy od zeszłego. Poprawę sytuacji odczuwa cała branża turystyczna. Baltona, największy operator sklepów wolnocłowych w Polsce, prześwietliła koszyk zakupowy pasażerów lotnisk. Wyniki nastrajają optymistycznie. Porównując zakupy Polaków w tym i zeszłym roku można śmiało powiedzieć, że portfele podróżnych mają się coraz lepiej. W pierwszym półroczu 2014 r. Baltona osiągnęła o 59 proc. większe przychody niż rok temu. Na podsumowanie wyników sprzedaży z tegorocznych wakacji trzeba jeszcze poczekać, gdyż w branży travel retail sezon zaczyna się pod koniec czerwca i trwa do końca września.

 

Turysty portret własny

Wakacyjne zakupy na lotniskach nie tylko różnią się od pozasezonowych pod względem ilościowym. Różnica polega przede wszystkim na zawartości koszyka. W sezonie urlopowym na lotniskach dominuje inny profil pasażera, a co za tym idzie, także inne potrzeby zakupowe.

W porównaniu z okresem międzywakacyjnym, w lecie wielokrotnie wzrasta liczba pasażerów lotów charterowych, podczas gdy odsetek pasażerów tanich linii lotniczych podróżujących w celach zarobkowych (kierunki północne, m.in. Wielka Brytania, Irlandia), notuje lekki spadek.

Dzięki obowiązkowi ewidencji kart pokładowych kupujących w celach akcyzowych Baltona ma dostęp do analizy klienta, zarówno pod względem kierunków podróży, jak i potrzeb zakupowych. Statystyki pozwalają dostosować ofertę produktową do oczekiwań klientów. Pasażer wybierający się na urlop najchętniej kupuje perfumy i kosmetyki, ta kategoria produktowa stanowi około 25 proc. całości zakupów dokonywanych przez turystów, oraz importowane alkohole – 25 proc. Powszechnymi produktami w koszyku są kosmetyki pielęgnacyjne do opalania, prasa i książki stanowiące niezbędny element urlopów oraz produkty z szeroko rozumianej kategorii „artykuły pierwszej potrzeby”, czyli rzeczy, których w ferworze pakowania pasażerowie zwyczajnie zapomnieli spakować do walizek.

Dlatego znane marki kierują odrębne linie produktów przygotowane specjalnie pod kątem osób podróżujących w celach wypoczynkowych, niedostępne w asortymencie poza sezonem. I tak, na stoiskach znaleźć można kosmetyki nawet o 30 proc. tańsze niż w tradycyjnej ofercie sklepowej, również w zestawach niedostępnych poza strefą wolnocłową, jak komplety podróżne, miniaturowe wersje, czy promocyjne duo-packi, podróżne zestawy słodyczy, marki ekskluzywne dostępne wyłącznie w sklepach Baltona, popularne produkty w rozmiarze „mega”, alkohole w butelkach PET, miniaturowe „małpki”, czy limitowane edycje luksusowych alkoholi przeznaczone do sprzedaży wyłącznie w sklepach wolnocłowych. Dodatkowo w ofercie klienci znajdą akcesoria selektywnych marek z najnowszych kolekcji jak zegarki, biżuteria, okulary, torby, torebki, walizki.

 

W drodze powrotnej

Wśród klientów polskich sklepów wolnocłowych w sezonie wakacyjnym rośnie także odsetek pasażerów, którzy nie wyjeżdżają na urlop, a z niego wracają. Obcokrajowcy odwiedzający Polskę coraz chętniej do koszyków wrzucają dostępne w sklepach Baltona produkty regionalne.

Największym zainteresowaniem cieszą się alkohole polskich marek i artykuły spożywcze produkcji regionalnej, najbardziej kojarzone z Polską, jak słodycze, kabanosy, grzybki, chrzan czy  powidła. Oczywiście w ofercie znajdują się drobne pamiątki, jak magnesy, t-shirty, czy kubki, ale i artykuły z wyższego segmentu cenowego, np. wyjątkowa biżuteria z bursztynem bałtyckim – mówi Andrzej Uryga.

Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom klientów zza granicy Baltona we wszystkich lokalizacjach aranżuje kąciki z ofertą produktów regionalnych i pamiątek z Polski. Ofertę regionalną uzupełnia oferta produktów pamiątkowych, np. na poznańskim lotnisku w sklepie Baltona pojawiło się stoisko drużyny piłkarskiej LECH Poznań.

W Polsce coraz wyraźniej widać trend zakupów produktów regionalnych, bardzo popularny w sklepach Baltony na innych europejskich lotniskach. Przykładowo w porcie lotniczym w Montpellier największą popularnością cieszą się langwedockie wina, lokalnie wytwarzane sery, foie gras, na lotnisku w sardyńskim mieście Alghero klienci najchętniej kupują oliwki z miejscowych upraw, tłoczone w regionie oliwy, czy produkowane na wyspie makarony. Dlatego też firma systematycznie rozszerza ofertę produktów o nowe pozycje.

Kompleksowe podejście

Wraz z rosnącymi oczekiwaniami klientów Baltona rozwija ofertę handlową o kolejne formaty, stając się kompleksowym operatorem w portach lotniczych oferującym multifunkcyjne strefy klienta – kawiarnie Coffee Corner, restauracje Travel Chef, sklepy z pamiątkami ZOOM Poland, kąciki zabaw dla dzieci.

– Przyjęta koncepcja kompleksowej strefy handlowej tworzy środowisko przyjazne i atrakcyjne dla podróżnych, pozwalające na przyjemne spędzenie pierwszego etapu wakacyjnej podróży – mówi Andrzej Uryga.

Przedsiębiorstwo Handlu Zagranicznego „Baltona” S.A. jest największym operatorem sklepów wolnocłowych w Polsce. Posiada sklepy oraz kawiarnie w lokalizacjach w Polsce, Rumunii, Belgii, Holandii, Niemczech oraz we Francji i na Ukrainie, przede wszystkim w głównych portach lotniczych. Jako lider segmentu Duty Free & Travel Retail posiada około 50% udziału w rynku polskim. Ponadto zajmuje się zaopatrywaniem załóg statków i okrętów cumujących w polskich portach morskich, a także zaopatrzeniem placówek dyplomatycznych i militarnych. W 2010 roku spółka pozyskała inwestora strategicznego – Flemingo International Limited z siedzibą w Dubaju. Od czerwca 2011 roku Spółka była notowana na rynku NewConnect, a od stycznia 2013 r. jest notowana na głównym parkiecie Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

 

Źródło: PHZ „Baltona” S.A.

Polscy konsumenci nadal ograniczają zakupy Raport o należnościach w branżach konsumenckich i inwestycyjnych

Zmiany jakie zachodzą pod względem regulowania płatności lub ich braku – zatorów płatniczych to przede wszystkim: poprawa spływu należności dóbr codziennego użytku (żywność, ale też kosmetyki i środki czystości), stabilizacja a nawet lekka poprawa w kategorii dóbr inwestycyjnych oraz pewne pogorszenie w kategorii dóbr konsumenckich trwałego użytku. Euler Hermes, spółka z Grupy Allianz, na podstawie danych z prowadzonego przez siebie Programu Analiz Branżowych w swojej analizie stwierdza, iż w skali całej gospodarki poziom zatorów płatniczych jest na poziomie zbliżonym do sytuacji z analogicznego okresu roku ubiegłego.

Na potrzeby niniejszego opracowania wzięto pod uwagę stan należności w końcu czerwca z branż konsumenckich: artykułów spożywczych, farmacji, RTV, AGD, i z branż inwestycyjnych: stalowej i materiałów budowlanych oraz z zaopatrujących je wszystkie: opakowań i TSL (transport i logistyka). Łączna suma bieżących należności w badanych branżach wyniosła w tym czasie 11,2 mld złotych i pochodziły one od blisko 80 tysięcy monitorowanych odbiorców.

 

Wyniki te nie są zaskoczeniem, jeśli porówna się je chociażby z prezentowanym przez GUS ostatnich danych o zmianach wartości produkcji sprzedanej poszczególnych branż. Polacy nie ograniczają wydatków na artykuły pierwszej potrzeby – stad też pozytywne zmiany w przepływie należności odnotowano w branży dóbr codziennego użytku: żywności, kosmetyków i środków czystości. Na drugim biegunie znalazła się kategoria dóbr konsumenckich trwałego użytku, których sprzedaży nie są w stanie pobudzić nawet duże imprezy sportowe (co dotychczas działało). Oszczędności polskich konsumentów wyraźnie wpływają na kondycję ich sprzedawców oraz producentów. Dwukrotnie wzrosła wartość niespłaconych należności w segmencie RTV i AGD w porównaniu do ubiegłego roku. Stabilizuje się powoli sytuacja w kategorii dóbr inwestycyjnych – ale mimo, iż jest lepsza niż w ubiegłym roku, nadal zatory płatnicze są w nich zdecydowanie największe.

 clip_image002

Źródło: Program Analiz Branżowych Euler Hermes Collections z Grupy Allianz

 

Oprócz danych o zatorach płatniczych do takich wniosków skłaniają także informacje o średnim okresie, w jakim swoje należności otrzymują przedsiębiorcy w poszczególnych branżach. W sektorze artykułów spożywczych przeciętny czas regulowanie płatności uległ nawet skróceniu w porównaniu do roku ubiegłego. Pewnym odstępstwem od tego w kategorii dóbr pierwszej potrzeby jest sytuacja w farmacji (prezentujemy kształtowanie się przepływów finansowych w relacji producenci – dystrybutorzy hurtowi) – tutaj o płatnościach, ich spowolnieniu decydują zmiany na rynku sprzedaży detalicznej, jej koncentracja (wypieranie z rynku aptek niezależnych przez apteki sieciowe, afiliowane m.in. przy hurtowniach farmaceutycznych) i specjalizacja aptek (leki refundowane vs. suplementy i specjalistyczne kosmetyki). Z tego powodu jeszcze bardziej w stosunku do ubiegłego roku spowolnił obieg należności na linii hurtownie-apteki. Wydłużenie średniego okresu spływu należności w miało miejsce także w branżach RTV, AGD, TSL oraz opakowań. Z kolei w branży materiałów budowlanych okres ten, chociaż nadal jeden z najdłuższych, uległ kilkudniowemu skróceniu.

 

Popyt na artykuły codziennej potrzeby jest stały, a służą mu jeszcze niskie ceny, będące efektem zarówno spadającej inflacji, jak i walki cenowej towarzyszącej konkurencji różnych kanałów dystrybucji (supermarkety, dyskonty, mniejsze formaty osiedlowe, afiliowane sieci największych hurtowników), jak również skutkiem np. spadku cen mięsa i jego przetworów czy nabiału w wyniku ich nadprodukcji i ograniczeń w eksporcie” – ocenia Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes, odpowiedzialny za ocenę ryzyka.

 

Zwraca on również uwagę na fakt, iż w branży dóbr inwestycyjnych wartość produkcji sprzedanej w ostatnich dwóch miesiącach rośnie i jest lepsza nie tylko w porównaniu do miesięcy poprzednich, ale także w porównaniu do poziomu sprzed roku (+4% w czerwcu – dane za GUS). To efekt zarówno odradzających się inwestycji infrastrukturalnych, ale też mieszkaniowych oraz inwestycji przedsiębiorstw. Ponadto rynek wykonawców inwestycji – przede wszystkim firm budowlanych oczyścił się, stąd aktualnie wykonawcy nie są obciążeni w takim stopniu długami z przeszłości, jak miało to miejsce kilka kwartałów temu. W związku z tym regulują należności za materiały w przeciętnie krótszym niż jeszcze rok temu terminie. Pojawiły się też niestety gorsze informacje: w budownictwie widać kolejne problemy części deweloperów, co wraz z wcześniejszymi ich upadłościami (aż 23 przypadki w ciągu I półrocza) pociąga za sobą problemy firm budownictwa mieszkaniowego. Ponownie więc w lipcowej statystyce opublikowanych upadłości znalazły się firmy wykończeniowe (prace hydrauliczne, kanalizacyjne, elektryczne etc.).

 

Dobra sprzedaż artykułów inwestycyjnych oznacza oczywiście zwiększenie obrotów ich producentów i dystrybutorów, ale z drugiej strony także potencjalne ryzyko w przyszłości – uzależnienie od tego, w jakim kierunku zmieniać się będzie koniunktura budowlana, a więc nawet od pogody w miesiącach zimowychmówi Tomasz Starus. Sprzedaż ta odbywa się bowiem na zasadzie kredytu kupieckiego o długim, 2-3 miesięcznym terminie płatności – zwiększenie sprzedaży oznacza więc także zwiększenie ekspozycji na potencjalne ryzyko. Po ostatnim załamaniu na rynku budowlanym w latach 2011-2013 producenci i dostawcy zaopatrzenia mają świadomość tego i są ostrożni w ocenie perspektyw.

 

Odwrotnie niż w sektorze dóbr inwestycyjnych jest w kategorii dóbr konsumenckich trwałego użytku – spada ich produkcja sprzedana, jak podaje GUS w czerwcu była on niższa o 8% w stosunku do czerwca ub. roku. „Mniejsza sprzedaż – a także inne przyczyny jak m.in. przesuwanie się sprzedaży do kanału internetowego, wpływają na problemy dystrybutorów hurtowych i detalicznych dóbr konsumenckich, na falę ich głośnych upadłości – tłumaczy Tomasz Starus Stąd mniejsza skłonność (a raczej zdolność) do terminowego regulowania przez nich płatności wobec producentów w porównaniu chociażby do roku ubiegłego.”

 

W badaniu wyróżniono także sektory transportu i spedycji oraz opakowań. To branże, które zaopatrują większość pozostałych – zarówno inwestycyjnych, jak i konsumenckich. Ich wyniki są pewnym wyznacznikiem sytuacji na rynku, chociaż niekoniecznie świadczą jedynie o zmianie popytu. Firmy transportowe nie notują obecnie zmniejszenia ilości przewozów. Pomimo pewnego spowolnienia tempa wzrostu w przemyśle krajów starej UE i w efekcie przystopowaniem tempa wzrostu popytu na usługi transportowe, jest on cały czas zadowalający. Jednak jak zauważa Tomasz Starus: „Duża konkurencja – nadpodaż usług transportowych oraz rozdrobnienie rynku powoduje, iż ceny usług transportowych i osiągane marże, a w ślad za tym sytuacja finansowa, są cały czas poniżej oczekiwań, a nawet spadły w bieżącym roku. Znajduje to również odzwierciedlenie w wynikach Programu Analiz Branżowych prowadzonego przez Euler Hermes. Bieżąca średnia płynność finansowa branży jest dobra, ale rynek konsumenta sprawił, że spływ należności trochę spowolnił. W czerwcu ubiegłego roku w terminie spłacane było około 88% wartości należności za transport, w czerwcu br. – 80%. Średni okres spłaty należności w transporcie uległ 6-dniowemu wydłużeniu.” Podobna sytuacja ma także miejsce w przypadku przewozów kabotażowych, świadczonych na zagranicznych rynkach. Klienci korzystający z tych usług transportowych są obecnie w lepszej kondycji niż jeszcze rok temu. Dużo łatwiej im więc znaleźć kolejnego przewoźnika, a zatem nie przywiązują się do jednego dostawcy usług, korzystając z aktualnie najkorzystniejszej oferty, nie troszcząc się o terminowe regulowanie należności. „Świadczy o tym „wysyp” niespłaconych należności za pojedyncze frachty o wartości średnio kilkuset euro – podczas, gdy jeszcze kilka-kilkanaście miesięcy temu niespłacone należności u przewoźników zdarzały się trochę rzadziej, ale z reguły na kilkukrotnie wyższe kwoty, idące w tysiące euro.” – wyjaśnia Tomasz Starus. Z danych wynika więc, że pewne spowolnienie spływu należności na rynku transportu drogowego jest raczej kwestią wyboru odbiorców, korzystania przez nich z takiej możliwości.

 

Ocena ryzyka – co warto wziąć pod uwagę

Dane dotyczące opóźnień płatniczych są istotne z punktu widzenia kondycji branż. Niemniej nie wyczerpują one wszystkich aspektów oceny ryzyka i perspektyw poszczególnych sektorów gospodarki. Euler Hermes zarówno przy indywidualnej ocenie kontrahentów, jak i całych sektorów uwzględnia:

–         kwestię popytu – zmian bieżących obrotów i spodziewanych przychodów,

–         rentowność – spodziewaną zyskowność, wahania w zaopatrzeniu, dostępność oraz ceny surowców,

–         ryzyko finansowe – płynności w przepływach finansowych, jak również stabilność źródeł finansowania,

–         otoczenie biznesowe – zmiany technologiczne i rynkowe (np. zmiana kanałów dystrybucji w sprzedaży elektroniki i wyposażenia mieszkań), kwestie ram prawnych oraz inne – m.in. subsydiów rządowych / unijnych.

 

Źródło: Euler Hermes

 

Ponad 700 zł miesięcznie wydaje Polak w centrum handlowym

Ubrania, buty, torebki i paski to po artykułach spożywczych i przemysłowych najchętniej kupowane przez nas rzeczy w centrach handlowych. Podczas zaledwie jednej wizyty nasz portfel może się uszczuplić średnio o około 163 zł, a miesięcznie o 714 zł – wynika z raportu przygotowanego przez ARC Rynek i Opinia dla Galerii Jurajskiej w Częstochowie.

 

Najwięcej pieniędzy wydajemy na artykuły spożywcze i przemysłowe

 

Średnio w miesiącu każdy z nas w centrach handlowych robi zakupy za 714 zł – wynika z badań przeprowadzonych przez ARC Rynek i Opinia dla Galerii Jurajskiej w Częstochowie. Aż 15 proc. ankietowanych zadeklarowało, że miesięcznie wydaje w galerii od 1 tys. zł do 2 tys. zł, a 4 proc. ponad 2 tys. zł.

 

Najwięcej pieniędzy przeznaczamy na artykuły spożywcze i przemysłowe – 570 zł, a w sklepach z ubraniami, butami oraz akcesoriami odzieżowymi zostawiamy około 435 zł. Bardziej oszczędni jesteśmy w restauracjach i kawiarniach – 115 zł i w punktach rozrywkowych – 112 zł.

 

– Do rzadkości należą osoby, które do centrum handlowego przychodzą tylko po jedną rzecz. Najczęściej wybierają się do galerii z listą zakupów, dlatego też spora część odwiedzających – 36 proc. wydaje w niej miesięcznie kwotę od 251 do 500 zł, a zaledwie 4 proc. wydaje w sklepach mniej niż 100 zł – wyjaśnia Violetta Dziubin, marketing manager Galerii Jurajskiej w Częstochowie.

 

Wizyta w galerii kosztuje nas średnio 163 zł

 

Podczas jednej wizyty w galerii potrafimy wydać od 20 zł do 1 tys. zł, ale średnio oscylujemy wokół 163 zł. Najwięcej z nas wydaje od 100 do 200 zł, a 5 proc. od 300 do 400 zł. Statystki pokazują, także że coraz więcej pieniędzy wydajemy w centrach handlowych, które kuszą punktami rozrywkowymi, kawiarniami i restauracjami.

 

– W centrach handlowych kupujemy przede wszystkim ubrania, kosmetyki, buty i sprzęt elektroniczny – i to jest niezmienne od lat. Coraz częściej korzystamy z ofert kawiarni i restauracji – i to jest nowy trend, który obserwujemy w ostatnim czasie – dodaje Violetta Dziubin.

 

Dziś aż 21 proc. klientów galerii deklaruje, że przychodzi do centrów handlowych żeby skorzystać z tzw. strefy rozrywki. Połowa z nich przyznaje się, że odwiedza punkty gastronomiczne i rozrywkowe przynajmniej raz w miesiącu.

 

Jesteśmy konkretni i lubimy promocje

 

Nie oznacza to jednak, że wydajemy bez umiaru. Polacy nie należą do rozrzutnych narodów i robią dość przemyślane zakupy. Wybierając się do centrum handlowego prawie połowa z nas (42 proc.) doskonale wie, co chce kupić i jaką kwotę na to przeznaczyć. Potrafimy spędzić dużo czasu w sklepach, by mieć pewność, że są to rzeczy, za które chcemy zapłacić. Lubimy się najpierw rozejrzeć i porównać ceny.

 

– 37 proc. klientów przyznaje się, że są łowcami okazji i odwiedza galerie w poszukiwaniu promocji. Ta grupa konsumentów szuka okazyjnych cen głównie w sklepach z artykułami spożywczymi i przemysłowymi, a także związanymi z modą – mówi Dziubin.

 

Źródło: Galeria Jurajska